http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niebajki Hanny Krall

Paweł Goźliński
2011-12-15, ostatnia aktualizacja 2011-12-14 20:55



Fot. Albert Zawada / AG
ZOBACZ TAKŻE
Co się stało z naszą bajką? Czarne charaktery postanowiły się wybielić. Baba-Jaga nie pożera Jasia i Małgosi. Wilk babcię i Czerwonego Kapturka też zostawia w spokoju. Złe siostry w ogóle nie idą na bal, więc Kopciuszek nie ma konkurencji. Bajki bez zła się nie udają. Z samym dobrem nie nadają się ani do teodycei, ani zastosowań infantylnych. Jednak najgorsze jest to, że biedne ofiary bajkowych potworów teraz mogą żyć bezpiecznym nudnym życiem. Wytrącone z heroicznej, głównie przez nadmiar cierpienia, roli nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Nadmiar bezpieczeństwa dokucza im w równym stopniu co niedomiar troski.

No dobrze. Jeszcze jedna antybaśń. Ale jeśli podamy jej autorkę oraz kontekst, w jakim pojawiają się bajkowe figury, nic już nie będzie takie oczywiste. "Co się stało z naszą bajką" to najprawdziwsza bajka Hanny Krall, a zarazem tytuł kolejnego tomu jej dzieł zebranych. Zebranych nieprzypadkowo po kilka dotąd samodzielnych książek w jednym zestawie, bo każdy zestaw jako zestaw ma nam coś istotnego do powiedzenia o autorce "Zdążyć przed Panem Bogiem" i jej reporterskiej - zazwyczaj - twórczości.

Antybaśń Krall ma w tomie dwójkę sąsiadów. "Król kier znów na wylocie" to wielowarstwowy reportaż, którego bohaterką jest Izolda... Nie, wcale nie Izolda. Raczej jej los. Że to los ocalonej, mówi wszystko i nic - bo ten los jest niewrażliwy na fabularne schematy, także te dotyczące ocalenia - jasne podziały między dobrem i złem, katami i ofiarami, miłością i przywiązaniem, ironią i na serio, nawet życiem i śmiercią. Krall - a raczej los Izoldy, bo to los tak naprawdę pisze ten reportaż - bawi się nie swoją bohaterką wędrującą w latach okupacji między Warszawą, Auschwitz i Wiedniem w poszukiwaniu męża, ale raczej oczekiwaniami czytelnika, któremu się wydaje, że ma do czynienia z historią niemożliwą, choć wie, że czyta zapis faktów. Skondensowany - jak to u Krall - do esencji. Esencji czego? Języka i życia, które w jej narracji stają się nierozerwalne.

"Król kier znów na wylocie" to jeden los. W "Różowych strusich piórach" są ich dziesiątki. Każdy właściwie nadający się, by go rozwinąć w reportaż albo i w książkę. Od Krzysztofa Kieślowskiego (arcyciekawy spór o możliwość zapisu "żydowskiego losu"), legendarnego szekspirologa Jana Kotta (fantastyczny romans korespondencyjny z pogranicza erotyki i medycyny), oczywiście Marka Edelmana po grabarza z cmentarza żydowskiego i wnuka autorki. Nie ma tylko jej samej, choć cała książka skonstruowana jest z listów i opowieści, jakie przychodziły do Hanny Krall od 1960 roku. Chociaż gdyby się lepiej przyjrzeć, można by uznać "Różowe strusie pióra" za swoistą autobiografię, a raczej negatyw autobiografii - autorka przedstawia się nam nie przez opowieść o sobie, ale przez historie, z którymi przychodzili do niej ludzie.

To nie są przypadkowe historie - w ich komplikowaniu się, narastaniu, "intymnieniu" można odczytać opowieść o pisarskiej historii samej Hanny Krall. I o tym, jak powracał do niej temat Zagłady.

W zestawieniu tych trzech tekstów w jednym tomie nie ma przypadku. Jedno łączy je na pewno: są fascynującymi opowieściami. Bez względu na to, czy to antybaśń dziejąca się w baśniowym lesie, czy wielowymiarowa historia z Holocaustem w tle - ich scenografia w pewnym momencie przestaje mieć znaczenie. Świat znika. Sama narracja zagarnia całą uwagę. Niesie. Sami stajemy się jej bohaterami. Można to nazwać empatią. Można opętaniem. W każdym razie czytanie książek Krall jest czasami więcej niż lekturą. Jest misterium.

Ale jest coś jeszcze w tym tomie. Żeby to "jeszcze" pojąć, trzeba jednak dotrzeć do ostatniej sceny "Co się stało z naszą bajką". Wtedy wszystko stanie się jasne. Albo ciemniejsze.

Dalsze objaśnienia byłyby jak zdradzanie puenty kryminału. Dość więc na tym.

Źródło: Duży Format
  • 2
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':