http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Wiedźmin" Aż śluz ścieka z głośników

Poleca Wojciech Orliński
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 10:11

Audiobooki "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia" to adaptacją dwóch pierwszych tomów "Sagi o wiedźminie", zawierających opowiadania drukowane początkowo m.in. w miesięczniku "Fantastyka". Dopiero potem Andrzej Sapkowski zabrał się do pisania pięciotomowej powieści

Zawsze wiedziałem, że Andrzej Sapkowski to mistrz układania melodyjnej prozy. Decyzje typu "czy zastosujemy dwa zdania proste, czy jedno podrzędnie złożone" dziennikarski wyrobnik podejmuje czysto przypadkowo. Ba: czasem podejmuje je za niego grafik, któremu jedna z opcji "rozwalałaby kolumnę".

U Sapkowskiego to jest zawsze przemyślana decyzja, podobnie jak wybór odpowiedniego słowa z palety synonimów. Czy jakiś potwór był brzydki, szpetny czy paskudny - pisarz zawsze wie, dlaczego opisał go tak, a nie inaczej.

Dopiero audiobook pozwolił mi tę melodię zdań ocenić w pełni. Co tu dużo gadać, wewnętrzny lektor mojej wyobraźni jest taki jak ja, niestaranny, chaotyczny i zawsze mu się gdzieś śpieszy. Krzysztof Gosztyła natomiast czyta Sapkowskiego tak, żeby wydobyć piękno każdego zdania. Nawet w tych scenach, w których pozornie nic się nie dzieje.

Bo u Sapkowskiego ten stan zawsze jest wyłącznie pozorny. Gdyby się nie działo naprawdę nic, Sapkowski by nam o tym nie pisał. W tych opowiadaniach nie ma "wypełniaczy", nie ma opisów przyrody, które pojawiły się tylko dla zwiększenia objętości tekstu.

To znaczy - opisy przyrody jak najbardziej są, ale nigdy nie są przypadkowe. Uważny czytelnik zauważy w nich jakąś anomalię, jakiś detal, którego znaczenie zrozumiemy dopiero kilka stron dalej. Nieuważnemu czytelnikowi niech to najlepiej przeczyta Gosztyła.

Audiobooki "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia" zrealizowano w stylu przypominającym złote czasy Teatru Polskiego Radia. Zgromadzono świetną ekipę aktorską - Wojciech Pszoniak występuje w niewielkiej, ale wpadającej w pamięć roli Stregobora. Znawcy cyklu wiedźmińskiego wiedzą, że to dość obrzydliwa postać, ale Pszoniak tak ekspresyjnie odgrywa tę straszną miksturę przymilności i okrucieństwa, wyrafinowania i bestialstwa, że jadowity śluz zaczyna ściekać z głośników.

Na szczęście nie wszyscy czarodzieje są tacy jak Stregobor, są jeszcze tacy jak np. Istredd (Wiktor Zborowski). Z głównym bohaterem łączy go (a właściwie dzieli) rywalizacja o serce pięknej czarodziejki Yennefer. Anna Dereszowska gra ją tak, że głośniki - oczyszczone z wydzielin Stregobora - zaczynają z kolei pachnieć jak Yennefer, "bzem i agrestem".

Oczywiście najtrudniejszą rolę ma Krzysztof Banaszyk jako tytułowy Geralt z Rivii. Z opisów mistrza Sapkowskiego wyłania się obraz tak bogaty, że aż niemal niespójny. Wiedźmin jednocześnie ma nadludzkie możliwości, które pomagają mu walczyć z najstraszliwszymi potworami. Technicznie rzecz biorąc, nie jest już nawet istotą ludzką, jest mutantem wyselekcjonowanym i wyćwiczonym w określonym celu.

Z drugiej strony jest zaskakująco ludzki, nieśmiały wobec kobiet, ale także ogólnie nieporadny w sytuacjach towarzyskich, których nie dałoby się rozstrzygnąć sięgnięciem po miecz. Zapewne dlatego tak dobrze czuje się w towarzystwie wędrownego poety Jaskra (Sławomir Pacek), który z kolei każdą kobietę umie owinąć sobie wokół palca, a z każdej słownej sprzeczki wyjść tak, że oponent jeszcze mu kolację postawi w przeprosinach za to, że kiedykolwiek ośmielił się być innego zdania niż on. Kazimierz Kaczor, Mariusz Benoit, Henryk Talar, Marian Opania, Maria Pakulnis i Dorota Segda też tworzą znakomite kreacje - Sapkowski stworzył bogatą paletę charakterów ludzkich i nieludzkich, przaśnych i wyrafinowanych, szlachetnych i podłych, skromnych i aroganckich.

Dwie pierwsze płyty są adaptacją dwóch pierwszych tomów "Sagi o wiedźminie", zawierających opowiadania drukowane początkowo m.in. w miesięczniku "Fantastyka". Dopiero potem Sapkowski zabrał się do pisania pięciotomowej powieści. Nie mogę się doczekać jej adaptacji na audiobook, bo w warszawskich korkach jakoś raźniej się stoi w towarzystwie wiedźmina. Choć oczywiście najlepiej w towarzystwie Jaskra... DF

Źródło: Duży Format
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':