Witkowski znów w wielkiej formie - myślałem, wracając do formy biegowej w Lesie Kabackim ze słuchawkami na uszach. A Witkowski w słuchawkach galopował o lujach brechtających się na przystanku, doktorowej, co była zdolna do miłości jedynie do pieniędzy, i znów o luju, że chciałby mu już nakupować, bluzę z kapturem, pizzę, ale bez pieczarek, bo po okresie
pracy w Szwecji luj pieczarek nie tknie, i piwska do woli. Zdania tak rozkoszne, że tempo biegu mi spada. Zasłuchuję się, już jestem nieopodal Grodna, ale na ziemiach zachodnich, bo Grodno to ośrodek wczasowy podupadły, gdzie pan Zbyszek był za komuny masażystą i gdzie wiele się wydarzy.
Ale nie od początku jest tak różowo. Książka zaczyna się od przyjazdu głównego bohatera Michała czy też Michaśki, jak kto woli, do leśniczówki nieopodal Międzyzdrojów. I dużo tu jeszcze drażniącej archaicznej stylizacji a la Barbara Radziwiłłówna, co u Witkowskiego raczej wydaje mi się ślepą uliczką. Chociaż "pokoje umeblowane", o których w XIX-wiecznym pitawalu czyta bohater, to dowód, że także w przeszłości autor perełki językowe znajdować potrafi.
Kiedy w końcu Michał, dla innych Michaśka, wyrusza z leśniczówki do Międzyzdrojów, luja na przystanku zapoznaje i cały świat bufetowych, sklepowych oraz właścicielek kwater prywatnych jak pokoje umeblowane - wtedy już jedziesz na tej prozie jak na prozacu. Inteligentna zabawa z konwencją kryminału. Chociaż rozczarowuje trochę koniec, po którym naprawdę pozostajemy w lesie.
Ale co innego jest problemem - trudno się przyzwyczaić do czytającego książkę autora. Murarz
domy muruje, prozaik książki pisze, ale czytać je powinni aktorzy, nie autorzy. Rzecz nawet nie w gejowskiej manierze, bo to dodaje tylko autentyzmu opowieści Michała-Michaśki. Ale że Witkowski czasem. Tu źle kropkę postawiłem specjalnie, bo Witkowski czasem robi pauzy w zupełnie nieuzasadnionych miejscach. Zacina się, jakby pierwszy raz widział tekst na oczy, a nie sam go napisał. Zmienia sens zdań, momentami niemalże duka.
To książka, której nie można nie przeczytać. Ale lepiej zrobić to samemu, bez audiobooka.