http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Powielacz z demobilu

Konrad Bieliński
2008-08-09, ostatnia aktualizacja 2006-09-21 10:48

O drukarniach, powielaczach, offsetach i oleju słonecznikowym opowiada członek KOR-u Konrad Bieliński


Fot. Marcin Jabłoński / KARTA
ZOBACZ TAKŻE
Powielacz i offset

To był nasz najważniejszy powielacz. Wszystkie inne wpadały, a ten trwał niewykryty. Chwilami był jedynym sprzętem, jaki mieliśmy. Drukowaliśmy na nim wszystkie pisma wydawane przez NOW-ą - "Biuletyn Informacyjny", "Krytykę", także "Dokumenty Bezprawia". Dotrwał do stanu wojennego, kiedy go po prostu zajeżdżono, nieustannie używając. To była najlepsza maszyna, jedyna, która miała pięć biegów. Nie niszczyła matrycy - z jednej matrycy białkowej można było wydrukować pięć tysięcy kartek. Mogła drukować jednostronnie z szybkością pięciu tysięcy kartek na godzinę.

Ten powielacz był specjalnie chroniony, tylko parę osób wiedziało, gdzie jest przechowywany. Przywoziliśmy go na miejsce druku w ostatniej chwili, kiedy wszystko było już przygotowane - drukarze, farba, papier. Mieścił się w skrzynce, która wchodziła do małego fiata po wyjęciu siedzenia pasażera.

Pochodził z ambasady amerykańskiej, która nam go sprzedała za symboliczną złotówkę na wyprzedaży staroci. Niestety, brakowało mnóstwa części. Musiałem je dorobić. A był to pierwszy powielacz, który w życiu widziałem.

Pierwszy offset dostaliśmy z Zachodu przed wakacjami 1980 r. Ale już wcześniej drukowaliśmy na offsecie. "Zapis" nr 3 z "Kompleksem polskim" Konwickiego wydrukowała państwowa drukarnia. Przykład dali nam świadkowie Jehowy. Wyrobili sobie w tej drukarni chody i po cichu wypuszczała ich wydawnictwa. Wypuściła więc i nasze.

Własny offset zaś przybył do nas z zagranicy rozłożony na najdrobniejsze części. Do tego był komplet bardzo niewyraźnych amatorskich zdjęć sporządzanych podczas rozkładania. I znów ja musiałem to składać i znów był to pierwszy offset, jaki w życiu widziałem.

Może nigdy bym tego nie zdołał do końca zrobić, bo się okropnie męczyłem, ale w sierpniu '80 znalazłem się w Stoczni. A tam mogłem zobaczyć dużą maszynę offsetową. Wprawdzie była inna, ale nabrałem pojęcia, jak to w ogóle działa. Żadnego z pracowników obsługujących offset wprawdzie nie było na miejscu, ale była pani woźna. I ona wydobywała kolejno z pamięci czynności pracowników ("wtedy pani Krysia brała ramkę i posypywała takim proszkiem z tego pudełka"), i dawała nam wskazówki.

Papier

Na jeden numer "Biuletynu Informacyjnego" szło 500 ryz papieru, a to prawie półtorej tony. Mieliśmy tylko małe fiaty. W małym fiacie mieści się tylko sto ryz papieru. Ale ja raz przewiozłem 120 ryz. Wymontowałem wszystkie fotele, także fotel kierowcy. Siedziałem na fotelu z ryz. No i kiedy wyładowałem wszystko na miejscu, okazało się, że nie mam jak wrócić bez siedzenia.

Farba

Używaliśmy farby drukarskiej kupowanej na lewo z drukarń. Przerabialiśmy ją na powielaczową, mieszając z olejem. Słonecznikowy był lepszy od rzepakowego. Ale wtedy był rarytasem. Jak tylko dostawaliśmy telefon, że gdzieś się pojawił, jechaliśmy tam. Ale teraz wyobraźcie sobie kolejkę, która słyszy: - Poproszę sto butelek oleju słonecznikowego. Gotowi byli nas rozszarpać!

Drukarnie

Na tym zdjęciu z końca kwietnia 1978 jest wyjątkowo pięć osób (od lewej: Antoni Roszak, Zenon Pałka, Mirosław Chojecki, Wojciech Onyszkiewicz, Konrad Bieliński). Nigdy nas tylu jednocześnie w drukarni nie pracowało. Ale to była jakaś większa praca na maszynie z dorobionymi częściami i byłem tu jako główny ekspert.

Zdjęcie zostało zrobione w podwarszawskim Konstancinie, to było jedno z miejsc, w których drukowaliśmy - niska suterena w starej przedwojennej willi. Zasłanialiśmy okna nie tylko dlatego, żeby nie było widać, co robimy, ale także, żeby nie było słychać. Powielacze niestety hałasowały. Chojecki wpadł w Łazach w grudniu 1977, może dlatego, że wałek przy jego powielaczu - aluminiowy zamiast gumowego - potwornie łomotał.

Nie mieliśmy nigdy stałej drukarni. Zmieniało się lokale co parę miesięcy. Ale jeśli nigdzie nie można było znaleźć pomieszczenia na nową drukarnię, a Sewek Blumsztajn i Joasia Szczęsna wściekali się, że "Biuletyn" się spóźnia, wracaliśmy za każdym razem na wypróbowane miejsca - na przykład do Konstancina albo do piwnicy Janka Walca. Ubecy nakryli ten lokal dopiero w stanie wojennym, kiedy już dawno z niego nie korzystaliśmy, Znaleźli tylko zapasy farby, których ciągle nie miałem czasu zabrać mimo wielu próśb Janka.

Zdjęcie z opaskami

To zdjęcia inscenizowane na potrzeby zachodniej publiczności wiosną 1980 roku. Powstawał wtedy film o polskiej opozycji, chcieli pokazać drukarnię podziemną. A jakie to podziemie, jeżeli widać nasze twarze? Więc Mirkowi Chojeckiemu i mnie owinięto twarze bandażami.

Na tym zdjęciu jesteśmy w koszulkach z napisem "NOW-a". Koszulki zrobił wiosną '80 Tomek Kuczborski. Zaczęliśmy w nich demonstracyjnie chodzić po ulicy. A na procesie Chojeckiego i Grzesiaka (oskarżono ich nie o podziemne wydawnictwo, tylko o kradzież powielacza z państwowej instytucji) połowa publiczności była w takich koszulkach. I obaj oskarżeni też. To już była wiosna przed powstaniem "Solidarności".

  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dłuższa praca albo bieda

Rząd pokazał wczoraj projekt ustawy o podniesieniu wieku emerytalnego do 67 lat. - Bez tego musielibyśmy drastycznie podnieść VAT i składki emerytalne, a świadczenia obniżyć o połowę - przekonywał premier

Izrael siłą zabiera wodę

Może Izrael powinien ukarać Rzymian, którzy wybudowali cysterny na Zachodnim Brzegu? PAH je tylko remontuje - mówi szefowa organizacji Janina Ochojska

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W środę z ''Gazetą'':