"Fryderyk Nietzsche mówił kiedyś o uczonym, że uczony mówi prawdę, jemu się wierzy. To zobowiązuje. Niewątpliwie moralność jest jak najściślej związana z nauką" - gromki głos 90-letniego prof. Edwarda Lipińskiego przebija się przez senny spokój na sali Polskiej Akademii Nauk.
Jest 25 maja 1979 r. Od wielu godzin 200 czcigodnych profesorów, członków PAN-u siedzi na rytualnej, choć jubileuszowej, 50. sesji plenarnej. A tu nagle Lipiński zaczyna mówić tak, jak nie mówiło się w PRL-u publicznie, a tylko między sobą. Mówi o upadku nauk społecznych i historii, zabijanych przez cenzurę. O "skromnej, ponieważ próby prywatnie podejmowane muszą być z natury skromne", próbie zaradzenia tej sytuacji, jaką podjęło Towarzystwo Kursów Naukowych.
Nazwę TKN, odwołującą się do tradycji samokształceniowych z okresu zaborów, zaproponował właśnie Lipiński. Wśród kilkudziesięciu założycieli byli ludzie nauki, pisarze, kilku członków KOR-u. Publiczne wykłady w prywatnych mieszkaniach dawali także prof. Lipiński i dr Józef Rybicki z KOR-owskich Starszych Państwa.
Lipiński opowiada kolegom z PAN-u o swoim niedawnym wykładzie, który przerwała grupa z Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej. "Próbowałem mówić, gdy padło pierwsze pytanie: z czego żyję, choć nie pracuję. Krzyczano: sprzedawczyk, judasz, zdrajca Polski. Potem rzucano monety jako judaszowe pieniądze".
Opowiada, jak bojówka "socjalistycznych" studentów, głównie z Akademii Wychowania Fizycznego, wtargnęła do mieszkania Kuroniów, mimo że na drzwiach wisiała kartka odwołująca wykład Jacka z powodu ciężkiej choroby jego ojca. Czyta zebranym relację Macieja Kuroniu, syna Jacka:
"Wyszła matka i prosiła, żeby poszli, bo w domu jest ciężko chory, zaraz ma przyjechać pogotowie. Napastnicy śmiali się, a gdy matka spróbowała odepchnąć ich i zamknąć drzwi, chwycili ją za ręce, wykręcili je, ubliżając, wybili ją po plecach, ubliżając...". - Nie mogę powiedzieć, jakimi słowami - komentuje Lipiński - ponieważ na tej sali takich wyrażeń nie wolno używać. "Bili po plecach, po rękach. Dałem susa i skoczyłem matce na pomoc, wtedy dostałem bardzo mocny cios w policzek i nos. Straciłem przytomność, krew poszła mi ustami i nosem. Jakoś dostałem się do pokoju. Gdy oprzytomniałem, siedziałem na tapczanie. Jak tylko wróciła mi świadomość, poszedłem wypychać napastników. Przytrzymałem się futryny, żeby udaremnić wyciągnięcie mnie z mieszkania. A wtedy oni podnieśli mnie, obrócili, bili po plecach, kopali. Matka płakała".
- Jakich to specjalistów z Akademii Wychowania Fizycznego wybrano do podejmowania merytorycznej dyskusji z profesorami i naukowcami wykładającymi w Towarzystwie Kursów Naukowych? - pyta Lipiński. I wymienia z imienia i nazwiska dziewięciu "bramkarzy", ciężarowców, zapaśników, karateków, w tym ich przywódcę Jerzego Folcika. - Oni otrzymali szczególne instrukcje, ażeby bić, ale bić w takie miejsca, które prowadzą do uszkodzenia organizmu, głównie w kręgosłup, a potem bić również w głowę, żeby spowodować zamroczenie i wstrząs mózgu.
- Panie profesorze, miał pan mówić o sytuacji w naukach społecznych - przerywa prezes PAN-u, prof. Witold Nowacki.
- Tak, mówię właśnie o działalności w naukach społecznych, ponieważ TKN podjął wysiłek, ażeby odnowić, ażeby ożywić, ażeby urozmaicić, ażeby uzupełnić nauki społeczne, które są ograniczane przez cenzurę. I dlatego mówię o tym Folciku, że właśnie Folcika wybrano, aby tę działalność wysoce korzystną i pożyteczną dla narodu polskiego - Towarzystwa Kursów Naukowych - w ten właśnie zbrodniczy sposób zniszczyć. Dlatego, panie prezesie, mówię o tym Folciku i to jest najściślej związane ze stanem nauk społecznych w Polsce.
(Ten Folcik został akurat wtedy przyjęty do rządzącej partii, legitymację wręczał mu pierwszy sekretarz Gierek, uroczystość transmitowała
telewizja. "Najczystsze metody faszystowskie są honorowane przez samego Gierka" - napisał później z goryczą profesor w KOR-owskim "Biuletynie Informacyjnym").
- W czyim imieniu przemawiał prof. Lipiński? - pyta prof. Władysław Markiewicz, kiedy Lipiński zszedł z podium w PAN-ie.
- W imieniu narodu polskiego, w imieniu polskiej nauki - odpowiada mu Lipiński.
Z ubeckich notatek preparowanych z zasłyszanych rozmów i donosów: "To, co zaprezentował, określane jest przez licznych pracowników jako tanie politykierstwo". "Prof. L. otrzymał oklaski. Dało się odczuć, iż pewien procent korporantów był usatysfakcjonowany tą formą demonstracji politycznej". "W czasie przerwy Kemula [prof. chemii Wiktor Kemula] serdecznie przywitał się z prof. Lipińskim, gratulował mu wystąpienia".
Publicznie nikt go nie poparł.
Było to tydzień przed pierwszą pielgrzymką
Jana Pawła II do Polski, nieco ponad rok przed powstaniem "Solidarności", tuż przed wybuchem wolności.
Prof. Jan Kielanowski, też członek Komitetu Samoobrony Społecznej "KOR" - jest ich dwóch na 350 członków PAN-u - proponuje rezolucję: "Członkowie Polskiej Akademii Nauk zwracają się do rządu PRL z wnioskiem o zniesienie cenzury książek, prasy i innych środków przekazu, przy czym Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk powinien zostać rozwiązany".
Z notatki służbowej st. inspektora MSW: "Mówca otrzymał tylko jeden oklask, od prof. Edwarda Lipińskiego".
Jeszcze zanim Kielanowski się odezwał, już polemizował z nim prof. Nowacki. Co więcej, swoją replikę odczytał z kartki. Jak można sobie napisać odpowiedź na coś, co nie zostało jeszcze wygłoszone?
Prezes PAN-u bądź został zapoznany z podsłuchanym tekstem Kielanowskiego i przygotował odpowiedź bądź dostał do odczytania "swoje" przemówienie. Albo z SB, albo z Komitetu Centralnego partii - pisał potem członek KOR-u Jan Józef Lipski i komentował: "na jedno wychodzi". O przygotowaniach obu profesorów do sesji PAN-u esbecy wiedzieli z podsłuchu w mieszkaniu Lipińskiego, gdzie usłyszeli i to, że pierwszy zabierze głos Kielanowski, i to, co powie. Jak na złość, profesorowie w ostatniej chwili zdecydowali, że jednak Kielanowski przemówi drugi.
Od obu profesorów odcinają się wiceprezesi PAN-u. Słynny sadownik prof. Szczepan Pieniążek w marcu 1968 r., wraz z Lipińskim, a też z obecnym prezesem PAN-u Nowackim, podpisał list w obronie studentów. Teraz wytyka członkom TKN-u, że "o naszych sprawach krajowych" publikują w prasie zagranicznej, a "prać brudną bieliznę trzeba w domu". Drugi wiceprezes, prof. Jan Szczepański, oznajmia, że on z polską cenzurą osobiście nigdy nie ma kłopotu, ponieważ nie mówi cenzurze, co ma skreślać, a oni, co on ma pisać.