Zanim spotkali się w Komitecie Obrony Robotników, drogi przyszłych Starszych Państwa krzyżowały się w PRL-u wielokrotnie. Choćby w powstałym jesienią 1955 r. na fali postalinowskiej odwilży Klubie Krzywego Koła, który przez ponad pięć lat istnienia był oazą wolności słowa - ewenement na skalę całego bloku socjalistycznego - i do którego należeli inteligenci różnych pokoleń, różnych politycznych opcji. Nasi bohaterowie - Aniela Steinsbergowa, Ludwik Cohn, Edward Lipiński - byli nie tylko jego członkami, ale też występowali w nim z prelekcjami o ekonomii i prawie.
Zamknięty przez władze na początku 1962 r. Klub szybko przeszedł do legendy, do czego przyczyniła się wydana już rok później w paryskiej "Kulturze" książka jego działacza Witolda Jedlickiego.
"Gdyby mnie spytano, jakie wystąpienie dyskusyjne w Klubie sprawiło na mnie największe wrażenie i stało się jakoś najbardziej pamiętnym przeżyciem, bez wahania wskazałbym na głos byłego komendanta Kedywu Józefa Rybickiego w dyskusji nad referatem Władysława Bartoszewskiego o postawach ludności polskiej wobec zagłady Żydów w okresie okupacji" - pisał Jedlicki.
Ktoś z sali zarzucił dowództwu AK-owskiego podziemia, że wydało i wykonało zbyt mało wyroków śmierci na szmalcownikach. Rybicki tego nie kwestionował, pokazał tylko osobisty punkt widzenia. Wyjaśniał, na czym polegały trudności postępowania dowodowego w warunkach konspiracji i łatwość popełnienia pomyłki. Przypominał, że jego podkomendni to w większości byli bardzo młodzi chłopcy. Zdarzało mu się spotykać z nimi w ich domach. Otwierające mu drzwi matki czy siostry domyślały się konspiracyjnego charakteru wizyty, nie buntowały się, ale na ich twarzach malował się z trudem skrywany lęk o syna czy brata. Musiał więc myśleć i o tym, że dla pozbawienia życia jednego łajdaka naraża stojących u progu życia chłopców na śmierć.
"Podawał jakieś cyfry - relacjonował Jedlicki - świadczące o tym, jak makabrycznie te oddziały były dziesiątkowane przez straty w czasie akcji, wpadki, aresztowania, tortury, wreszcie zwykły strach i demoralizację. Mówił o poczuciu odpowiedzialności za życie, zdrowie, charakter podlegających mu żołnierzy. Pamiętam piorunujące wrażenie, jakie na sali wywarł ten opowiedziany prostymi słowami i bez jakichkolwiek upiększeń dramat dowódcy, u którego konsyderacje czysto ludzkie tak bardzo przeważały nad momentem militarnego sukcesu".
W 1961 r., kiedy już było widać, że nad Klubem Krzywego Koła zebrały się czarne chmury i w każdej chwili można się spodziewać jego zamknięcia, ci członkowie, którzy przed wojną należeli do masonerii, postanowili obudzić założoną w Paryżu po wrześniowej klęsce 1939 r. polską Lożę "Kopernik". Przyszły członek KOR-u Jan Józef Lipski został wkrótce Wielkim Mistrzem Loży, a w latach 70. przystąpili do niej przyszli Starsi Panowie Ludwik Cohn, Edward Lipiński, a także Jan Kielanowski, o dekadę młodszy, ale często zaliczany do Starszych Państwa.
Spotykali się co miesiąc. Siedzieli wokół nakrytego stołu, tak by w razie najścia SB móc udać, że to zwykłe towarzyskie spotkanie. Nie nosili obrzędowych fraków, fartuszków, szarf, nie wykonywali rytualnych gestów ani kroków.
"Pomysł wykorzystania loży wolnomularskiej jako kamuflażu dla kontynuowania niektórych wątków działalności Klubu w konspiracji narodził się w naturalny sposób przez nawiązanie do wzorów zaczerpniętych z naszej historii XIX wieku" - mówił inny członek Loży Jan Olszewski, przyszły doradca KOR-u i przyszły premier, powołując się na spisek Łukasińskiego i działalność Ligi Polskiej, która dała początek polskiemu ruchowi narodowemu.
Prof. Tadeusz Cegielski, do niedawna Wielki Mistrz Loży "Kopernik", opowiada nam, że nie należy na jej spotkaniach rozmawiać o polityce, że rytuał nie jest dodatkiem, ale samą istotą wolnomularstwa, i że Lipski, który go w późnych latach 80. przyjmował do Loży, przywiązywał wielką wagę do wolnomularskich obrzędów. Ale na podstawie zachowanych relacji członków Loży z tamtego czasu wydaje się, że było dla nich wtedy bardzo ważne, iż w tej oazie wolności, jaką dawały spotkania Loży, mogli przemyśleć i przedyskutować różne działania społeczne.
Wokół Steinsbergowej - która występowała w procesach rehabilitacyjnych AK-owców, a później była obrońcą we wszystkich niemal procesach politycznych tamtych lat (czasem w parze z Cohnem) - zaczęła się w latach 60. gromadzić grupa młodszych adwokatów gotowych przejąć od niej pałeczkę. I tak właśnie się stało. Ją samą w 1970 r. skreślono z listy adwokatów i wysłano na emeryturę. Ale to w jej mieszkaniu dyskutowana była niejedna linia obrony i napisane zostały dziesiątki pism procesowych.
Kiedy powstawał Komitet Obrony Robotników, pani Aniela przytomnie uznała, że czynni adwokaci nie powinni do niego wstępować. Jako obrońca polityczny z ponad 40-letnim stażem czuła, że do ławy oskarżonych przymierza się kolejne pokolenie opozycjonistów, i wiedziała, że nie można sobie pozwolić na to, aby obrońca był oskarżony o te same czyny co jego klient.
I wreszcie na przełomie lat 60. i 70. przyszli Starsi Państwo - Cohn, Antoni Pajdak i Steinsbergowa - zaczęli się spotykać w szerszym gronie członków przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej i okupacyjnego PPS-WRN. W raporcie SB z 1971 r. czytamy o półkonspiracyjnych zebraniach z ich udziałem. Starsi już Państwo przekazywali do emigracyjnego PPS-u informacje o represjach i procesach politycznych. Już wtedy planowali, co odnotował podsłuch mieszkaniowy, by wciągnąć do opozycyjnej działalności młodsze pokolenie.
Więzi z czasów II RP Większość Starszych Państwa znała się jednak jeszcze sprzed wojny. I to niekoniecznie z działalności politycznej. Ks. Jan Zieja wspominał, jak w 1926 r. był wikarym w Kozienicach i tam poznał młodego socjalistę Edwarda Lipińskiego, który przyjechał na wakacje do swojego wuja, proboszcza Klimkiewicza. Przypadli sobie do gustu, potem nie widzieli się lata, aż tu spotkali się w KOR-ze. "Jego interesowały sprawy gospodarcze, więc mało rozmawialiśmy. Pozostała w nim jednak myśl, że kończąc życie, będzie chciał umierać jako katolik. I poprosił właśnie mnie o spowiedź i komunię świętą. Jakoś wiązało się to ze wspomnieniem tego wikarego z Kozienic".
Również znajomość dr. Rybickiego z Zieją datuje się sprzed wojny. Poznali się w Nowogródku, gdzie pan Józef był p.o. dyrektora
gimnazjum, a ks. Zieja - wizytatorem katechetycznym odwiedzającym szkoły diecezji pińskiej. Ich wspólnym dziełem było doprowadzenie do tego, żeby w gimnazjum, gdzie uczył Rybicki, lekcje religii dla prawosławnych prowadzone były po białorusku, nie po rosyjsku.
Szóstka Starszych Państwa - poza Steinsbergową, która zapisała się do partii dopiero w 1934 r., jako osoba dojrzała - należała do PPS-u od najmłodszych lat. Troje z nich - Cohn, Pajdak i Steinsbergowa - było prawnikami. Wszyscy oni w okresie międzywojennym występowali - za darmo - w procesach politycznych. Bronili socjalistów, członków i sympatyków partii komunistycznej, robotników oskarżanych o udział w zamieszkach. Kiedy w 1936 r. postawiono przed sądem uczestników protestów po krwawej interwencji policji przeciwko strajkującym w Zakładach Wyrobów Gumowych "Semperit", wśród adwokatów broniących 48 oskarżonych znalazła się Steinsbergowa.
W krakowskiej adwokaturze Steinsbergowa poznała Pajdaka, a ich znajomość przekształciła się w zażyłość. W czasie okupacji ukrywali się oboje w
Warszawie, pani Aniela wraz z mężem na aryjskich papierach, Pajdak jako znany działacz polityczny. Wiesława Pajdakówna była wtedy łączniczką ojca i Steinsbergowej z krakowskim oddziałem PPS-WRN. Kiedy mąż Steinsbergowej wpadł w ręce gestapo, Pajdak próbował, bezskutecznie niestety, wyciągnąć go z więzienia na Pawiaku.
Również na gruncie praktyki adwokackiej Steinsbergowa poznała Cohna. Ona doprowadziła do uchylenia wyroku skazującego córkę znanego socjalisty Bolesława Drobnera Irenę Kornacką oskarżoną o przynależność do nielegalnej partii komunistycznej, on był obrońcą samego Drobnera.
Cohn wystąpił też w procesie brzeskim, gdzie na ławie oskarżonych zasiedli przywódcy partii opozycyjnych wobec Piłsudskiego, jednak w innej niż zwykle roli - nie jako adwokat, ale świadek obrony Adama Ciołkosza, swego partyjnego przyjaciela oskarżonego wraz z innymi o przygotowywanie zamachu stanu.