http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zakazane nazwiska

Anna Bikont, Joanna Szczęsna
2011-09-27, ostatnia aktualizacja 2011-09-28 12:57

Starsi Państwo z KOR-u cz. 3. Starsi Państwo udzielali nam życiowych rad. Pan Rybicki, sumienie AK, zasuwał jak mały samochodzik, bo jak mówił: "odpoczywać to można w młodości, a jak przyjdzie starość, trzeba sobie narzucić reżim i cały czas pracować"

Podczas spotkań KOR-u w mieszkaniu prof. Edwarda Lipińskiego gospodarz (na zdjęciu) siedział w wysokim fotelu - wspominają członkowie Komitetu. - Był niekoronowanym marszałkiem tego parlamentu. Otwierał i zamykał posiedzenia. Mówił mało, czasem wyglądało, jakby drzemał, ale jak tylko coś mu się nie podobało, natychmiast zabierał głos
Fot. Tomasz Michalak/ FOTONOVA
Podczas spotkań KOR-u w mieszkaniu prof. Edwarda Lipińskiego gospodarz (na...
„Zgłaszamy się do więzienia i widzę ten słoneczny majowy dzień, godzina dziesiąta, może jedenasta, miły zakątek na Krakowskim Przedmieściu, tuż obok kawiarni » Telimena «, i tych pchających się za kratki szpiegów, których wysypują właśnie dwa czy trzy zaprzyjaźnione samochody przed skromnym wejściem do Generalnej Prokuratury” - pisała Anka Kowalska, członkini Komitetu Obrony Robotników, we wspomnieniu, które znaleziono w jej pośmiertnych papierach.

Ci "szpiedzy" to pozostali na wolności KOR-owcy, głównie seniorzy, czyli Starsi Państwo.

Kiedy jesienią 1976 r. powstawał Komitet Obrony Robotników, zakładano - jak się okazało słusznie - że Starsi Państwo są nie do ruszenia i władza nie ośmieli się ich aresztować, a ich biografie i autorytet będą tarczą dla młodszych i całkiem młodych KOR-owców. I tak było - do wiosny 1977 r.

Na schodach krakowskiej kamienicy 7 maja 1977 r. znaleziono ciało Stanisława Pyjasa, współpracownika KOR-u. Jasne było, że padł ofiarą SB. Sprawa stała się natychmiast głośna, w Krakowie odbyła się wielka demonstracja żałobna, a władza zabrała się do pacyfikowania środowiska korowskiego. W ciągu kilku dni 11 członków i współpracowników KOR-u - w tym Jacek Kuroń - znalazło się w więzieniu.

Wtedy Starsi Państwo postanowili zgłosić się do prokuratury, aby oświadczyć, że postawione uwięzionym zarzuty dotyczą ich w tym samym stopniu, ponieważ wszyscy robili to samo. Tę właśnie wyprawę do prokuratury opisała Anka Kowalska.

To idzie Polska

„Lekko licząc, a pani Anieli odejmując, o co do śmierci zabiegała, siedmioro naszych » Starszych Państwa «prezentuje tu wspólnie jakieś pięćset pięćdziesiąt lat - pisała Kowalska. - Jak na tę liczbę przystało, o bruk stukają laski profesora Adama Szczypiorskiego, Antoniego Pajdaka, Ludwika Cohna. Wiadomo i widać, że pan Ludwik cierpi na chorobę Parkinsona. Ksiądz Zieja nosi w sobie sztuczny rozrusznik serca. Na odmrożonych podczas wojny, spuchniętych nogach z trudem brnie pani Steinsbergowa. Kroczki stawiane przez Wacława Zawadzkiego mają długość połowy jego małej stopy.

Rączy po prostu i chyży jest jeszcze wówczas nasz prawie - wtedy - 90-latek profesor Edward Lipiński, ale on od dawna źle słyszy, jak zresztą większość pozostałych, wśród których bardzo głuchy jest pan Cohn, i trochę jeszcze wtedy mniej Aniela, ale ta już i wtedy jednak prawie nie widzi. Wyniszczony i ciężko chory na serce pan Józef Rybicki z przyciśniętą do piersi krzywą, zrośniętą ręką jest wśród naszych seniorów prawie młodzikiem".

W korytarzyku przy recepcji nie dla wszystkich starczyło krzeseł, Starsi Państwo stali więc, opierając się o ściany, i czekali, by dowiedzieć się, że prokurator nie znajdzie dla nich czasu.

"Tych pięćset pięćdziesiąt lat wkraczające z trudem w drzwi Prokuratury to niezły kawał podręcznika historii Polski.

Jest tutaj katolicki intelektualizm ze środowiska przedwojennych Lasek i oświecony ateizm. WICI, TUR, OM/TUR, Lewica Pepeesowska, która nigdy komunizmu ani PZPR nie uznała, i ci z PPS, którzy do PZPR przeszli, by ją później demonstracyjnie opuścić. Ława obrończa z procesów politycznych sanacyjnej Polski i z procesów politycznych Polski Ludowej. Legiony. Żołnierze wojny roku 1920 i 1939. Uczestnicy konspiracji z lat okupacyjnych: podziemie Armii Krajowej, tajna działalność oświatowa. Dowództwo warszawskiego Kedywu. Żołnierze Powstania Warszawskiego. Reprezentacja władz cywilnych Polski Podziemnej ze słynnej grupy już po wojnie porwanej z Pruszkowa pod Warszawą do Łubianki i skazywanej potem w Moskwie na długoletnie więzienie. Przedstawicielstwo WIN-u. Więźniowie rodzimych kazamatów stalinowskich. Działacze Krzywego Koła w latach późno pięćdziesiątych.

Dwa Virtuti Militari, nie licząc innych odznaczeń - wyliczała Kowalska. - Nazwiska zakazane w druku, postacie wymazywane od lat z życia publicznego w czaszkach obleczonych zbyt już luźną skórą; niepodległe umysły; ciała podległe starości, okaleczone przez czas, śmieszne".

Za trzecim razem, gdy stało się jasne, że prokurator nie ma zamiaru przyjąć ich ani dziś, ani nigdy, postanowili napisać na miejscu, po co przyszli i przeciwko czemu protestują. Ułożoną alfabetycznie listę aresztowanych otwierał Seweryn Blumsztajn. Pisała dalej Kowalska:

"Sewek wyszedł mi na prowadzenie. Wtedy kategorycznie zaprotestowała Steinsbergowa.

- Blumsztajn to nie jest nazwisko na wstęp.

Poczekalnia prokuratury zaniosła się jakimś stękaniem, jękiem, nieskoordynowanymi protestami. Aniela dzieląca z panem Ludwikiem jedno z dwu czy trzech tubylczych krzesełek, malutka, z klapami kostiumu zasypanymi popiołem z papierosów, pomarszczona pod granatowym kapelutkiem na starannie ufryzowanych włosach, podniosła małą łapkę, uciszając wzburzenie.

- Jak się kogoś chce bronić, trzeba zwracać uwagę na wszystko. Blumsztajn to nie jest w Polsce dobre nazwisko. Tego oświadczenia będą z Wolnej Europy słuchać antysemici też.

W ponurym milczeniu pięćset pięćdziesiąt lat pokiwało doświadczonymi głowami".

W imieniu KOR-u tekst podpisał prof. Edward Lipiński.

Starsi Państwo zawsze bardzo pilnowali, żeby każdy korowski dokument był przez wszystkich przeczytany, a każda, choćby najdrobniejsza, poprawka, zanim zostanie naniesiona - przez wszystkich zaaprobowana. W praktyce oznaczało to, że trzeba było nawet i kilka razy oblecieć wszystkich korowskich seniorów (nie wszyscy mieszkali w Śródmieściu, a Józef Rybicki - w Milanówku pod Warszawą).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':