Bartosz T. Wieliński: Co pan ostatnio ściągnął z internetu? Martin Delius*, polityk niemieckiej Partii Piratów: - Generalnie nie ściągam plików na swój twardy dysk. Ale często oglądam pirackie filmy w tzw. streamingu. Kilka dni temu wreszcie obejrzałem "Jak zostać królem".
Z zasady staram się oglądać filmy wyprodukowane przez publiczne telewizje z Europy, takie jak BBC. Hollywood unikam. Amerykańskie filmy są gorsze, a poza tym można mieć problemy.
Jakie? Czyżby w Niemczech ostro tępiono piratów internetowych? - Niby można u nas robić kopie na tzw. własny użytek - dlatego jeśli ktoś ściąga film i sam go ogląda, to nie popełnia przestępstwa. Chyba że go potem rozpowszechnia czy sprzedaje - to jest ścigane.
Ale i tak przepisy są u nas dość ogólnie sformułowane. Wykorzystują to kancelarie adwokackie. W imieniu np. koncernów muzycznych czy organizacji broniących praw autorskich dochodzą odszkodowań za spowodowane przez piratów straty, choć często nie mają nawet pełnomocnictwa, np. piosenkarza, którego utwory ściągnięto z sieci.
W praktyce działa to tak, że ludzie, którzy zassali przez torrenta kilka spiratowanych albumów z muzyką, dostają od prawników wezwanie do zapłaty odszkodowania w wysokości kilku lub kilkunastu tysięcy euro. Dla takich kancelarii pracują sztaby specjalistów, śledzą ruch na serwerach wymiany plików i potrafią namierzyć adres IP komputera, z którego ściągano plik, a potem docierają do jego właściciela.
Jeśli namierzony internauta nie zgodzi się im zapłacić, sprawa ląduje w sądzie.
Można z nimi wygrać? - Praktycznie to niemożliwe, bo kancelarie mają "swoich" sędziów, np. w Hamburgu, którzy z automatu wydają wyroki na ich korzyść.
Mój kolega z akademika dostał takie wezwanie. Internet był zapisany na niego, ale z sieci korzystało wiele osób. Musieliśmy więc zacisnąć zęby, zrzucić się i zapłacić odszkodowanie, bo w sądzie bylibyśmy bez szans.
A znane są przypadki, że
policja wkracza do domu, w którym ktoś ściągnął dwie
piosenki, i rekwiruje wszystkie
komputery. Tylko dlatego, że rodzina nie chciała po dobroci zapłacić za nie kilku tysięcy euro, tylko zdecydowała się walczyć w sądzie.
Gdy w życie wejdzie traktat ACTA, piratom śrubę przykręcą jeszcze bardziej. Ale może i dobrze, bo lepiej byłoby kupić piosenkę, niż ją kraść z sieci... - Ja bardzo chciałbym płacić za filmy, które oglądam. Tak, żeby to działało na zasadzie: klikam, płacę i oglądam.
Problem w tym, że dziś płatne kino w internecie działa tak, że trzeba się zarejestrować i podać mnóstwo danych osobowych, z którymi nie wiadomo, co się potem dzieje. A także zainstalować specjalny program, który może nas szpiegować.
Gdy w życie wejdzie ACTA, internet będzie poddany pełnej kontroli. Ale konsekwencje będą o wiele poważniejsze niż wzmożenie polowania na piratów.
(...)
* Martin Delius (ur. 1984) jest politykiem Partii Piratów i posłem do parlamentu Berlina - Czy producenci mają prawo bronić się przed piractwem? Dlaczego tysiące Polaków wychodzi na ulice, a w Niemczech cisza? Czy niemieccy politycy wystraszą się protestów Partii Piratów? Jak działanie ACTA uderzy w rolników z Frankonii? - cała rozmowa z Martinem Deliusem w weekend TYLKO W PAPIEROWYM WYDANIU "Magazynu Świątecznego" "Gazety Wyborczej"
W "Magazynie" również:
- CZŁOWIEK, KTÓRY MOŻE WYGRAĆ Z OBAMĄ - kim jest najmocniejszy kandydat Republikanów - pisze Mariusz Zawadzki;
- POŻAR W KANCELARII TUSKA - premier jeszcze nigdy nie rządził tak osamotniony, Jego ludzie nie panują nad sytuacją - pisze RENATA GROCHAL;
- MAZURY 1945. CZAS KOBIET - kobiety, które w wyniku gwałtów zaszły w ciążę, były odrzucane nawet przez własne rodziny - pisze Józef Włodarski;
- TRZECIA PŁEĆ GWIAZDĄ FUTBOLU - żeby być Fa'afafine, musisz być zbudowanym jak facet, czuć się kobietą, mieć pociąg do mężczyzn i być dumną ze swojej tożsamości - pisze Rafał Stec