Donata Subbotko: Dlaczego warto nagradzać pisarzy? Prof. Przemysław Czapliński: Po pierwsze, mobilizują pisarza, dla którego konkurs jest substytutem
zamówienia, jakby awatarem odbiorcy - jedynym wyrazistym zadaniem do wypełnienia przychodzącym od strony rynku. Po drugie, nagroda mobilizuje konkurencję: laur wywołuje opór i prowadzi do tworzenia alternatywnych wyróżnień. Dla przykładu: dominacja nagrody Nike u schyłku lat 90. była tak ogromna, że zmobilizowała innych do ustanowienia własnych nagród - nagrody Mackiewicza, Silesiusa, Angelusa, Gdyńskiej Nagrody Literackiej. Po trzecie, to mobilizacja dla czytelnika, który otrzymuje wyrazistą rekomendację sformułowaną przez ludzi kompetentnych. Ale ten trzeci mobilizator może działać jak paralizator, jeśli jego działanie zaowocuje przeczytaniem jednej książki - tej zwycięskiej. Jak napisał Herbert: "najpiękniejsza jest Nike, która się waha". Znaczy to, że rekomendacje są najwartościowsze na etapie szerokiej listy - 20, dziesięciu czy siedmiu pozycji.
Bo pojawia się rodzaj snobizmu - z krótką listą wypada się zapoznać? - Jeśli tak rzecz ujmiemy, to chętnie wygłoszę pochwałę snobizmu! Kultura rozwija się dzięki snobizmom. Zresztą kiedy po raz pierwszy idziemy do opery czy filharmonii, robimy to z cudzego poręczenia, na wiarę. Tylko w ten sposób może rozwinąć się nasze późniejsze trwałe uczestnictwo w kulturze, które na początku jest mieszanką zawierzenia i naśladownictwa. Zachwyt może pojawić się od razu, ale zrozumienie i własne kryteria przychodzą później. Dopiero wtedy zaczynamy się uniezależniać od rekomendacji.
Co nie jest łatwe, bo wychodzi masa książek - już prawie więcej ludzi pisze, niż czyta. - W niczym nie przeszkadzałoby mi, gdyby pisanie w Polsce było masowe. Wtedy każdy mógłby powiedzieć, że niewiele czyta, bo akurat pisze. A na razie jest tak, że czytelnictwo w Polsce spada, a na rynku ukazuje się ponad 20 tysięcy tytułów rocznie. W odniesieniu do tej mnogości książek system nagród jest jak mapa - zbiór punktów orientacyjnych: tu nagroda z zakresu science fiction, tu fantasy, tam poezja, tu esej Z tą mapą łatwiej się poruszać.
Choć mogę też powiedzieć, dlaczego nie powinno się literatury nagradzać.
Jeśli ma pan jakieś kontrargumenty - Nagroda sugeruje, że literaturę da się w ostateczności wymierzyć i zhierarchizować. A tak nie jest. To pierwszy kontrargument. Drugi jest taki, że czytelnik może potraktować zwycięską książkę jako wszystko, co warto przeczytać. Skoro bowiem literaturę można zmierzyć, to po co czytać 20 pozycji - wystarczy ograniczyć się do tej jednej, która wygrała. Nagrody powoływane do życia po to, by docenić literaturę, obracają się koniec końców przeciw literaturze. A także przeciwko samym nagrodom.
W jakim sensie? - Historia nagród literackich przyspiesza w kulturze europejskiej od schyłku XIX w. W wieku XX rządził tym przyspieszeniem pojedynek między centrum i marginesami - między mainstreamem i offem. Nagrody główne znajdowały swój odpowiednik w rozmaitych nagrodach alternatywnych. Dzisiaj ta walka dobiega końca, ponieważ centrum wchłonęło marginesy - co znaczy, że mainstream nie zwalcza propozycji alternatywnych i kontrkulturowych, lecz je wychwytuje, nagradza, promuje. Ledwie pojawia się rap, już sięgają po niego producenci kultury i proponują kontrakt. Nie ma dzisiaj takiej pozycji, z której można trwale atakować główny nurt kultury - takiego miejsca trzeba ustawicznie szukać, uciekając przed zachłannym rynkiem, który połknie każdą alternatywę.
Dlatego nagrody nie promują już czytelnictwa? - Rozwój nagród po 1989 roku pokazuje, że pierwszy okres funkcjonowania Nike był rzeczywistym skokiem. 100 tys. egzemplarzy "Widnokręgu" Myśliwskiego, 40 tys. egzemplarzy "Chirurgicznej precyzji" Barańczaka! Tomik poetycki wykupiony w takim nakładzie pod wpływem nagrody - to wydarzenie bezprecedensowe. Ale później siła rekomendacji osłabła i nagrody w Polsce przestały stanowić zachętę do czytania. Może właśnie dlatego, że nagrody mimo zróżnicowania nie stanowią dla siebie alternatywy - bo wszystkie należą do rozległego i poszerzającego się centrum. Tak kończy się w Polsce modernistyczny model życia literackiego.
Coś go zastąpi? - Wierzę w ludyczne rozproszenie. Jedni przejmują się Noblem, Goncourtem, Bookerem, ruszają do księgarń po ogłoszeniu laureata Nike, a inni angażują się w małe niemedialne wydarzenia. Dla nich istotne są nagrody rozdawane w wąskim środowisku, jak nagroda w postaci kufla piwa w konkursie slamu albo uznanie towarzyskie za opowiadanie rozesłane mailowo do znajomych. Nierozsądnie byłoby orzec, że ich sposób uczestnictwa w literaturze jest mniej ważny. W końcu system nagród literackich nie po to istnieje, byśmy poprzestawali na zachwytach, lecz po to, byśmy zachwyt przekształcali w wartościowe życie.
Ale na razie chyba ciągle pisarze nie mogą spać przez Nobla czy Nike, choć już teraz mamy tak dużo różnych nagród, że grozi to ich dewaluacją. - Nagród nigdy nie będzie za dużo! Od momentu, kiedy ustanowiono pierwszy laur, historia musiała potoczyć się w stronę wielości nagród. Ale najważniejszą nagrodą dla literatury jest nasze czytanie, emocjonalne zaangażowanie, ludyczne uczestnictwo. Może właśnie te nagrody półprywatne, towarzyskie, są wyrazem autentycznego udziału w literaturze, a kufel piwa w
pubie wart tyle, co wysoce płatna nagroda? Więc niech ich będzie dużo, niech ich będzie tysiąc, niech każde osiedle ustanowi własną nagrodę.
A lepiej nagradzać autorów już uznanych czy tych dopiero obiecujących? - To jest pytanie z poprzedniej epoki - z czasów, gdy istniała wyraźna opozycja między prominentami i pretendentami. Dziś znaczna część nagród ma na stałe zamontowany laur dla debiutantów czy dla młodych twórców. Nie istnieje więc dylemat, kogo nagradzać, bo rozstrzyga to już regulamin. Źle funkcjonowałby jednak system literacki oparty na stopniowo dodawanych i precyzyjnie definiowanych kategoriach wyróżnień - służących temu, by nikogo nie pokrzywdzić. Najpiękniejszą nagrodą dla tych, którzy nagrody przyznają, i dla czytelników, którzy szukają książek nagrodzonych, jest niespodzianka - wspaniałe dzieło napisane przez debiutanta albo zupełnie nowe pod względem poetyki dzieło napisane przez twórcę znanego. Prawdziwym sensem istnienia nagród jest wytwarzanie pola możliwości dla nieoczekiwanego.
Jak się spojrzy na mapę polskich nagród, to oprócz podziałów gatunkowych są też podziały ideologiczne. Jak pan to widzi - od lewa do prawa czy jakoś inaczej? - Trzeba być ślepym, żeby nie zauważyć, że każda nagroda ma swoje zaplecze. Pod tym względem najsprawiedliwsza jest Nagroda im. Janusza A. Zajdla dla literatury s.f. i fantasy - przyznawana w wyniku głosowania, w którym biorą uczestnicy zjazdu. Publiczność selekcjonuje książki i publiczność wybiera laureata. W takich wyborach także tkwi ideologia, ale żeby ją określić, należałoby mocno zredefiniować pojęcia lewicy i prawicy.
Ale raczej inne książki są nominowane do Nike czy Paszportu "Polityki", a inne do nagrody Mackiewicza, choć ostatnio wśród 20 nominowanych do Nike znalazł się m.in. "Samuel Zborowski" Jarosława Marka Rymkiewicza - Byłoby pięknie, gdyby Nike przypadła pisarzowi prawicowo-nacjonalistyczno-konserwatywnemu - jakiemuś polskiemu Célinowi. Albo gdyby nagrodę Mackiewicza dostał Jan Tomasz Gross. Motto tej nagrody brzmi "Tylko prawda jest ciekawa", więc mało komu tak się należy jak Grossowi. Wtedy skojarzenie nagród z ideologiami uległoby zakłóceniu. Znowu jednak mam wrażenie, że pojedynek między Nagrodą Mackiewicza i Nike miał silne oblicze polityczne na początku XXI w. Dzisiaj spór między stroną liberalną i konserwatywną rynku literackiego swoją dynamikę raczej już wyczerpał. Przeciwnicy najpierw zarzucali sobie nawzajem skryte ideologizowanie literatury, czyli dobieranie dzieł pod klucz światopoglądowy. A teraz spór jest zagrożony rytualizacją, czyli przewidywalnością. Być może jest w tym coś specyficznego tylko dla Polski, bo nagrodom francuskim czy angielskim raczej zagrażają pewne cykle koniunktur - na przykład na dzieła postkolonialne albo dzieła dotyczące zmierzchu klasy średniej - niż dominacja jednej ideologii. Ale pewności, że tak jest, nie mam.
Kiedyś często pisarze umierali niedocenieni, a rehabilitował ich czas. Dzisiaj im więcej nagród jest do wzięcia, tym większe ryzyko, że czas zweryfikuje ich gorzej. - Pewnie tak, ale dzisiejsze nagrody zakładają ryzyko jednorazowości. Powinniśmy w nich widzieć rekomendację z roczną gwarancją ważności. Mówiąc inaczej, dzisiejszy system nagród nie opiera się na kryteriach arcydzieła. Arcydzieła nie da się zdefiniować i zmierzyć. Gdyby jednak to się udało, być może kilka nagród przez kilka lat nie zostałoby przyznanych. Gra nie toczy się więc o wieczność, lecz o zmienność - o jej wytwarzanie, podtrzymywanie i minimalne panowanie nad jej przebiegiem.
Przemysław Czapliński(ur. 1962) krytyk literacki, profesor w Instytucie Filologii Polskiej UAM w
Poznaniu. Juror Nagrody Literackiej "Nike". Wydał m.in.: "Ślady przełomu. O prozie polskiej 1976-1996", "Efekt bierności. Literatura w czasie normalnym", "
Polska do wymiany. Późna nowoczesność i nasze wielkie narracje". Wkrótce ukaże się jego książka "Resztki nowoczesności. Dwa
studia o literaturze i życiu".