http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nike 2011. Mrożek jest gdzie indziej

Adam Poprawa
2011-09-16, ostatnia aktualizacja 2011-09-19 14:18

"Dziennik 1962-1969" Sławomira Mrożka. Jeśli ktoś się porządnie z sobą samym nakłopotał, a po przebudzeniu widzi długi dzień nie do przebycia, będzie go czytał inaczej

''Dziennik, tom 1: 1962-1969'', Sławomir Mrożek, Wydawnictwo Literackie
Wydawnictwo Literackie
''Dziennik, tom 1: 1962-1969'', Sławomir Mrożek, Wydawnictwo Literackie
SERWISY
Sławomir Mrożek, "Dziennik, tom 1, 1962-1969"
Wydawnictwo Literackie, Kraków


Znamy już wszystkie siedem książek finalistów Nike. Kto z siedmiorga autorów twoim zdaniem powinien dostać w tym roku tę nagrodę? Wskaż swój typ i krótko uzasadnij. Autor najciekawszej opinii wygra dowolną wycieczkę o wartości 3 tys. zł.

Na twój wybór z uzasadnieniem czekamy do 27 września. Szczegóły i lista kandydatów tutaj.



Ależ to jest książka! Wielość wrażeń czytelniczych wywołanych pierwszym tomem "Dziennika" Mrożka można pogrupować według trzech głównych wątków. Po pierwsze zatem, mamy do czynienia z dziennikiem intymnym - bardzo intymnym! - którego autor opowiada o swoich zmaganiach z sobą. Sprawa druga to dziennik intelektualny, czyli uwagi o lekturach, komentarze do aktualnych wydarzeń, refleksje pisarza. Jest wreszcie "Dziennik" - to byłby punkt trzeci - kolejnym dziełem literackim Mrożka, które można lepiej poznać i opisać za pomocą zróżnicowanych metod interpretacji. Taki trójpodział, rzecz jasna, pozostaje zaledwie schematem wstępnym, do uporządkowania przemyśleń.

Każde "ja" nie do wytrzymania

Witkacy, tłumacząc pewną nader zawiłą kwestię, dorzucił taką mniej więcej dydaktyczną pomoc: kto ma chociaż lekkiego schyzia, ten zaraz zrozumie, o co chodzi. Widziałbym pewną analogię do "Dziennika". Jeśli się zatem ktoś porządnie z sobą samym nakłopotał, jeśli po przebudzeniu widzi zazwyczaj długi dzień nie do przebycia, nie do przeżycia - o, ktoś taki dzieło Mrożka będzie czytał inaczej. Ale ostrożnie, bo rad bym uniknąć wszelkiego rodzaju ułatwień czy spoufaleń. Recepcja tego autora wystarczająco wiele już przecież ucierpiała przez powtarzanie frazy: "jak z Mrożka", jakby to był pisarz od społecznych niewydolności. Idzie mi natomiast o pewien rodzaj powagi - i w stosunku do siebie, i do czytania (co się zresztą najczęściej łączy).

W styczniu 1967 r. Mrożek tyleż zapytał, co skonstatował: "Dlaczego z całej tej intensywności mojej, od której można zwariować, nic nie wynika?". Niemal trzy lata wcześniej doszedł zaś do wniosku, że "życie można albo przeżyć, albo skonsumować. Niestety, jakkolwiek by się chciało rozegrać je przez pierwszą możliwość, a chciałoby się bardzo, to trzeba sobie powiedzieć jasno, że się nie da i wszystkie próby nic nie przyniosą, poza klęską".

Od maksymalnego egzystencjalnego natężenia do nieuniknionej przegranej - w ten sposób postrzega własne życie Mrożek trzydziestokilkuletni. Na nic by się zdało przypomnienie choćby bibliografii jego dzieł. No i, żeby nie było wątpliwości, "każdy >>ja<< jest nie do wytrzymania. Czy można się pozbyć siebie?".

A zatem męczy się człowiek, Mrożek męczy. Parafrazuję Białoszewskiego naprawdę nie dla efektów ironicznych, jak najdalszy jestem od lekceważenia zapisanego przez Mrożka trudu istnienia. Chodzi mi o ich podobny stosunek do zapisu. Tekst (poetycki lub dziennikowy) to forma, w której "ja" usiłuje sobie z "ja" poradzić. Czasem proces ten wymaga zwielokrotnienia podmiotu; Mrożek przedstawia na przykład sen, w którym goni sam siebie i z lękiem przed sobą ucieka.

Według jego własnych dziennikowych deklaracji ideałem byłoby (wtedy, w trakcie powstawania pierwszego tomu) pisanie wyłącznie dla siebie, z gwarancją, że nikt inny nigdy tego nie przeczyta. Autor uwzględniał jednak czyjś odbiór i sytuacja ta wymuszała ograniczenia. Nie miałoby sensu domniemywanie, co - z siebie - Mrożek przemilczał. Decydując się po dekadach na publikację, wskazał w którymś wywiadzie przyczynę ekonomiczną. Tym razem nie do końca mu wierzę. Sądzę raczej, że Mrożek się odsłonił (nie obnażył!), aby, w takim egzystencjalnym dystansie do własnego "ja", przybliżyć do siebie czytelnika, pozwolić mu na zbliżenie.

Świat od wewnątrz

W dziennikach szuka się nieraz opinii autora na temat ważnych wydarzeń i dzieł kultury. W latach 1962-69 (czas pierwszego tomu) historia świata (w tym, a pewnie i przede wszystkim, kultury) przyspieszyła. Jednakże u Mrożka dzieje świata pojawiają się w ilościach nieledwie śladowych. Owszem, wspomni czasem o tym lub owym, ale sam przebywa gdzie indziej.

Przy okazji: "Życie jest gdzie indziej" - tytuł tej powieści Kundery - jest powtórzeniem hasła z paryskiego maja. Powiada tedy Mrożek w roku następnym,1969: "Uwaga: często tu piszę: >>Trzeba wymyślić świat od nowa<<. Niczym to hasło nie różni się od tych, które pisują młodzi ludzie na ścianach w metrze. Poza jednym: oni myślą o świecie rzeczy, stosunków, abstrakcji, polityki, a ja już wiem, że to nie jest droga, którą można dojść. To samo chcenie przeniosłem wewnątrz siebie, to znaczy wiem, że pole działania nie leży wcale na zewnątrz".

Mrożek eremitą? W każdym razie prymat egzystencji prowadzi do wycofania się polegającego na myśleniu radykalnie nieuspołecznionym, a także na różnych interpersonalnych oporach; piękne mizantropijne sentencje nie są wprawdzie w "Dzienniku" obfite, niemniej istotne.

Podobnie wewnętrzne są również lektury Mrożka. Autor nie żałuje miejsca na obszerne wypisy, jeśli tylko w czytanej książce znajduje coś bardzo dla siebie ważnego. Lektura jest dla Mrożka jeszcze jednym sposobem na stawanie się, stąd komentuje czytane dzieła bezpośrednio. Wyjątkowo dzieło staje się ofiarą bezwzględnej krytyki (Pinter), najczęściej nawet wysokie porównania - gdy Mrożek odnosi siebie do Tomasza Manna, Prousta, Becketta, Miłosza, Gombrowicza lub Joyce'a - pozostają nieaksjologiczne. Celem Mrożka nie jest powiększenie wagi własnego dzieła. Pisarz rozeznaje się, niekiedy ironicznie i autoironicznie. Przywołuje na przykład fragment "Myśli" Pascala (w którym filozof zapisuje wypowiedź Jezusa), opatrując go uwagą: "Widocznie miał podobne kłopoty". Kiedy indziej wziął Mrożek do rąk dziennik Marii Kasprowiczowej:

"Ja jej wierzę, że >>jakaś otchłanna tajemnica cyklopów owiewa ją tajemniczym tchem<<. Wierzę, bo mnie też, wierzę biedaczce. Niestety, jestem profesjonalistą, i mnie nie można wierzyć tylko na słowo. Muszę to udowodnić za pomocą słowa".

Poza tym, co "jest"

I udowadnia. "Dziennik" okazuje się wybitnym dokonaniem pisarskim, reinterpretującym całe dzieło pisarza. Nie żeby brakowało powstałych wcześniej wnikliwych analiz. Teraz przecież, zabierając się do jego książek, trzeba je traktować znacznie poważniej. W 1962 r. ukazał się zbiór opowiadań "Deszcz" z niesamowitą (i przezabawną zarazem) "Nadzieją", której bohater otrzymuje listy bez nadawcy zawierające czyste kartki. W tymże roku Mrożek zaczął regularnie prowadzić diariusz.

Literackość "Dziennika" rozpatrywać można na różnych poziomach. Od efektownych formuł frazeologicznych (niby-nietzscheańskie "wolne moce" i "elany witalne" odsyłające do Bergsona), przez wcale liczne sentencje i aforyzmy ("Polak to jest indywidualista stadny"), aż do partii mających status autonomiczny. Jedna z nich zaczyna się wspaniałym zdaniem: "W Zurychu, o strasznym, pijanym świcie, o ile się nie mylę, Pan Bóg mi się ukazał". Urywam z braku miejsca, zapewniam jednak, że cały akapit można interpretować i interpretować...

Analizy literackiej wymaga również konstrukcja tomu. Diarysta nie może wprawdzie przewidzieć końca swoich przybywających z dnia na dzień zapisów, ale coś na temat ich dzielenia ma zapewne do powiedzenia edytor, w tym przypadku - sam autor. Księga jest wystarczająco obszerna, żeby tom pierwszy domknąć wcześniej, tymczasem kończy się na roku 1969, w którym umarła Mara, czyli żona pisarza Maria Mrożek-Obremba.

Styl zapisów zmienia się, gdyż sytuacja egzystencjalna Mrożka uległa radykalnej reorientacji: w stronę Mary. Autor rozważa jej obecność. "Jeżeli jest cokolwiek poza tym, co >>jest<<, to nie tędy i nie tak, to jest jeszcze inaczej". I tej otwierającej myśli nie chciałbym domykać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':