Beata Kęczkowska: Podejrzewam cię o masochizm lekturowy. Paweł Dunin-Wąsowicz, wydawca, autor "Warszawy fantastycznej": W leksykonie omawiam około 200 książek, przyznaję - ledwie około 20 to wartościowa literatura. Olbrzymia większość to rzeczy pisane głupio, zarobkowo albo tendencyjnie. Jednak ja lubię czytać złe książki, dobre czyta za mnie ktoś inny. Fantastyczne wizje Warszawy naprawdę mnie wzięły. Z ostatnich 20 lat znam z książek prawie całą polską literaturę fantastyczną o to zahaczającą, trochę musiałem poszperać w opowiadaniach publikowanych w czasopismach. Moim przewodnikiem po starszych rzeczach był "Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej" Niewiadowskiego i Smuszkiewcza. Są w nim hasła o pisarzach i streszczenia książek, z których nie zawsze wynikało, że dana rzecz dotyczy Warszawy. Tak było chociażby z "Podróżą poślubną pana Hamiltona" Mieczysława Smolarskiego, ze streszczenia dowiadujemy się jedynie, że pisarz podejmuje problem przeludnienia w przyszłości. Bohater nazywa się pan Hamilton, przeludnienie świata... To nie są wystarczające sygnały. Kupiłem tę książkę na Allegro i okazało się, że zaczyna się w Warszawie w roku 2500. To tropienie Warszawy przyszłości było fascynującą rzeczą. Od razu zwracają uwagę ogromne dysproporcje pomiędzy fantastyką o Warszawie a o innych polskich miastach.
Skąd się to się bierze? - Może to powoduje stołeczność, kulturowość tego miasta. To, że było tak zniszczone, wyludnione przez kilka miesięcy w czasie II wojny światowej. Nie znam fantastyki o Białymstoku, Kielcach czy Radomiu. O Lublinie coś już owszem było. Gdańsk, Wrocław, Poznań, Katowice doczekały się kilku wizji fantastycznych, Łódź - bodaj tylko jednej. Za to o Krakowie doliczyłem się ponad 20, a na pewno coś jeszcze by się znalazło. Jeśli krakowski magistrat chciałby mieć "Kraków fantastyczny" to - za stosowne honorarium - gotów jestem taką książkę napisać.
Swoistej fiksacji pisarzy tworzących wizje fantastycznej Warszawy na temat tramwajów poświęciłeś osobny rozdział. A myślałam, że to metro może ich bardziej prowokować. - Metro jest banalne, zazwyczaj bowiem wszyscy sobie wyobrażają, że będzie wszędzie dojeżdżać. Natomiast tramwaje bodaj w kilku książkach są łącznikiem pomiędzy światem, w którym żyjemy, a tak zwanym innym wymiarem.
No i bohater absolutny... - Pałac Kultury oczywiście. Punkt odniesienia całej fantastyki, która powstaje od 50 lat. Bodaj po raz pierwszy jest u Stanisława Lema w "Sezamie", w opowiadaniu "Topolny i czwartek". Oczywiście jest u Konwickiego, we "Wniebowstąpieniu" i "Małej Apokalipsie". Po 1989 r. pojawia się już niemal za każdym razem. W wizjach Warszawa alternatywnych, futurystycznych i baśniowych różne są jego zastosowania: przenosi się do niego Sejm, Pałac Prezydencki; zostaje przebudowany na świątynię; na Notre Dame; jego wybuch powoduje otwarcie przejścia do innej rzeczywistości.
Która z dzielnic Warszawy pojawia się w wizjach przyszłości najczęściej? - Śródmieście. Dosyć często są eksploatowane Powązki, tereny getta, Stara Praga. Zdecydowanie niedoinwestowane fantastycznie są Ochota i Mokotów, tak sobie jest z Żoliborzem. Chyba nie spotkałem się z fantastyką na temat Saskiej Kępy.
Czy któraś z wizji Warszawy przyszłości jest ci szczególnie bliska? - Ta z "Warszawskiej Atlantydy" Michała Łukaszewicza. To wizja równoległych Warszaw, miasta podzielonego na oddzielone od siebie strefy - w jednej panuje postkomunizm, inna jest "azjatyckim tygrysem Wschodu", sąsiednia to państwo klerykalne. Ta wizja bardzo jest bliska miastu, w którym dziś żyjemy. Ono też jest podzielone. Najwięcej zmywarek i telewizorów plazmowych jest na Kabatach...
Skąd to wiadomo? - Z badań statystycznych. To nie jest tak, że w całym mieście mieszkają ci sami ludzie. Białołęka jest raczej biednych krawaciarzy, na Kabatach są bogaci krawaciarze. Z Białołęki urzędnik bankowy przez półtorej godziny przebija się przez miasto, byle dotrzeć do banku na Mokotowie, gdzie pracuje. Jest okropny szpan na Żoliborz, Stary Mokotów, jest snobizm na Starą Pragę. Wysiadasz na alei KEN i tam widzisz wyłącznie: dentysta, bank, apteka i eleganckie delikatesiki, a na starym Żoliborzu ostatnio same sklepy z winem.
Patrząc na dzisiejszą Warszawę, można by sporo napisać i mogłaby to być fantastyka społeczna.