Do czego służą książki w dobie Amazona, Facebooka i iBooka? Pomińmy odpowiedzi tak trywialne jak podpieranie rozklekotanych mebli i dawanie świadectwa naszej przynależności do kasty mniej więcej oświeconych "sensołapów".
Darujmy sobie też przyjemność czytania. Sterroryzowani obowiązkiem jej odczuwania zmieniamy się w przeżuwaczy produktów książkopodobnych.
No więc czemu służy książka? Mnie z dziesiątek odpowiedzi wystarczy jedna. Służy przemianie. Nie takiej z Owidiusza, bo kto by chciał się zmienić w echo albo kwiatek. Wystarczy, że zostanę wyrwany z rutyny myślenia i czucia, postawiony wobec pytań, których nie potrafiłem albo nie śmiałem sobie zadać, zawstydzony albo rozczulony własną ignorancją.
To jasne, nie każda książka ma taką moc i nie każde spotkanie z nią kończy się prywatną metanoją. Bądźmy sprawiedliwi dla półek księgarskich - pełno na nich śmiecia, w którym coraz trudniej się połapać i znaleźć książkę, która być może dla nas stanie się Księgą.
Ale przecież musimy ją jakoś znaleźć. To dziś kwestia życia lub śmierci organu zwanego duszą. Dlatego w czasach, kiedy Borgesowska biblioteka Babel nie jest nieskończonym labiryntem, ale internetowym supermarketem, gdy zalewani jesteśmy strumieniem tytułów, reklam udających recenzje, anonsów o ukazaniu się tysiąc czterdziestego arcydzieła w tym roku, coraz bardziej paląca jest potrzeba księgarza. Takiego przewodnika po przepełnionych półkach nie zastąpi najlepszy program dobierający książki według prywatnych preferencji. Bo nie chodzi tylko o preferencje, ale o żywą rozmowę o tym, co czytamy, jaki obraz świata kryją książki, które powinniśmy przeczytać, co ważnego mają nam do powiedzenia ich autorzy, jakie debaty wywołują u nas i na świecie.
Do takiej rozmowy o literaturze i o rzeczywistości, do wspólnoty ludzi myślących, bo czytających, zaprasza Was zespół redaktorów i autorów "Książek". Jego członkowie nie boją się walczyć o swoje literackie i intelektualne gusty, wybory i sądy. Zachęcają do rewolt w myśleniu. Nie wahają się zadawać - książkom, autorom, ale także nam, czytelnikom - niewygodnych pytań. Choćby o to, co zyskujemy, prześwietlając prywatność, ba, intymność naszych Wielkich (Irena Grudzińska-Gross "Rentgen nie zna litości"); dlaczego zabijamy w naszych dzieciach czytelników z pomocą lektur szkolnych (Janusz Rudnicki "Palę lektury"); jak nie wierzyć w Boga, nie obrażając go - istniejącego lub nie - naszą głupotą (Zbigniew Mikołejko "Ateizm urojony"); jak pytać o dobro i zło w świecie, gdzie sprawiedliwość wymierzają snajperzy (Mariusz Zawadzki "Snajperzy cywilizacji Zachodu").
Zygmunt Bauman w swojej ostatniej rozprawie "Kultura w płynnej nowoczesności" pisze o tym, jak inteligencja z warstwy jednoczącej się wokół kulturowej misji - skażonej pychą i naiwnością, ale jednak misji - by oświecać lub bronić granic oświecenia, zmienia się w kulturowo wszystkożerną masę, unikającą angażowania się w świat i jego realne problemy. A jednak wierzę, że książki są w stanie, jeśli nie odwrócić, to spowolnić ten fatalny proces. Ktoś powie, że to wiara naiwna. Odpowiem, że lepiej mi z nią niż z obojętną pewnością siebie. Wierzę więc - i żadne badania, żadne tendencje, żadne zapowiadane apokalipsy czytelnictwa nie odbiorą mi tej wiary - że książka jest mostem do świata, a nie ucieczką od rzeczywistości. Że niesie słowa, które mają działać w nas, a przez nas działać w świecie.
Do tego służą książki.
Do tego służą "Książki".
McLuhan, Domosławski i Korczak, lektury szkolne i porno. O czym jeszcze w ''Książkach''?
