Każdy, kto choć trochę śledzi trendy lub choć raz przechodził obok jednego z hipsterskich barów, wie, że najmodniejszym gadżetem są obecnie okulary w grubej, ciemnej oprawce Nie ma w tym sezonie niczego bardziej seksownego niż wzrok lekko nadpsuty lekturą. Żeby zostać najfajniejszą dziewczyną w mieście, trzeba czytać. Napisałam więc do kilku najfajniejszych w mieście dziewczyn, żeby pomogły mi ułożyć listę lektur obowiązkowych.
Świństwa, świństwa, świństwa! - Upieram się, że trzeba znać Margaret Atwood! - odpowiedziała Grażyna Plebanek, autorka 'Dziewczyn z Portofino'.
- 'Kobieta do zjedzenia' otworzyła mi oczy. Lektura tej książki była jak policzek, który serwuje się histerykowi, mówiąc: 'Uspokój się!'. Bo byłam wtedy na studiach i myślałam, że tak fajnie się tu bawimy, moi koledzy i koleżanki, razem. A tu nagle Atwood i trach! - kobiety są masą plastyczną i ktoś je z cicha lepi, żeby były perfekcją chodzącą, dobrą studentką, dziewczyną trofeum (ładna, ale nie puszczadło, bo to ujma dla partnera i śmiech wielki jego kolegów), potem żonką, która nie przeklina, i mamą pełną gębą. Atwood przypomniała mi też, że dziewczynki bywają okrutne - i może dobrze, bo przez resztę życia paradują w kagańcu.
- Inne niezbędne pozycje to: 'Delta Wenus' Anais Nin - opowiadania erotyczne pisane dla pieniędzy. Świństwa, świństwa, świństwa! 'Pnin' Nabokowa - recepta jak z nieudacznika uczynić bohatera, który zostaje w pamięci na lata, opromieniony nie tylko nieziemskim blaskiem swej przenośnej kwarcówki. 'Jeśli zimową nocą podróżny' - Italo Calvino urywa fragmenty wciągających tekstów tuż przed punktem kulminacyjnym. Taki literacki stosunek przerywany. Na autokatowanie się pytaniami typu: 'Co ze mną jest nie tak, że nie cieszy mnie to, co innych -
grill i karkówka?' - 'Myślenie potoczne. Heterogeniczność zdrowego rozsądku' Teresy Hołówki, zawsze aktualna antropologia szarego człowieka. Dalej wzruszenie i olśnienie - Virginia Woolf 'Chwile istnienia', czyli jak tkać czas (ze słów). I Zofia Nałkowska 'Dzienniki' - kobieta piękna w swoim narcyzmie, dyscyplinie tworzenia, dystansie do świata. Ujął mnie tom, który pisała, mając koło czterdziestki - a w nim niezapomniany opis spotkania z byłym adoratorem w Łazienkach: ona doleczała anginę, on cierpiał z powodu polipów, miało to dramatyczny wpływ na nastrój spotkania - zamiast wskrzeszać sentymenty, z pasją omawiano problemy gardłowe. No i Stieg Larsson - trzeba poznać Lisbeth Salander! To teraz jeszcze outsiderka, ale takie dziewczyny wejdą do literatury i zabłysną w życiu, bo są prawdziwe, porywają.
Szanowana ciotka komunistka Za Stiegiem Larssonem głosuje też Kazimiera Szczuka! I jednym tchem wymienia koktajl literacki: 'Prowadź swój pług przez kości umarłych' Olgi Tokarczuk, 'Wojna nie ma w sobie nic z kobiety' Swietłany Aleksijewicz, 'Białe zęby' Zadie Smith, 'Paw królowej' Doroty Masłowskiej, 'Prywatyzując Polskę' Elizabeth Dunn, 'Niesamowitą słowiańszczyznę' Marii Janion, 'Doktrynę szoku' Naomi Klein i autobiografię Doroty Sumińskiej.
Przede wszystkim zaś zaleca Doris Lessing. - Niecałą, bo straszna moc tego - zastrzega - ale na pierwszym miejscu dwutomowa autobiografia - 'Pod skórą' i 'Spacer w cieniu'. 'Złoty notes' jest koniecznym uzupełnieniem autobiografii, literacką jej wersją. Po tych trzech książkach mam wrażenie, że znam Lessing od zawsze, że to szanowana i podziwiana ciotka z Londynu, której zawsze trochę się bałam, ale była wyrocznią w wielu sprawach. Słowo 'ciotka' nie ma dobrych konotacji u nas, ale angielska ciotka komunistka to byłby skarb! Nie mam na myśli żadnego spoufalenia, po prostu jakoś głęboko to wszystko jest dla mnie zrozumiałe. Wszystko, łącznie z porzuceniem rodziny, zakochiwaniem się w dziwnych facetach - innych chyba nie ma na świecie - i tak dalej. Uwielbiam jej stosunek do wnętrz, mieszkań, chyba afrykański. Wszędzie potrafiła założyć dom i karmić ludzi z którymi była, przede wszystkim dzieci i kobiety, potem pracujących facetów. A jednocześnie izolować się i pisać. 'Dobra terrorystka' jest pod tym względem niesamowitą powieścią o remontowaniu londyńskiego squatu, który jest jakąś wersją kobiecego marzenia o domu, a zarazem koszmarem. Dziwna powieść, prawie paszkwil na radykalną lewicę, ale bardzo feministyczny. Nie mogłam się od tego oderwać. Lessing w autobiografii pokazuje, że jest mocno uwikłana w różne poczucia winy, o których szczerze pisze, pozostając przy tym osobą zasadniczą i srogą. Zawsze stoi po stronie autonomii i siły kobiet, nie znosi tych wszystkich 'kobiecych kłamstw' maskujących niezdolność do samodzielności, ale potrafi to opisać bez dydaktyzmu.
Brzydka i złośliwa jak Gertruda Stein Pomyślałam, że oprócz najfajniejszych dziewczyn powinnam zapytać mężczyznę. Niech będzie nim Jaś Kapela, pisarz, autor felietonów dla 'Krytyki Politycznej' zebranych w 'Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu', który zasłynął ostatnio subwersywnym występem w telewizji śniadaniowej, tłumacząc, kim jest hipster. Kapela od razu trafia w sedno: - Fajna dziewczyna przede wszystkim nie stara się być fajna. Przychodzi jej to samo. A przynajmniej potrafi udawać, że tak jest. Bo fajność wymaga pracy. Ale najlepiej, gdy jest to praca niewymuszona. Po prostu cieszy ją poznawanie nowych rzeczy. Być może najfajniejszą dziewczyną w ogóle była Gertrude Stein. Brzydka co prawda jak diabeł i złośliwa jak Pan Bóg kolegowała się ze sporą częścią awangardy, gdy ta jeszcze nie przestała być awangardą. Obiady jadali u niej Picasso czy Hemingway, który się następnie śmiertelnie na nią obraził, bo napisała, co sądzi o jego twórczości. A sądziła źle. I trudno się dziwić, bo sama pisała lepiej. Lektura 'Autobiografii Alicji B. Toklas' pokazuje, co naprawdę może znaczyć kobiecy wdzięk. Kolejną pozycją obowiązkową są 'Ćwiczenia stylistyczne' Raymonda Queneau. Każda dziewczyna powinna wiedzieć, że najważniejszy jest styl i że dobrze umieć go zmieniać. Pożyteczną lekturą jest też 'Filozofia Andy'ego Warhola. Od A do B i z powrotem'. Można się dowiedzieć, dlaczego warto być sławnym: 'Gdy jako sławna osoba czytasz ilustrowane magazyny, okazuje się, że znasz wszystkich ludzi, o których tam piszą. Na każdej stronie widzisz zdjęcia osób, które już kiedyś spotkałeś. To mi się bardzo podoba i dlatego warto być sławnym'. Najfajniejsza dziewczyna w mieście powinna też czasami być smutna i wtedy czytać Elfriede Jelinek i Hertę Müller, które piszą chyba najsmutniejsze książki na świecie. A smutek ich nie jest smutkiem wariata i frustrata, jak u Bernharda czy Houellebecqa. Jest smutkiem rzeczywistości, a nie męskich frustracji.
Jak nie stać się drobnomieszczańską jędzą - Koniecznie Jelinek - potwierdza Agnieszka Drotkiewicz, pisarka, która nie dość, że sama jest jedną z najfajniejszych dziewczyn w mieście, to jej bohaterki też. - Najważniejszą rzeczą, jakiej można nauczyć się z odpowiednich książek, żeby stać się fajną dziewczyną, to jak się nie stać drobnomieszczańską jędzą. Tego uczy Elfriede Jelinek ('Amatorki' powinny być lekturą obowiązkową każdego człowieka), Michel Houellebecq w każdej ze swoich książek, J.M. Coetzee, Thomas Bernhard w 'Wymazywaniu'. To jest moim zdaniem podstawa, bo będąc drobnomieszczańskimi jędzami, nie jesteśmy w stanie dostrzec ani grama piękna świata, nie umiemy wyzwolić z siebie altruizmu i raczej zatruwamy innym życie. (Plus lekcja szczegółowa, jak nie być skąpą - fantastyczna scena z 'Amatorek', kiedy Paula przynosi babkę do domu swojego ukochanego Ericha, a matka Ericha węszy podstęp, bo 'za friko nie można dostać niczego, nawet najgorszych cierpień').
Lekcja druga, tym razem głównie dla dziewczyn: jak rozumieć mężczyzn i wybaczać im w zasadzie wszystko - tu znowu Houellebecq z każdą swoją książką (bo portrety mężczyzn w przeciwieństwie do portretów kobiet tworzy bardzo panoramiczne i wiarygodne), 'Powolny człowiek' J.M. Coetzeego z rozdzierającą serce sceną finałową, 'Homo Faber' Maxa Frischa ('Nie jestem cyniczny, jestem tylko - czego kobiety nie znoszą - bardzo rzeczowy').
Lekcja trzecia: miłość może być bardzo małą wyspa. Jak dostrzegać każdy jej przejaw, nie przeoczyć, choćby miała trwać pięć minut - tu w kontrapunkcie do 'Homo Faber' Frischa 'Malina' Ingeborg Bachmann (prywatnie związanej przez kilka lat z Frischem), 'Opowieść o Blanche i Marie' Pera Olova Enquista (koniecznie), 'Schizma' Marcina Świetlickiego (a zwłaszcza wiersz 'Listopad'), '
Nikon i Leica' Agnieszki Wolny-Hamkało.
Lekcja czwarta: jak nie dać się zabić przez swoje marzenia ('Pani Bovary' Flauberta, 'Dzika kaczka' Ibsena). 'Pani Bovary' jest kluczowa - bo pokazuje manowce marzeń, a także to, jak na melancholii kobiety może żerować rynek ('Serce jej, otarłszy się o bogactwo, powlekało się czymś, co nie miało się już nigdy zetrzeć. ( ) w pragnieniach swych nie odróżniała zmysłowego zadowolenia, które było wynikiem zbytku, od czystej radości serca ani wytwornych obyczajów od delikatności uczuć') - lektura 'Pani Bovary' mogłaby może nawet stać się szczepionką na to, by się nie stać galerianką.
Lekcja piąta: jak się urządzić w swoim ciele - 'Lato przed zmierzchem' Doris Lessing (fantastyczny fragment o sposobach chodzenia i o reżyserowaniu własnej twarzy), Marlene Streeruwitz 'Uwiedzenia', Anais Nin 'Henry i June'. Jak znaleźć w sobie siłę - Bella Szwarcman-Czarnota 'Mocą przepasały swe biodra. Portrety kobiet żydowskich' i Heinrich Böll - 'Portret grupowy z damą', 'Niestrzeżone progi', 'Utracona cześć Katarzyny Blum'. Heinrich Böll uczy - jak to kiedyś pięknie powiedział Paweł Dunin-Wąsowicz - 'w najprostszych słowach: bądź sobą, nie pij pepsi'. No i w końcu - jak umieć się śmiać, bo poczucie humoru jest najlepszym środkiem znieczulającym: i tu znowu Houellebecq (wszystko) pod rękę z Jelinek ('Pianistka' i 'Amatorki').
Mieć chłopaka jak Keret, a nie Bukowski - Sylvia Plath! - wykrzykuje przez telefon Karolina Sulej, kulturoznawczyni, autorka 'Wysokich Obcasów'. - A zwłaszcza jej
dziennik. Pisała go przed dwie dekady, od 11. do 31. roku życia. Zaczęła, kiedy była dzieckiem, a skończyła, kiedy sama miała dzieci. W Polsce zostały wydane jej wspomnienia od roku 1950 do 1962, czyli z jej lat studenckich, a potem z czasów małżeństwa z poetą Tedem Hughesem aż po rozpad ich związku. Ta codzienna pisanina Plath bywa lekceważona przez krytyków jako uroczy dziewczyński szczebiot. Moim zdaniem trudno o bardziej przejmujące sprawozdanie z codziennego przeżywania kobiecości. Od najmniejszych dupereli odzieżowo-kosmetycznych po analizowanie swojego miejsca w społeczeństwie jako artystki, matki, kochanki. Plath obsesyjnie wraca do tych samych pytań, zapala się do nowych idei, po czym za kilka kartek traci nimi zainteresowanie, z równym zapałem opisuje przyjęcie u X jak filozoficzną rozprawę, a borykanie się z procesem twórczym jest dla niej tak samo ważne jak opisanie randki. Współczesne dziewczyny dzielą z nią umiłowanie perfekcjonizmu - Sylvia musiała być idealną studentką, idealną pisarką, idealną partnerką i mamą. Nie odrzuciła znanego z lat 50. stereotypu perfect housewife - po prostu dopisała do niego sztukę i bunt. To równanie okazało się niemożliwe - wypisała więc siebie ze swojego perfekcyjnego planu i popełniła samobójstwo.
Sulej proponuje też 'Teresę' Sem-Sandberga o Ulrice Meinhof, wspomnianą już przez Szczukę książkę Aleksijewicz o kobietach na wojnie i wszystko Kereta, a najbardziej zbiór 'Tęskniąc za Kissingerem' i jego opowiadanie tytułowe, szczególnie za zdanie: 'Są dwa rodzaje ludzi - tacy, co lubią spać od ściany, i tacy, którzy lubią spać z tymi, co ich zepchną z łóżka'. - Fajne dziewczyny - konkluduje Sulejka - powinny mieć chłopaka, który jest bardziej jak Keret niż Bukowski.