http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Osiem książek, żeby umieć kochać (i dwie, które w tym nie pomogą)

Notowała Magdalena Grzebałkowska
2011-09-13, ostatnia aktualizacja 2011-09-13 15:27

- Człowiek nie uczy się miłości z książek. Po prostu rodzimy się ze zdolnością do kochania - mówi psycholog prof. Bogdan Wojciszke

Prof. Bogdan Wojciszke
Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta
Prof. Bogdan Wojciszke
Dziesięć książek, żeby umieć kochać? Nic na to nie poradzę, ale najpierw przychodzą mi do głowy książki, których nie należałoby czytać. Fatalna jest Trylogia Sienkiewicza, bo od pokoleń wsadza Polakom do głów nieprawdopodobne ilości stereotypów, także jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. Mężczyźni u Sienkiewicza biegają z tymi szablami, buzdyganami i zdobywają świat, a kobiety siedzą w domach i wychowują dzieci lub bawią się małymi pieskami. Autor straszliwie idealizuje pierwszą fazę miłości - zakochanie, romantyczne początki, ale nie wiadomo, co potem. Poszła para do ołtarza i koniec, zaczyna się następna część Trylogii.

Literatura XIX-wieczna, która wciąż jest źródłem polskiego kodu kulturowego, w większości daje anachroniczne wzorce, które nie pasują do naszych czasów. Kobieta jako taka tam niemal nie występuje. Bywa narzeczoną powstańca, wdową albo matką dzieciom. To ją sprowadza do jednej czy dwóch ról społecznych, ale nie bywa człowiekiem. Lepiej nie czytać.

Dosyć fałszywy obraz miłości znajdziemy też w "Ludziach bezdomnych" Stefana Żeromskiego, gdzie miłość dwojga jest traktowana jako przeszkoda w podejmowaniu działań na rzecz innych ludzi. Dziś wiemy, że jest dokładnie odwrotnie - ludzie, którzy kochają i są szczęśliwi, w istocie więcej czynią dla dobra innych i lepiej im to wychodzi. A cierpiętnictwo jest szkodliwe dla samych zainteresowanych i ich otoczenia.

Sam już nie pamiętam, co mnie kształtowało w młodości, ale sądzę, że człowiek nie uczy się miłości z książek. Po prostu rodzimy się ze zdolnością do kochania, tak jak ze zdolnością do mówienia. Natomiast literatura (i kultura w ogóle) wpływa na to, jakie tworzymy związki, tak jak decyduje o tym, jakim językiem mówimy. Książki mogą więc wpływać na sposób, w jaki budujemy związki i są to zapewne książki czytane wcześnie, w dzieciństwie.

Na mnie ogromne wrażenie wywarł Alan Milne swoim "Kubusiem Puchatkiem" czy Tove Jansson cyklem o Muminkach. To nie są książki o namiętności, ale są to bardzo mądre książki o intymności, byciu razem i budowaniu przyjaźni, która jest najtrwalszym elementem każdej miłości. Nie jestem pewien, czy to wrażenie wywarły one na mnie wtedy, kiedy sam je czytałem po raz pierwszy, czy dopiero wtedy, kiedy czytałem je własnym dzieciom. Ale pewnie czytałem im je z ważnych powodów.

W późniejszym czasie spore wrażenie robiły na mnie książki mające coś wspólnego z nauką. W młodości szokująca była Michalina Wisłocka i jej "Sztuka kochania". Autorka pokazała, że seks może być frajdą. A to było wstrząsem w naszej tradycji, bo seks służył raczej do robienia dzieci, niż przyjemności. To nonsens, bo u ludzi zasadniczą funkcją seksu jest podtrzymywanie więzi. Dziecko zdarza się mniej więcej raz na tysiąc aktów seksualnych.

Gdybym miał wymienić książki popularnonaukowe, zaproponowałbym "Ewolucję pożądania" Davida Bussa. Autor pokazuje biologiczne korzenie różnic między mężczyznami a kobietami. Są one właściwie niewielkie i ograniczają się do trzech dziedzin: agresji, motoryki i seksu.

Jest taka scena w filmie Woody'ego Allena "Annie Hall", w której ją i jego psychoanalityk zapytał, jak często uprawiają seks. On powiedział, że prawie nigdy, najwyżej trzy razy w tygodniu; ona powiedziała, że prawie zawsze, aż trzy razy w tygodniu. Buss wyjaśnia, że bierze się to z niejednakowej wielkości nakładów rodzicielskich kobiet i mężczyzn. U większości gatunków płeć żeńska ponosi większe nakłady, więcej ryzykuje, jest więc bardziej selektywna. Faceci nie wybrzydzają, tylko rywalizują między sobą o względy płci przeciwnej. Ta książka pomaga mężczyznom zrozumieć, że kobiety nie robią im na złość, gdy ciągle nie chcą seksu. Pomaga też kobietom zrozumieć, dlaczego oni tego seksu wciąż chcą i dlaczego są o wiele bardziej nastawieni na rywalizację.

Bardzo interesującą książką o stosunkach damsko-męskich jest książka Deborah Tannen "Ty nic nie rozumiesz" pokazująca, że kobiety i mężczyźni rozmawiają w inny sposób i z dość różnych powodów. Kobietom idzie o podtrzymywanie kontaktu, mężczyznom o rozwiązanie problemu. Dlatego często się nie rozumieją.

Mogę polecić moją książkę "Psychologia miłości", bo niedawno ukazało się jej nowe wydanie. W niej istotne jest to, że miłość ze swojej natury się zmienia. Nie może być cały czas taka sama i nie można mieć pretensji do partnera czy partnerki, że teraz miłość wygląda inaczej niż kiedyś. Nie da się mieć zadyszki, wysychającego gardła i walenia serca przez 40 lat, kto by to przeżył? Trzeba umieć się pogodzić, że nie zawsze tak będzie i nie jest to skutkiem wad charakteru zainteresowanych, ale nieuchronnym następstwem samej istoty miłości.

"Wywieranie wpływu na ludzi" Roberta Cialdiniego jest książką, którą warto przeczytać, choć nie traktuje o miłości. Fantastyczna lektura, przetłumaczona na 18 języków, pokazuje, jak ludzie na siebie nawzajem wpływają. Bez wywierania wpływu nie byłoby życia społecznego i życia w bliskich związkach. Matka przekonuje dziecko, że ma wypić mleko, mąż żonę - żeby pojechali w góry. Co ciekawe, autor wykazuje, że choć przejawów wywierania wpływu są tysiące, to mechanizmów jest niewiele, sześć czy siedem. Uczy, jak przekonywać ludzi do czegoś i jak się umieć bronić przed wpływem innych. Ale jest bardzo daleka od bełkotu neurolingwistycznego programowania.

Są wreszcie książki, które czytam notorycznie, potem staram się je zapomnieć, zabieram na wakacje i znów się nimi zachwycam. To na przykład "Filary ziemi" Kena Folletta. To jedna z najbardziej nieprawdopodobnych książek o miłości, choć jest głównie o budowniczych katedr, a jej bohaterem jest cnotliwy mnich. Nie wiem, czy to książka, z której można nauczyć się kochać, ale na pewno pokazuje niebywałą potęgę uczuć.

*Prof. Bogdan Wojciszke - psycholog społeczny, dziekan Wydziału Zamiejscowego w Sopocie Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej

Dołącz do akcji "Czytamy w Polsce" na Facebooku.

"Czytamy w Polsce" to wspólna akcja "Gazety" i dziennika "Metro".



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':