http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie można Panem Bogiem dziur zapychać

Rozmawiała Violetta Szostak
2011-09-11, ostatnia aktualizacja 2011-09-09 19:45

Miłosz pokazuje, że transcendencja jest tu i teraz - mówi jezuita i poeta ks. Wacław Oszajca

Ks. Wacław Oszajca
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Ks. Wacław Oszajca
Violetta Szostak: Jeśli Pan Bóg zapyta: "Co w życiu przeczytałeś?", co ksiądz odpowie?

Ks. Wacław Oszajca: Wspomnę moją pierwszą książkę. Miałem 10 lat, mieszkałem na wsi, w Źwiartowie, już pewnie mieliśmy wtedy podłogę w chałupie, ale jeszcze czytało się przy lampie naftowej. Ojciec prenumerował "Chłopską Drogę" i stamtąd dowiedziałem się, że taka książka istnieje. To była książka o ssakach i ptakach świata. Dostałem ją od rodziców. Pierwsza, którą miałem na własność. Wtedy nawet nie miałem odwagi marzyć, że kiedykolwiek zobaczę palmę albo żywego słonia. Ta książka obudziła we mnie świadomość, że świat jest niewyobrażalnie bogaty, pełen tajemnic.

O ssakach i ptakach opowiedziałby ksiądz Panu Bogu?

- Gdyby o nich nie wiedział.

Podglądam, co ksiądz zapisał na kartce... "Listy Nikodema" Jana Dobraczyńskiego - warto to czytać?

- Piękna książka. Ojciec mi ją kupił. Druga książka, którą miałem na własność. Pochłonąłem ją za jednym przysiadem. Była tak sugestywnie napisana, że zacząłem szukać tego Nikodema. I dlatego kupiłem Biblię. To pierwsza książka, którą kupiłem sobie sam. Zobaczyłem ją w księgarni w Zamościu, opasłe tomisko, kosztowała sporo pieniędzy, nie miałem tyle. Pożyczyłem od rusycystki z liceum. Długo czekała, aż oddam jej pieniądze.

Na studiach, dzięki książkom egzegetycznym dowiedziałem się, co przyniosło mi wielką ulgę, że Biblia ma za autora Boga, ale pisali ją ludzie, więc i błędy się zdarzają.

Jakich współczesnych autorów przedstawiłby ksiądz Bogu?

- Miłosza. Bliskie są mi szczególnie ostatnie tomy: „Druga przestrzeń”, „To”. A chyba najbardziej „Orfeusz i Eurydyka”.

"Nie umiejący płakać, płakał nad utratą/ Ludzkich nadziei na z martwych powstanie". Poezja nie broni przed śmiercią.

- Inaczej to czytam. W końcówce wiersza, kiedy Orfeusz wraca z podziemi, wraca do powszedniości i zasypia na rozgrzanej ziemi, pośród brzęczących pszczół. Myślę, że Miłosz w genialny sposób ujął istotę zbawienia. Pokazuje, że człowiek ma tylko to, co jest w tej chwili. Nie ma co szukać nadbudowy, którą można by nazwać niebem, rajem - czy bardziej uczenie - transcendencją. Miłosz pokazuje, że transcendencja jest tutaj i teraz, że jest kątem, pod którym patrzymy na rzeczywistość. Rzeczywistość jest tak wielowarstwowa, że nie ma sensu dzielić jej na sacrum i profanum.

Nie ma "nadbudowy" nad ziemią? Czy to zgodne z ortodoksją?

- Proszę poczytać książki teologa Karla Rahnera. Wpisałbym je na listę moich książek najważniejszych. Miłosz z jezuitą Rahnerem świetnie by się dogadali. Choć Miłosz może miałby tę przewagę, że zaliczył po drodze jeszcze kilka innych sposobów myślenia o rzeczywistości.

Miłosz, poeta głęboko religijny, bywa odsądzany od czci i wiary przez niektóre środowiska związane z Kościołem.

- Tymi głosami nie należy się przejmować. W Piśmie jest takie ładne powiedzenie: "Nie unoś się z powodu złoczyńców i nie zazdrość czyniącym nieprawość". Jeśli już, to należałoby się zatroszczyć o tych, którzy pewnie się boją bogactwa rzeczywistości. Może należałoby dodać im odwagi, żeby zamiast potępiać i odstraszać rzeczywistość, spróbowali w niej żyć.

Na końcu listy dopisał ksiądz: T.S. Eliot.

- Myślę szczególnie o "Podróży Trzech Króli". Trzej Królowie nie przychodzą do Judei w czasie narodzenia Jezusa, ale już po śmierci. Ich podróż to archetyp ludzkiego życia, a nie bajkowy obrazek, który pokazuje się nam podczas świąt Bożego Narodzenia i z którego sensu dla naszego życia nie sposób wyprowadzić.

Myślę jeszcze o Tadeuszu Różewiczu...

"Życie bez boga jest możliwe/ życie bez boga jest niemożliwe". Różewicz opisuje pustkę po Bogu.

- Ale ta pustka to nie jest miejsce bez znaczenia. Nie wiem, czy Różewicz zgodziłby się z taką interpretacją, ale w astronomii jest termin "próżnia niestabilna". Pustka u Różewicza wibruje, drży. Różewicz kurczowo trzyma się realiów, ziemi. W moim odczuciu to jest bardzo chrześcijańskie podejście, jest w tym więcej pobożności niż w niejednym kazaniu. I powinno być wyrzutem sumienia dla teologów, zwłaszcza tych, którzy za wszelką cenę próbują eksmitować Pana Boga z tej rzeczywistości i czekać na niego, gdzieś przy końcu świata.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':