To wszystko jeszcze przed nami, jeśli chcemy powstrzymać proces starzenia się polskiego społeczeństwa. Ale cały czas mówimy o "bazie", a równie ważna jest "nadbudowa" (starsi czytelnicy wiedzą, o co chodzi).
W Polsce rodzina wielodzietna kojarzy się źle - z biedą, patologiami, brakiem edukacji. Żeby Polaków nakłonić do posiadania większej liczby dzieci, niż będąca dzisiaj szczytem aspiracji dwójeczka, trzeba stworzyć nowy etos rodziny wielodzietnej. Taki pozytywny stereotyp rodziny 2+3 albo 2+4 z klasy średniej - z domem za miastem, dużym
samochodem, psami, kotami i trawnikiem. Ale i rodziny z bloku obok, z dużym używanym samochodem i wypasionym placem zabaw na podwórku.
Przecież nawet w reklamach idealna rodzina, do której mamy aspirować, kupując przyprawy do zup czy płyn do mycia naczyń, ma zwykle tylko dwójkę dzieci. Reklamodawcom trudno coś narzucić, ale już na przykład publiczna
telewizja mogłaby wpisać to sobie do misji. Na przykład w produkowanych przez BBC, a skierowanych do najmłodszej widowni "Teletubisiach" wiele z pokazywanych na filmach dzieci ma dwójkę rodzeństwa. A co z naszymi serialami? Jedna "Rodzina zastępcza" nie wystarczy. W taką kampanię społeczną mogłyby się włączyć i organizacje pozarządowe, i media, które na razie epatują nas patologiami w rodzinach wielodzietnych z marginesu.
Bo niewiele pomoże, że rodzinę wielodzietną "promuje"
Kościół katolicki. Jego wizja jest zbyt konserwatywna, żeby przemówiła do większości. Przez ostatnich 20 lat nie zdołał powstrzymać spadku narodzin.
Potencjał mamy. Mimo zachłyśnięcia się konsumpcjonizmem, Polacy uparcie w każdym badaniu deklarują, że najważniejsza jest dla nich rodzina.