Richard von Weizsäcker jest politykiem i myślicielem. Jednak to, że jest myślicielem, nie znaczy, że intelektualizm utrudnia mu działanie polityczne, czyni za to z niego polityka, który widzi dalej, szerzej i który jest w polityce intelektualnym partnerem.
Droga Niemiec od klęski do państwa demokratycznego jest długą drogą kształtowania się demokratycznych instytucji, wielu debat, jakie odbywały się w Niemczech przez lata. Charakterystyką życia publicznego Niemiec są właśnie te debaty.
Richard Weizsäcker obecny był w nich wszystkich, współkształtował je. Jego osobista droga - od człowieka, który jako żołnierz Wehrmachtu brał udział w napaści na Polskę, do człowieka, który stał się wielkim przyjacielem Polski - wiodła go przez udział w kręgach Kościoła ewangelickiego, które już w latach 60. wypracowywały nowy stosunek Niemiec do siebie samych, do własnej historii, ale też nowy stosunek do sąsiadów, do Polski.
Ta droga doprowadziła go do słynnej mowy w Bundestagu 8 maja 1985 r. Powiedział w niej: "Dzień 8 maja był dniem wyzwolenia. Ten dzień wyzwolił nas wszystkich od systemu poniżającego godność człowieka, jakim był system nazistowskiego mordu i przemocy. Uznanie tego dnia za dzień wyzwolenia nie znaczy wcale, że trzeba zapomnieć o tym, iż dla wielu ludzi 8 maja się dopiero zaczęło ciężkie cierpienie. Lecz nie wolno szukać w końcu wojny przyczyny ucieczki, wypędzenia i niewoli. Przyczyny cierpień trzeba szukać w początkach systemu przemocy i mordu, który doprowadził do wojny. 8 maja 1945 r. nie wolno oddzielić od daty 30 stycznia 1933".
To bardzo głębokie i daleko idące stwierdzenia, które Richard von Weizsäcker powtarzał w wielu wystąpieniach.
W latach 60. był współautorem słynnego Denkschriftu [memorandum] niemieckiego Kościoła ewangelickiego, dotyczącego również stosunku do Polski, uznania granicy zachodniej Polski.
Był też von Weizsäcker człowiekiem, który popierał - choć nie należał do jego partii - politykę otwarcia na Wschód Willy'ego Brandta. Ze wzruszeniem mówił o Brandcie, o jego uklęknięciu przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. Mówił, że uczynił to człowiek, który nie musiał tego uczynić, ponieważ osobiście nie odpowiadał za winy Niemców - a jednak to uczynił.
Von Weizsäcker należał do tych nielicznych posłów CDU, którzy wstrzymali się od głosu przy ratyfikacji układu RFN - Polska, umożliwiając w ten sposób jego ratyfikację.
Potem, kiedy przyszły rozmowy z moim rządem, poparł udział Polski w konferencji 2+4. Moje osobiste kontakty z von Weizsäckerem zaczęły się na początku roku 1970, jeszcze przed wizytą Brandta, kiedy Weizsäcker wraz z Clausem von Bismarckiem przyjechał do Polski i nawiązał kontakt ze środowiskiem "Znaku".
Jako prezydent był przyjacielem Polski i rozumiał potrzebę zawarcia z nami traktatu. Widział Europę jako zjednoczenie; nie rozszerzenie jej na Wschód, ale wypełnienie Europy poprzez udział naszych krajów w Unii Europejskiej. Był tego rzecznikiem.
Powtórzę: brał udział we wszystkich debatach politycznych, które kształtowały kulturę polityczną demokratycznego społeczeństwa niemieckiego, także w trudnych momentach 1968 r., buntu młodzieży, ale i pojawienia się terroryzmu w Niemczech.
Jednym z ważnych określeń, którego w tych debatach użył i które dobrze zapamiętałem - nawet mu to mówiłem, kiedy przyjmowałem go w Polsce jako premier - było określenie "społeczeństwo ekumeniczne". Rozumiał von Weizsäcker to określenie nie kościelnie, ale świecko. Dla niego społeczeństwo demokratyczne powinno być społeczeństwem ekumenicznym, to znaczy takim, które nie zeruje systemu wartości, nie jest na nie obojętne, w którym może istnieć dialog, a różne systemy wartości przenikają się. Był bowiem von Weizsäcker - i jest - w geografii politycznej Niemiec człowiekiem, którego bym nazwał "człowiekiem granicznym", przekraczającym podziały, człowiekiem dialogu. Myślę, że sformułował dobre przesłanie - również dla nas.
Poza wszystkim jest to uroczy człowiek. I temu uroczemu, mądremu człowiekowi, przyjacielowi Polski, "Gazeta" przyznała wyróżnienie najbardziej zasłużone.