Przykro mi, obywatelowi wolnej i demokratycznej Polski, że były premier ma w nosie wyroki stanowione przez niezawisły sąd. W ten sposób utrwala odziedziczone po czasach zaborów, wojen i dyktatur ludowe przekonanie, że państwo i jego sądy są obce i nie zasługują na szacunek.
Z drugiej strony cieszę się z postawy Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego mianowicie, że utrwala on coraz powszechniejsze przekonanie, że przywódca opozycji i zdyscyplinowane zastępy jego wyznawców od dawna - i wtedy, kiedy byli opozycją, i wtedy kiedy rządzili, i teraz, kiedy znowu są w opozycji - niezmiennie wyznawali ten właśnie potoczny pogląd, że prawo jest dobre tylko wtedy, kiedy stoi po ich stronie, a jak stoi gdzie indziej, to tam jest ZOMO, bezprawie i komunizm. A na tym, by to stało się jasne, również jako obywatelowi mi zależy.
Przywódca opozycji i jego janczarzy wypaplali bowiem ponownie swoją najgłębszą tajemnicę - że prawo i sprawiedliwość noszą w klapie i tylko w klapie, czyli mają je w nosie.
Tak jak mieli je w nosie w 2007 roku, kiedy usiłowali zdezawuować jako agentów sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy mieli ogłosić, że przygotowana przez
PiS ustawa lustracyjna jest sprzeczna z konstytucją.
Tak jak w 2008 roku mieli prawo i sprawiedliwość w nosie i nie chcieli przepraszać Agory, mimo prawomocnych wyroków sądowych, posłowie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej
Jacek Kurski i
Zbigniew Wassermann.
Jak rok temu miał je w nosie prof. Andrzej Zybertowicz, kiedy odmawiał przeproszenia Adama Michnika za słowa, że jest "zaciekłym obrońcą agentów".
Pisał Tuwim:
"Lecz nade wszystko - słowom naszym
Zmienionym chytrze przez krętaczy
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość - sprawiedliwość".
Gdyby Kaczyński przeprosił teraz Agorę, byłbym rozczarowany, że nie potwierdzają się moje podejrzenia i ulegam salonowej, kapepowskiej fobii antynarodowej i antypatriotycznej. A tak wszystko jest na swoim miejscu. Bo IV Rzeczpospolita nie jest III Rzeczpospolitą. A krętacz jest krętaczem.