Chodzi o to, że jeden z oskarżonych i następnie uniewinnionych przez sąd w tej sprawie chor. Andrzej Osiecki publicznie skrytykował ówczesnego likwidatora
WSI i szefa tworzonej Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoniego Macierewicza, do dziś posła
PiS. Osiecki powiedział wprost, że machinacje wokół wywiadu i kontrwywiadu wojskowego w wykonaniu Macierewicza i PiS na jakiś czas sparaliżowały pracę polskich żołnierzy w Afganistanie. Pozbawiły ich zwiadu i zabezpieczenia kontrwywiadowczego.
"Nasz Dziennik" apeluje do Osieckiego o "więcej pokory i milczenie". Sugeruje, że gdyby żołnierz został skazany zbrodnię wojenną na długoletnie więzienie to "być może mógłby liczyć tylko i wyłącznie na zrozumienie Telewizji Trwam, z której kpił w przerwie podczas jednej z rozpraw, i modlitwę zakonnic".
Osiecki nie jest bohaterem mojego romansu. W sprawie Nangar Khel prokuratura wojskowa poniosła porażkę. Nie udało się jej zebrać dowodów jednoznacznie uzasadniających lub przeczących winie żołnierzy. Wyrok na ich korzyść wydano, bo wszelkie wątpliwości i braki w dokumentacji należy interpretować na korzyść oskarżonych. Dlatego warto przynajmniej ustalić, jak likwidacja WSI wpłynęła na misje wojskowe w Iraku i Afganistanie. Powinno się także zbadać, czy PiS w początkowym okresie nie chciał zamieść sprawy Nangar Khel pod dywan, a dopiero gdy stała się ona niebezpieczna politycznie, zdecydował się ją ujawnić. Dopiero wtedy poznamy pełne okoliczności tej tragedii.