Rzecznik kampanii "Miłość nie wyklucza" Wojciech Szot podesłał mi osobliwy tekst z jednego z ostatnich numerów "Małego Gościa Niedzielnego". "Wstrząsająca edukacja", skomentował. I faktycznie.
Gazeta z troską
pochyla się nad dylematem Licealistki (tak podpisany jest list do redakcji). W jej klasie "są dwie dziewczyny, które 'są razem'. I wcale się z tym nie kryją. Nie widzą nic złego w homoseksualizmie". Licealistka wyznaje: "Męczy mnie ich zachowanie, ale nie wiem jak, ani czy w ogóle zwrócić im uwagę. Reszta klasy też nie jest zachwycona tą sytuacją, ale dotąd nikt nie zareagował. Co robić?"
Odpowiada niejaki Mędrzec Dyżurny: "Droga Licealistko, Znajomy ksiądz, będąc jeszcze klerykiem, pracował kiedyś w czasie wakacji przy świniach w gospodarstwie seminaryjnym. Któregoś dnia, po porannym karmieniu zwierząt kolega poszedł po bułki do pobliskiego sklepu. Była duża kolejka, a on przyszedł z zakupami dziwnie szybko, do tego roztrzęsiony. Podstawił mojemu znajomemu rękę pod nos. - Czujesz coś? - zapytał. - Nie. - Ja też nie, a ludzie puścili mnie bez kolejki. Dlaczego? Bo śmierdział. Ale tego nie czuł. A nie czuł, bo przebywając dłuższy czas w chlewie, przyzwyczaił się".
Od świń Mędrzec Dyżurny płynnie przechodzi do rzeczy. "Uważaj, to jest to słowo: Przyzwyczajenie. O to chodzi ludziom, którzy wmawiają dziś całemu światu, że homoseksualizm jest czymś normalnym. Chodzi o to, żeby wszyscy oswoili się z myślą, że dwóch panów lub dwie panie to takie same pary jak kobieta i mężczyzna. W ten sposób zło zostanie uznane za dobro".
Redakcja precyzuje: "Sama skłonność homoseksualna nie jest wynaturzeniem - to jest problem, tak jak problemem jest każdy inny defekt lub choroba. Wynaturzeniem jest uleganie takiej skłonności. Człowiek przebywający dłuższy czas w smrodzie, przestaje go czuć i można mu aplikować następną dawkę".
Czas na konkretną poradę dla zdegustowanej Licealistki: "Dobrze by było, żeby te dziewczyny wiedziały, że tego nie akceptujecie. One muszą wiedzieć, że je szanujecie. I właśnie dlatego, nie zgadzacie się na zło, w które się pakują. Oddychamy tym samym powietrzem i trucizna szkodzi im tak samo jak i nam."
Tego oczekiwałam od katolickiego pisma: jasnej deklaracji, że geje i lesbijki nie powinni zasmradzać nam powietrza. Skoro się kiszą w swoim chlewie to niech nie oczekują, że na ich widok nie zatkamy nosów. Ostracyzm wobec dwóch lesbijek to jedyne wyjście, młodych czytelników trzeba uczyć, że wśród rówieśników są równi i równiejsi. Gratuluję redakcji "Małego Gościa Niedzielnego", że machnęła ręką na polityczną poprawność, która w tej cuchnącej - excuse moi - kwestii, nie omija także Kościoła. Na przykład autorów Katechizmu Kościoła Katolickiego wedle których wobec homoseksualistów "powinno się unikać jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji" i traktować ich "delikatnością".
Nie dla "Małego Gościa" taki Wersal, homoseksualista świnią jest i basta.