http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

NATO na krawędzi kompromitacji

Bartosz Węglarczyk
2011-04-18, ostatnia aktualizacja 2011-04-18 17:00

Włoskie F-16
Włoskie F-16
Fot. TONY GENTILE REUTERS

Interwencja w Libii pokazuje, jak słabo Europejczycy są przygotowani nie tylko do atakowania kogokolwiek, ale przede wszystkim do obrony samych siebie.

ZOBACZ TAKŻE
Piąty tydzień lotów nad Libią zaczął się od wstrząsającego doniesienia amerykańskiej gazety "Washington Post" o tym, że samolotom NATO zaczyna brakować amunicji. Kończą się przede wszystkim tzw. inteligentne bomby - pociski, które dzięki specjalnym systemom naprowadzania uderzają dokładnie w wyznaczony im cel, a nie np. w znajdującą się obok szkołę.

Wystarczająco dużo takiej amunicji mają Amerykanie, ale ci przestali ostrzeliwać cele w Libii. Konwoje i kolumny pancerne Kaddafiego, który wciąż próbuje odbić oswobodzone przez rebeliantów miasta, ostrzeliwują głównie Brytyjczycy i Francuzi. To nie oznacza, że Amerykanów nad Libią nie ma. Bez ich wsparcia logistycznego, samolotów rozpoznania i dowodzenia, zagłuszarek blokujących linie komunikacyjne Kaddafiego i bez ich latających cystern Francuzi, Brytyjczycy, a także m.in. Belgowie i Norwegowie w ogóle by nie wystartowali.

Przez całe lata kraje NATO cięły budżety obronne. W Wlk. Brytanii krytycy oszczędności ostrzegają, że armia tego kraju za chwilę nie będzie gotowa bronić własnego terytorium, nie mówiąc już o jakichkolwiek misjach zagranicznych. Belgijscy politycy od lat dyskutują o likwidacji armii. Francuska armia jest cieniem potęgi sprzed kilkudziesięciu lat. Polska armia zna swoje słabości na tyle dobrze, że na szczęście się do Afryki nie wybrała.

Kampania w Libii z wojskowego punktu widzenia jest jednak operacją niewielką i nieskomplikowaną. Libijska armia była nieduża, fatalnie wyszkolona, nie dysponowała praktycznie żadnym nowoczesnym uzbrojeniem, jej oficerowie nie znają zasad nowoczesnej wojny i nie wykazali się wolą walki. A co by było gdyby Sojusz musiał się bronić przed dobrze wyszkoloną, dużą i bojową armią atakującą jego terytorium? NATO stanie za chwilę w obliczu wyboru - albo Amerykanie znowu zaczną bombardować wojska Kaddafiego, albo kampania ustanie, bo zabraknie amunicji.

W tym drugim przypadku Kaddafi wygra wojnę i pozostanie u władzy, a Sojusz się skompromituje. Trudno będzie o lepszy dowód na to, że Europejczycy są mocni jedynie w gębie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':