Istota mediów polega na tym, że sfera informacji powinna podlegać określonym rygorom. Np. przedstawiamy racje różnych stron konfliktów, dajemy prawo do obrony osobie atakowanej. A w sferze publicystyki wyrażamy nasze opinie i odczucia. Tak jak to robi prof. Środa w rozmaitych gazetach. Ważne jest to, by media były pluralistyczne i by pokazywały różne światopoglądy.
Środa
atakuje Kolendę za wywiad z Krzysztofem Rutkowskim i felieton na temat Marii Czubaszek, wytykając ów brak obiektywizmu. To naprawdę zabawne. Kolenda jest publicystką i ma prawo do wyrażania swoich poglądów i wrażliwości tak samo jak
Magdalena Środa. Zabawne jest także to, że prof. Środa uznaje za "obiektywne" wszystko to, co nie wyraża światopoglądu katolickiego.
Prowadzimy rozmowy z politykami czy innymi osobami publicznymi w gazetach,
radiu i w telewizji i są to często wywiady "autorskie". Nie uważam, żeby było coś w tym złego.
Rozmowa dwóch osób o wyrazistych poglądach jest często ciekawsza od wypranego z emocji odpytywania. Oczywiście czytelnicy, widzowie i słuchacze
oceniają naszą pracę: czy wywiad był ciekawy, czy daliśmy rozmówcy się wypowiedzieć, czy też nas zagadał, zalewając nas potopem nieistotnych szczegółów czy wykrętów. I tu za każdym razem ocena jest inna. Często zależy od tego jakie my sami mamy poglądy:
gdy lubimy danego polityka, to uważamy, że dziennikarz ostro go odpytując, jest zbyt napastliwy i "nieobiektywny". Jeśli polityka nie lubimy, to wtedy uważamy, że dziennikarz słusznie go "przetrzepał". Kolenda-Zaleska
napisała o Marii Czubaszek:
"Coś mnie w tej sprawie uwiera. Łatwość, z jaką opowiada się o najintymniejszych sprawach, i nonszalancja, z jaką się o nich mówi. Dziś szokujące wyznania są na porządku dziennym. W mediach roztrząsa się najbardziej prywatne sprawy, aby w ten sposób zyskać popularność, bo właśnie wchodzi nowy film, wychodzi nowa książka. W końcu nieważne, jak mówią, byle po nazwisku. Tę potrzebę ekshibicjonizmu można jeszcze zrozumieć. Show-biznes rządzi się własnymi prawami. Ale Maria Czubaszek nie tylko ujawniła fragment swojego intymnego życiorysu, ale też jak nikt nigdy dotychczas zbanalizowała aborcję, wpisując ją nie w krąg dylematów moralnych, ale tabloidowych wyznań." Czym się tu oburzać? Jest to zupełnie naturalna reakcja na wyznanie Czubaszek. Mnie też razi epatowanie swoją prywatnością w taki sposób, jak robi to Maria Czubaszek i mam prawo do moich odczuć. Też mam inną wrażliwość niż Maria Czubaszek czy Magdalena Środa, jeśli chodzi o kwestie aborcji.
Prof. Środa oburza się, bo tego typu wrażliwość jak ta Kolendy, jest niezgodna z jej poglądami. Wpada w pułapkę: za obiektywne uważa tylko te poglądy, które są jej bliskie.
Część kobiet identyfikuje się z Czubaszek, czując presję związaną z tym, że zawsze oczekuje się od nich, by były dobrymi matkami. A one nie czują do tego powołania i chęci. I nie widzą w aborcji niczego złego. I to zrozumiałe, że wyrażają swoje emocje.
Ale część kobiet ma inną wrażliwość: inaczej patrzy na kwestię przerywania ciąży, macierzyństwo, ma inny stosunek do
dzieci. Też mają prawo do wyrażania swoich poglądów. Prof. Środa ma czasami problem z zaakceptowaniem tego prostego faktu, bo chciałaby się wypowiadać w imieniu wszystkich kobiet. A tak się nie da.