http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Klich musiał odejść

Roman Imielski
2012-02-10, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 23:41

Edmund Klich pomylił funkcję szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych z rolą celebryty i polityka. A to w przypadku stanowiska takiego jak szef PKBWL, który powinien być wyjątkowo powściągliwy, postawa dyskwalifikująca.

Roman Imielski
Fot. Aleksander Prugar / AG
Roman Imielski
Minister transportu Sławomir Nowak nie miał innego wyjścia, niż Klicha odwołać.

Komisja od dawna była sparaliżowana konfliktem swego szefa z podwładnymi, którzy nie wyobrażali sobie pracy z Klichem. Konflikt na pewno wpływał na jakość jej prac, a jest to kluczowa instytucja w dziedzinie bezpieczeństwa lotniczego.

Klich zbyt często wykorzystywał to, że był jedynym Polakiem akredytowanym przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) prowadzącym śledztwo ws.?katastrofy smoleńskiej. Miał niezwykłe "parcie na szkło", w rozmowach z dziennikarzami zdarzało mu się mówić rzeczy niedopuszczalne. To przecież Klich m.in. ujawnił tuż po rozbiciu się tupolewa, że szef sił powietrznych gen. Andrzej Błasik był w kokpicie. I choć dziś wiele wskazuje na to, że tak było, to nie powinien tego mówić, nie mając stuprocentowej pewności. A wtedy nie mógł jej mieć.

Kuriozalnie wypadła próba Klicha dostania się do Senatu - przy wykorzystaniu medialnego rozgłosu, który wynikał z jego roli w wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej. W okręgu leszczyńskim zdobył ponad 11 tys. głosów i zajął trzecie miejsce. Ktoś, kto z racji pełnionej funkcji bezwzględnie powinien być apolityczny, stracił tym samym wiarygodność.

Równie kuriozalne były przepychanki między Klichem a polskim rządem ws. wyjaśniania tragedii z 10 kwietnia 2010 r., gdy szef PKBWL konsekwentnie publicznie odmawiał jakiejkolwiek współpracy. W przypadku takiej tragedii jak ta w Smoleńsku był to upór szkodliwy.

A już zupełnie żenujące było potajemne nagrywanie rozmów z ważnymi -urzędnikami, z ówczesnym szefem MON Bogdanem Klichem na czele. Człowiek, który w ten sposób okazuje brak zaufania do polskiego państwa, nie może liczyć, że państwo będzie miało zaufanie do niego. f

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':