Obnażyła to międzynarodowa umowa o ochronie praw autorskich ACTA, Tusk miota się w tej sprawie jak ryba w sieci. Najpierw zlekceważył protesty internautów i nakazał polskiej ambasador w Japonii podpisać tę umowę. Teraz zmienił zdanie i równie niespodziewanie ogłosił, że "zawiesza" ratyfikację ACTA. Niedawno mówił, że trzeba chronić prawa autorskie twórców. Teraz mówi, że mają oni "rozdęte prawa" i powinni nieco ustąpić.
Premier wystawia na szwank swój autorytet, bo albo pochopnie podjął decyzję, by podpisać ACTA, albo bez przemyślenia pod wpływem tupotu ulicy zmienia zdanie.
To źle wróży rządowi, który planuje poważne reformy - główna to podwyższanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn. To trudna, ale potrzebna reforma - ze względów ekonomicznych i demograficznych. Przeciwna jej jest nie tylko opozycja, ale także spora część społeczeństwa.
PiS i "Solidarność" domagają się referendum w tej sprawie. Wynik takiego referendum byłby dla rządu zapewne negatywny. Nikt nie lubi reform, które ograniczają przywileje. Niewielu zastanawia się, co będzie w przyszłości, ważne jest teraz. Czy w takim razie rząd powinien wycofać się z podniesienia wieku emerytalnego?
Dotychczas schemat postępowania Tuska wyglądał mniej więcej tak: najpierw minister zgłaszał jakiś pomysł, a premier czekał na reakcję. Jeśli rodził się konflikt, wkraczał do akcji, rozstrzygając, kto ma rację. Teraz ten schemat przestaje działać.
Premier wraz z rządem musi opracować nową strategię: lepiej przygotować swoje propozycje, staranniej je konsultować ze wszystkimi zainteresowanymi. Jeśli już podejmie decyzję, to powinien być konsekwentny.