http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Komu pomógł Rutkowski?

Józef Krzyk
2012-02-03, ostatnia aktualizacja 2012-02-03 20:12

Słysząc od lekarza, że nie mogą im już pomóc, chorzy uciekają czasem do znachora. Ale co zrobić, gdy znachor sam do pacjenta przychodzi i zapewnia, że pomoże mu lepiej, niż doktorzy?

Józef Krzyk
Józef Krzyk
Krzysztofa Rutkowskiego, który przez dobrą godzinę opowiadał w piątek o tym, jak odkrywał prawdę o zaginięciu półrocznej dziewczynki w Sosnowcu, nie sposób z takim znachorem nie skojarzyć. Od lat pojawia się wszędzie tam, gdzie policjanci guzdrzą się ze śledztwem. Pokazuje się ze swą nierzucającą się w oczy ekipą ludzi w kominiarkach, w wozie opatrzonym (pewnie dla lepszego kamuflażu) własnym nazwiskiem i nawet zimą nie zdejmuje ciemnych okularów, dzięki czemu nikt go z pewnością nie rozpozna. To ci dopiero prawdziwy tropiciel, a nie pospolity pies policyjny!

Niedawno brylował w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika, a przez ostatni tydzień zajmował się poszukiwaniami małej Magdy w Sosnowcu. Przyjechał z własnej inicjatywy, a w czwartek przed północą bez cienia wątpliwości poinformował, że już wszystko na ten temat wie - dziewczynka nie żyje, a jej matka opowiedziała mu, jak do tego doszło.

Niestety, na razie nie ma za co chwalić Rutkowskiego. W miejscu, w którym rzekomo widział zwłoki, policjanci nie znaleźli ciała, a matka dziewczynki po tym, jak otworzyła się przed Rutkowskim, znów milczy jak zaklęta. Policjanci, którzy podobno byli już blisko rozwikłania całej sprawy, klną na czym świat stoi. Zarzucają Rutkowskiemu, że popsuł im robotę, ale winić należy nie tylko jego.

Trochę winy leży tu po stronie policji, bo pozwoliła, by to amator Rutkowski narzucił wszystkim swoją interpretację wydarzeń. Po opowieściach o tajemniczym mężczyźnie, który rzekomo śledził matkę Magdy nastąpił wysyp "świadków". Policjanci chcąc nie chcąc musieli pójść tropem, który podpowiedział detektyw, a mogli tego uniknąć. Wystarczyło, by lakonicznie powiadomili, które wersje wydarzeń wykluczają, a które uważają za prawdopodobne.

W pierś powinniśmy się uderzyć również my, dziennikarze. Niektóre rewelacje Rutkowskiego na kilometr pachną szarlatanerią i chęcią pokazania się w telewizji. Wie jak i co mówić, jest nawet przekonujący. Ale najwyższy czas, by zadać sobie pytanie: komu i jak pomógł? Bo jeśli tylko sobie, to trochę za mało nawet jak na amatora.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 76 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    122 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':