Prawa autorskie przechodzą do domeny publicznej dopiero 70 lat po śmierci twórcy. Gdyby ten okres skrócić, spora część problemów, związanych z piractwem, po prostu by zniknęła
Dyskusja o ustawie międzynarodowej ACTA trwa w najlepsze i trudno się połapać w gąszczu interpretacji przepisów tego aktu. Jedni eksperci twierdzą, że są groźne, inni uważają, że nie. A ja mam poczucie, że błąd tkwi w podstawowej regulacji, która mówi, że prawa autorskie przechodzą do domeny publicznej dopiero 70 lat po śmierci twórcy.
To chyba zbyt długi okres. Koncerny farmaceutyczne, które opatentowały swój lekowy wynalazek, mają nań wyłączność tylko przez 20-25 lat, potem konkurencja może produkować generyki. Dlaczego w przypadku praw autorskich ten okres jest tak długi? Przypominam sobie film pt. "Był sobie chłopiec" z Hugh Grantem. Bohater żył sobie bardzo dobrze, nic nie robiąc. A to dzięki odziedziczonym po ojcu prawom autorskim do piosenki bożonarodzeniowej. Trudno zrozumieć sens tej regulacji. Może gdyby okres 70 lat skrócić, spora część problemów, związanych z piractwem, po prostu by zniknęła. A my zyskalibyśmy tańszy dostęp do dóbr kulturalnych?