Tyle że dziś wskutek tej stawki na ciszę i spokój wszyscy, łącznie z rządem, jesteśmy w gorszej sytuacji, niż gdybyśmy wcześniej dyskutowali o ACTA. Wychodzi bowiem na to, że rząd, przepychając ACTA, lekceważy naszą wolność i nasze prawa. Trudno o poważniejszy powód do niepokoju.
Tak się mści przekonanie, że da się prowadzić politykę wyłącznie między partiami, pomijając aktywne środowiska społeczne.
Zresztą niebezpieczeństwo nie minęło, bo PO postawiła cały problem na głowie. Podpiszemy ACTA, a później, przed ratyfikacją, będziemy dyskutować i wyjaśniać - mówi minister Michał Boni. Nie wyjaśnia tylko, czy po podpisaniu tego porozumienia
Polska może jednostronnie zmieniać jego treść. Obawiam się, że nie może. Nie jest to więc rozwiązanie problemu, tylko odwlekanie - do momentu ratyfikacji ACTA przez parlament. Ta niewiara rządzących w to, że polityka tworzy się także poza partiami politycznymi, w różnych aktywnych środowiskach, wpycha PO w nierzeczywistość. W fałszywe poczucie mocy i skuteczności. Jak wielka to iluzja, okazuje się właśnie wtedy, gdy niepartyjne społeczeństwo pokazuje swą siłę, zmuszając rząd do odkręcania tego, co zdawało się już przesądzone.