Czy kryzys nas walnie, czy nas oszczędzi? Czy euro i
Unia Europejska przetrwają, czy też rozsypią się, grzebiąc aspiracje i nadzieje Europejczyków, w tym Polaków, na zwykłe, przyzwoite życie? Te problemy zabijają myślenie o przyszłości. Żaden polityk nie ośmiela się dziś obiecywać spokoju, dostatku i rozwoju. Sformułowanie "będzie lepiej", będące podstawową obietnicą demokracji, zniknęło ze słownika polityki.
Bije to nie tylko w takie partie, jak Platforma, reprezentującą przede wszystkim bogacących się Polaków. Bije to w ogóle w europejską demokratyczną politykę. Bo istnieje ona tylko wtedy, gdy niesie jakąś obietnicę przyszłości. A z tym, na czym teraz skupiają się europejskie państwa, czyli z cięciami budżetów i wydatków, żadna obietnica przyszłości się nie wiąże.
Obserwujemy więc dziś, obok kryzysu, obumieranie polityki. Na dłuższą metę to sytuacja niemożliwa. Tę pustkę będą wypełniać populizmy, namiastki polityki zakłamujące teraźniejszość i przyszłość.
To groźba nader realna, zwłaszcza że narasta powszechny trend odpychania ludzi od postaw obywatelskich. Także w Polsce. "Ci którzy w młodości doświadczyli
bezrobocia albo niestabilnych form zatrudnienia () niechętnie biorą udział w życiu społecznym, np. nie chodzą na wybory" - tę opinię badaczy cytuję za arcyciekawym tekstem
"Młodzi trzy razy nic" z sobotniej "Gazety".
A przecież właśnie
bezrobocie i niestabilne formy zatrudnienia to dziś podstawowe doświadczenie młodych Europejczyków, również Polaków.
Wygląda to tak, jakby europejskie demokracje powoli, lecz systematycznie mościły sobie grób, do którego złożą je ich wrogowie. Rozumiem, że dziś trzeba dostosowywać finanse publiczne państw do żądań rynków. Ale rynki, choć potężne, nie są racjonalne. Nie dbają o politykę ani stan społeczeństw. To jest rola polityków. Jeśli jednak politycy ograniczą się, tak jak to dzieje się dziś, do reagowania na wymogi rynków, porzucając politykę, czarno widzę przyszłość naszą i całego kontynentu. Bo dorobimy się społeczeństw coraz bardziej wściekłych i wyzutych z postaw obywatelskich. Podatnych na demagogię i najgorsze iluzje.
Właśnie przed tym trzeba bronić nasze społeczeństwa. Zwłaszcza w kryzysie. Tylko pokażcie mi polityka, który to pojmuje. W Polsce nikogo takiego nie widzę.