Chodzi o to, że Pospieszalski w programie "Bliżej" w zeszły czwartek oskarżył prof. Bronisława Geremka o zdradę ideałów "Solidarności". Dowody zdrady, tego jednego z głównych doradców "S", zaprezentował w swoim filmie Grzegorz Braun (ten, który zmarłego abp Józefa Życińskiego nazwał "agentem, kłamcą i łajdakiem"). Braun przywołał depeszę ambasadora komunistycznych Niemiec do kierownictwa służb specjalnych NRD. Ambasador relacjonuje w niej rozmowę Stanisława Cioska z ministrem rządu PRL. Ciosek miał powiedzieć, że Geremek mówił mu, że "po siłowej konfrontacji z władzą, "Solidarność" mogłaby powstać na nowo, jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i ambicji sięgania po władzę". I to właśnie ów dowód na zdradę Geremka.
Ciosek, jedyny żyjący uczestnik tej rozmowy, zaprzecza, by takie słowa padły, ale Pospieszalski do programu go nie zaprosił.
Rozumiem, bo oczywiście zepsułby mu program.
I dlatego prezes Juliusz Braun ma rację, że Pospieszalski łamie zasady. I to sporo, bo i Kartę Etyczną Mediów (już dawno opracowaną przez SDP a podpisaną przez prezesa
TVP), i Kodeks etyki dziennikarskiej SDP, i Zasady etyki dziennikarskiej TVP.
Np. Karta Etyczna Mediów SDP mówi o siedmiu zasadach obowiązujących dziennikarzy. Zasada prawdy nakazuje "dziennikarzom, wydawcom, producentom i nadawcom dokładać wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceń relacjonowały fakty w ich właściwym kontekście". Zasada obiektywizmu - "przedstawiać rzeczywistość niezależnie od swoich poglądów, rzetelnie relacjonować różne punkty widzenia". Zasada oddzielania informacji od komentarza - "umożliwiać odbiorcy odróżnianie faktów od opinii i poglądów".
Poprzedni program Pospieszalskiego "Warto rozmawiać" został zdjęty z anteny, ponieważ ówczesna szefowa TVP 1 Iwona Schymalla uznała, że jest sprzeczny z zasadami TVP.
Pospieszalski do telewizji publicznej wrócił, bo zapewnił prezesa Brauna, że się zmienił. Jak widać, obiecanki cacanki.