Może to nadchodząca zima, może zmęczenie protestujących już ponad sześć miesięcy, ale dobrze, że zostają. Bo namiot już wrósł w pejzaż salonu Warszawy. Szczególnie w weekendy ludzie przychodzą, wezmą ulotkę, pogadają z "obrońcami", robią zdjęcia. Ci spoza Warszawy mają co w domu potem opowiadać. Taki żywy pomnik wydarzeń z 2010 r.
I te wykłady w namiocie też są fajne. Słuchałem kiedyś prof. Zybertowicza, bardzo ciekawie mówił o układzie i spiskach. Nie wszystko, niestety, słyszałem, bo stałem dość daleko, pod barem Przekąski Zakąski. Bliżej nie podchodzę, bo gdy kiedyś to zrobiłem, Solidarni rozpoznali mnie i byli niegrzeczni.
Właśnie, dlaczego oni bywają tacy nieuprzejmi? Przecież nikt już ich nie prześladuje i wszyscy są zadowoleni, że tam stoją.
Cudzoziemcom trzeba z daleka wszystko pokazywać, bo jak się podejdzie, to można coś o Żydach usłyszeć i wstyd. Kiedyś przechodziłem obok z Adamem Michnikiem, to ci spod namiotu zaczęli pluć. Plują nie tylko na Michnika. Twórczyni Solidarnych 2010 Ewa Stankiewicz zapytana o wybory powiedziała, że "przyjmuje wynik z pokorą, ale większość nie zawsze ma rację, tak jak w przypadku wyboru Hitlera".
No i jak tu się zaprzyjaźnić?
Źródło: Gazeta Wyborcza