Dzięki wyborom mniej więcej wiemy, ile kosztowało
PiS choćby to zdanie prezesa: "Śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej" z wiosennego raportu o stanie państwa.
Mimo rozpaczliwych prób tłumaczenia, że prezesowi chodziło nie o śląskość po prostu, lecz o zły Ruch Autonomii Śląska, zdanie wryło się w pamięć śląskich wyborców. Gdy przyszło do wyborów, to w porównaniu z 2007 r. partia Kaczyńskiego straciła w województwie śląskim co szósty głos - z 31 proc. spadła do 26 proc. Zamiast 20 posłów PiS reprezentuje 15.
W każdym z sześciu okręgów wyborczych w województwie śląskim PiS stracił procentowo więcej niż średnio w całej Polsce.
W 2007 r. na PiS głosowało 636 tys. mieszkańców woj. śląskiego. Teraz - 458 tys., czyli o 178 tys. mniej, choć uczciwie trzeba dodać, że niższa była frekwencja i Platforma też straciła część głosów.
Tak czy inaczej teza, że
Jarosław Kaczyński to zarazem skarb i przekleństwo PiS, jest okropnie wyświechtana, ale jak się jej oprzeć, gdy tak ładnie potwierdzają ją liczby?