Co zatem mogliśmy przeczytać u Kataryny? Np. że
Donald Tusk często się wścieka na posiedzeniach rządu, a wcześniej tego nie było. Kataryna wie to od Łukasza Warzechy, publicysty życzliwego
PiS-owi, a ten od kogoś, kto u Tuska jest bardzo ważny. Ale kim jest ten "ważny", Warzecha nie ujawnił. Kataryna zaś wierzy Warzesze, jakby była obecna przy wyznaniach na temat stanów nerwowych Tuska.
Zostajemy poinformowani również, że ”z punktu widzenia Tuska nie byłoby wcale źle, gdyby po wyborach Platforma była »zmuszona « do ratowania Polski przed PiS-em. 'Nie chcę, ale muszę' pozwoliłoby usprawiedliwić nie tylko nieudolne rządy, ale także najbrudniejszą koalicję.” Tymczasem PO opłaca się wybory wygrać. Zresztą każdej innej partii to się opłaca, co nie znaczy, że opłaca się Polsce. Brudne koalicja natomiast nie opłacają się wcale i nie ma dla nich usprawiedliwienia, również w oczach wyborców. Doświadczył tego PiS po sojuszu z populistami i nacjonalprawicą.
Dowiedzieliśmy się również od Kataryny, że wybór Krzysztofa Skowrońskiego, szefa radiowej Trójki od 2006 r. do początku 2009 r. na prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wywołał burzę. Kataryna informuje, że "w III RP osoby o niesłusznych poglądach nie powinny być dopuszczane do wysokich funkcji". Podobnie argumentowano, gdy Skowroński - skądinąd i najpewniej przez przypadek również życzliwy PiS-owi - tracił stanowisko w publicznym radio. Tymczasem przestał być szefem Trójki w wyniku niezależnego audytu finansowego stacji.
Zaś rekordem absurdu była sugestia prawicowej blogerki, że Tusk na finiszu kampanii postanowił rozegrać śmierć kibica z Zielonej Góry, a raczej - zamieszki, które potem wybuchły. Cwany premier straszył kibolami i masz ci los, dostał taki prezent, który najpewniej skonsumuje, by ugrać u wyborców kilka procent brakujących mu głosów. Że takie myślenie nie trzyma się kupy - widać gołym okiem. Ale cóż? - portal Gazeta.pl i to wytrzyma.
Słowem - po co zapraszać Katarynę do prowadzenia serwisu wyborczego w Gazeta.pl. Wystarczyło cytować opozycyjną prawicę, a świat czytelników Gazeta.pl (dla Kataryny bardzo krytyczny) byłby równie ubogacony. Co prawda nie w matematyce, gdyż podając swoje typy wyborcze Katarynie wyszło, że do Sejmu wejdzie mniej posłów niż wchodzi. Ale dodawanie to jednak umiejętność, a podawanie w blogu treści rozsądnych też, lecz tylko czasami.
Ciekawsze od występów Kataryny były komentarze w prawicowej blogosferze, jakimi okraszono jej pojawienie się na Gazeta.pl. Otóż - albo Kataryna sprzedała za judaszowe srebrniki swoje prawicowe poglądy, albo "Gazeta Wyborcza" chce sobie dzięki niej coś załatwić. Ani jedno, ani drugie. Kataryna blogowała jak Kataryna; cudowne nawrócenia zdarzają się, lecz nie na zawołanie. Zaś Gazeta.pl to nie to samo, co "Gazeta Wyborcza" i jej strona internetowa Wyborcza.pl. Bywa nawet, że coś zupełnie innego.
Zobacz co Kataryna pisze dla Gazeta.pl