http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bob Dylan wolności

Robert Sankowski
2012-02-22, ostatnia aktualizacja 2012-02-21 18:14

Bob Dylan
Bob Dylan
Fot. Gijsbert Hanekroot/SUNSHINE Gijsbert Hanekroot/SUNSHINE/EAST

Płytą "Chimes Of Freedom", na której gwiazdy współczesnej muzyki śpiewają utwory Boba Dylana, 50 lat swojego istnienia świętuje Amnesty International. To niejedyna międzynarodowa organizacja, jakiej historia popkultury zawdzięcza świetne piosenki, płyty czy koncerty

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Różni wykonawcy
"Chimes of Freedom: Songs Of Bob Dylan Honoring 50 Years Of Amnesty International"
Fontana


Dlaczego twórcy albumu fetującego pół wieku działalności Amnesty International wybrali z tej okazji akurat piosenki Dylana, pytać nie wypada. Choć sam się od tego wizerunku od dawna dystansuje, Bob to przecież największy chyba symbol artysty zbuntowanego i politycznie zaangażowanego. Od kilkudziesięciu lat pisze utwory, które nie tylko trafnie oddawały nastroje społeczne, ale też często towarzyszyły gwałtownym przemianom i rewoltom. Zarówno tym pokojowym, rozgrywającym się w sferze kultury czy obyczajowości, jak i tym gwałtownym, które niekiedy swój finał znajdowały w ulicznych demonstracjach i zamieszkach.

Dlaczego za tytuł składanki AI posłużył akurat "Chimes Of Freedom" - to już pytanie nieco bardziej zasadne. Numer pochodzi z 1964 roku. Dla Dylana to mocno buntowniczy okres. Właśnie wydał album "The Times They Are a-Changin'", zbiór pełnych pasji piosenek poświęconych - przy zachowaniu typowej dla siebie mocno enigmatycznej poetyki - takim tematom, jak rasizm, bieda czy zmiany obyczajowe i społeczne zachodzące w Ameryce. Po czym z grupą kilku przyjaciół udał się w podróż po Ameryce. To właśnie podczas tej podróży miał przeżyć burzę, która zainspirowała go do napisania nowej piosenki - songu, w którym potężne atmosferyczne zjawisko staje się symbolem nadchodzącej nowej epoki. Bob śpiewa w nim o przeszywających niebo błyskawicach i grzmotach, które brzmią niczym dzwon wolności dla wszystkich prześladowanych i pokrzywdzonych tego świata: żołnierzy, którzy nie chcą walczyć na absurdalnych wojnach, i zarabiających ciałem na ulicach prostytutek, samotnych matek i buntowników domagających się swoich praw, uwięzionych, uchodźców i biednych, ale też odrzuconych przez społeczeństwo artystów czy porzuconych kochanków.



Po "Chimes Of Freedom" sięgało wielu artystów kojarzonych z kontrkulturą lub walką o prawa człowieka. Piosenkę śpiewali The Byrds, w koncertowym repertuarze mieli ją Bruce Springsteen i U2, świadomie w swoich utworach trawestowali ją Billy Bragg oraz Neil Young. Tak jak sam Dylan wydaje się idealnym popkulturowym patronem dla AI, tak samo akurat ta jego piosenka jest doskonałym motywem przewodnim dedykowanego tej organizacji rocznicowego wydawnictwa. Choć na "Chimes Of Freedom" znajdziemy wiele innych wielkich utworów Dylana. I wiele jego mniej znanych piosenek, za to w niezwykłych, zaskakujących wersjach.



To czteropłytowe wydawnictwo zaskakuje oryginalnością i odwagą w doborze artystów. Piosenki Dylana rozbrzmiewają tu w wersjach artystów tak znanych jak: Johnny Cash, Patti Smith, Sting, Bryan Ferry, Sinead O'Connor, Marianne Faithfull czy w końcu jeden z mentorów Boba i żywa legenda muzyki folkowej, 92-letni dziś Pete Seeger. Ale obok nich są wykonawcy, których o miłość do piosenek Dylana byśmy nie podejrzewali: Diana Krall, Ziggy Marley, Queens Of The Stone Age, Bad Religion czy Mick Hucknall. Są wreszcie gwiazdki, które biorąc się za repertuar Boba, zdają się popełniać świętokradztwo, jak choćby Miley Cyrus czy Kesha.



Ta różnorodność to jednak ogromny atut "Chimes Of Freedom". Dowód na to, że piosenki Dylana są wciąż żywe i inspirujące. Spore wrażenie robią wersje dojrzałych artystek: jazzujące "Just Like A Woman" w wykonaniu Carly Simon czy soulowe, ale dyskretnie zabarwione afrykańskim etno "Lay Lady Lay" Angelique Kidjo. Ale równie intrygujące są wykonania reprezentantów najmłodszego pokolenia. Na przykład shoegazingowych Kalifornijczyków z Silversun Pickpups z "Not Dark Yet" czy innej kapeli z tego samego stanu - Jack's Mannequin z ich bezpretensjonalną wersją "Mr. Tambourine Man". O Adele i jej koncertowym wykonaniu "Make You Feel My Love" nie wspominając.



Cały dochód ze sprzedaży płyty zasili konto AI. Nie pierwszy raz artyści tak mocno wspierają tę organizację. W jej działalność od lat angażują się największe światowe gwiazdy. W latach 80. pod jej szyldem odbyły się dwie ważne trasy koncertowe - "A Conspiracy Of Hope" oraz "Human Rights Now!". Ich gwiazdami byli między innymi: Peter Gabriel, Lou Reed, Tracy Chapman, Sting, U2 i Youssou N'Dour. W następnej dekadzie pod szyldem "Human Rights Concerts" dla AI występowali między innymi: Radiohead, Alanis Morissette czy nawet gwiazda popowego country Shania Twain.



Nie tylko AI

Amnesty International nie ma jednak monopolu na wsparcie ze strony światowych gwiazd popkultury. Na początku lat 70. George Harrison zebrał śmietankę ówczesnej sceny muzycznej na charytatywnym koncercie dla Bangladeszu. W latach 80. dużym wsparciem cieszył się Greenpeace, czego najlepszym przykładem była składanka "Rainbow Warriors", na której - obok angażujących się we wszelkie możliwe akcje dyżurnych wykonawców w postaci U2 czy Stinga - usłyszeć można było między innymi Pretenders, R.E.M., Eurythmics czy Talking Heads. Płyta ukazała się pierwotnie wyłącznie w Związku Radzieckim i wywołała tam zakupowe szaleństwo - tylko pierwszego dnia rozeszło się pół miliona egzemplarzy albumu (wydawnictwo dotarło także do Polski i było swego czasu sporą atrakcją dla fanów płyt winylowych).

W latach 90. dużą popularność zdobyła założona przez muzyków Beastie Boys fundacja Milarepa wspierająca ideę wolności dla Tybetu. Pod jej szyldem pod koniec dekady odbyło się kilka ważnych koncertów, na których poza Beastie Boys grali między innymi Björk, Smashing Pumpkins, Rage Against The Machine i Red Hot Chili Peppers.

Koncerty wspierające jakąś ideę i zbierające fundusze na konkretny cel to rzecz jasna dzieci wielkiego sukcesu - medialnego i finansowego - legendarnego Live Aid z 1985 roku, na którym zbierano pieniądze na pomoc głodującej Afryce Północnej. Akcję, która przeszła do historii popkultury, próbowali w latach 80. powtórzyć między innymi organizatorzy Farm Aid (fundusze na pomoc pogrążonemu w kryzysie amerykańskiemu rolnictwu zbierali między innymi gwiazdor country Willie Nelson i Neil Young) czy założyciele organizacji Artists United Against Apartheid. Jej działalność - mająca na celu zwrócenie uwagi świata na problem segregacji rasowej w Republice Południowej Afryki - zaowocowała bardzo interesującym albumem "Sun City", na którym można usłyszeć kilka zaskakujących kompozycji powstałych w wyniku współpracy takich muzyków, jak Miles Davis, Gil Scott-Heron, Herbie Hancock, Bono czy Peter Gabriel. Ten ostatni mocno zaangażował się także w walkę na rzecz uwolnienia z południowoafrykańskiego więzienia Nelsona Mandeli. Gdy na londyńskim stadionie Wembley w 1988 roku w 70. rocznicę urodzin przywódcy czarnej ludności RPA zorganizowano wielki koncert - wystąpili na nim między innymi Eric Clapton, Dire Straits i Stevie Wonder - to właśnie Gabriel z piosenką poświęconą innemu, zakatowanemu w więzieniu afrykańskiemu bojownikowi o prawa człowieka Steve'owi Biko ukradł cały show.

Społeczne zaangażowanie popkultury i jej mariaż z organizacjami pozarządowymi dawały różne efekty. Zasilane między innymi z akcji artystów Amnesty International konsekwentnie upomina się o respektowanie praw człowieka na całym świecie. Nacisk społeczności międzynarodowej na RPA w końcu zrobił swoje - 20 miesięcy po koncercie na Wembley Nelson Mandela wyszedł z więzienia. Za to akcja Harrisona z lat 70. zakończyła się klapą - pieniądze trafiły do potrzebujących dopiero całe lata po koncercie. O dochodach z Live Aid krążyły plotki, według których łapę na nich miały położyć wojskowe afrykańskie reżimy. Organizator akcji Bob Geldof zapewniał później wiele razy, że to nieprawda, a całą pomoc przekazywano w formie darów, nie zaś przelewów pieniężnych na rządowe konta. Jakiekolwiek były jednak finansowe efekty tej działalności, społeczne zaangażowanie artystów zostawiło wymierny popkulturowy ślad w postaci transmitowanego na cały świat koncertu Live Aid, płyty "Sun City" czy przejmującej piosenki "Biko" Petera Gabriela.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':