(...) największe wrażenie wywarł na mnie szkic o "mieście ekspresjonistycznym". Salvadori przytoczył w nim notatkę Edwarda Muncha z 1893 r., w której norweski malarz wspomina moment, kiedy wyobraził sobie "Krzyk": "Pewnego wieczoru szedłem ścieżką, po jednej stronie leżało miasto, pode mną fiord". Potem pada słynne zdanie, które jest tak mocne jak sam obraz: "Poczułem, że naturę przenika krzyk". Rewelacyjne jest spostrzeżenie, że Munch usłyszał krzyk natury, kiedy odwrócił się od miasta. Miasto końca wieku XIX i początku XX to bowiem coś więcej niż domy poustawiane wzdłuż ulic. To zbudowany przez człowieka, ale niezależny od niego organizm rządzący się swoimi prawami, a głównie bezprawiem, a przez znak zbliżającej się zagłady, upadku gatunku, apokaliptyczna bestia.
Krzyk z obrazu Muncha nie jest tylko krzykiem zagubionej duszy. To krzyk człowieka wobec bestii-miasta. Towarzyszem Muncha w tym odczuwaniu schyłku cywilizacji był, jak zauważa Salvadori, Vincent van Gogh, który pisał do swego brata Theo o "nicości cywilizowanego świata".
Ocena:
8 głosów

Skaczemy bliżej. Biegamy wolniej. A w zwisie jesteśmy dwa razy gorsi niż w PRL-u
