Jego babcia była z domu Goebbels, miał romans z Tildą Swinton, jego filmy oskarżano o to, że są faszystowskie, gejowskie, lewackie i homofobiczne, a niemiecka
telewizja, która je produkowała, nie chciała ich pokazywać.
Tworzył filmy, spektakle, show telewizyjny "Freakstars", w którym występowali niepełnosprawni, wreszcie w 2004 r. w Bayreuth wystawił "Parsifala", twierdząc, że opera interesuje go dlatego, że jest kiczem. Mówił, że tak jak pisarz Heiner Müller, który wcześniej reżyserował Wagnera i umarł na raka, on też tego nie wytrzyma, że Wagner jest złośliwym wirusem, który potrafi zabijać.
Stało się - w 2008 r., gdy był u szczytu kariery, zdiagnozowano u niego raka płuc. Miał wtedy 48 lat. Z procesu leczenia, chemioterapii, kryzysów i nawrotów choroby uczynił dzieło sztuki. Nagrywał swoje zwierzenia, wizyty u lekarza i z tego wszystkiego ulepił spektakl "
Kościół strachu przed obcym we mnie". Na scenie zrekonstruował wnętrze kościoła w Oberhausen, gdzie w dzieciństwie był ministrantem. Nad ołtarzem ukazywały się filmy, w których zdrową tkankę atakują komórki rakowe. W monstrancji umieścił rentgen chorych płuc. Spektakl był połączeniem mszy, opery i performance'u ze Schlingensiefem w roli zbawiciela. Miał to być rodzaj terapii, egzorcyzmowania choroby.
Choroba go nie opuściła, choć i on do końca ją wykorzystał. Zdążył zainicjować budowę opery w Burkina Faso i podjąć się zrobienia wystawy w pawilonie niemieckim na weneckie Biennale 2011. Zmarł w 2010 r. Wystawę dokończył za niego kurator, mimo to zdobyła laur za "najlepszy pokaz narodowy". Osobliwy triumf - to właśnie niemieckość, idea narodu była tym, co Schlingensief podważał, wyśmiewał i rzucał Niemcom twarz jako dziedzictwo hitleryzmu.
Niemiecki kanibalizmJego film "100 lat Adolfa Hitlera", brawurowa groteska z 1989 r., mówi o tym, że "
Niemcy od 1945 r. nie przetrawiły Hitlera". Schlingensief pokazywał, co powinno się z Hitlerem zrobić - mianowicie wyrzygać i wydalić. Jego filmy obfitowały w morderstwa i gwałty. Uwielbiał łączyć slapstick z horrorem klasy B czy też - jak napisał o nim "Der Spiegel" - "Dürera z Lubitschem". Ta parodystyczna, kabaretowa konwencja nie dla wszystkich była czytelna. Z premiery pierwszego długometrażowego filmu Schlingensiefa "Menu Total", w którym młody chłopak morduje w straszliwy sposób swoich rodziców, Wim Wenders wyszedł po dziesięciu minutach.
Jak wspominał Schlingensief: "Dyskusja po filmie trwała dłużej niż film, następnego dnia rozstałem się z dziewczyną, bo mnie nie broniła, a mój producent przedstawił mnie Tildzie Swinton. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Tego dnia podszedł do mnie Udo Kier, aktor Fassbindera, i powiedział mi, że przez cały film umierał ze śmiechu".
W 1986 r. powstała "Egomania" z Tildą Swinton i Udo Kierem. Ze Swinton się rozstał, Kier pozostał jednym z jego głównych aktorów - obok Irm Hermann i Margit Carstensen, też aktorek Fassbindera. Z nimi nakręcił całą "niemiecką trylogię", swoje najwybitniejsze filmowe dzieło. Prócz "Hitlera" należy do niej "Niemiecka masakra piłą mechaniczną", parodia niemieckiego zjednoczenia, które jest pokazane jako akt kanibalizmu: oto zachodni Niemcy przerabiają Ossi na kiełbasę. Państwowa telewizja nigdy nie chciała pokazać tego filmu, mimo że go wyprodukowała.
Później powstał "Terror", w którym ofiarą niemieckich neonazistów pada rodzina polskich imigrantów. To eksces czarnego humoru, obsceny i przemocy. Podczas pierwszej projekcji grupa osób wdarła się do kina i zalała rolki filmu kwasem, oskarżając Schlingensiefa o homofobię, seksizm i faszyzm.
Problemy nieupośledzonychSchlingensief świadomie stosuje strategię prowokacji, eksponowania lęków, krew tryskająca w jego filmach płynie z niezaleczonej, ciągle świeżej rany. Swój spektakl o umieraniu nazwał "Kościół strachu przed obcym we mnie" - ten lęk przed obcym był u niego strachem przed sobą samym, przed własnym, dziedziczonym genetycznie złem. Przyznawał, że jego babcia była z domu Goebbels, jednak w swojej sztuce mówił nie tylko o sobie, pokazywał, że każdy musi się zmierzyć z własnym dziedzictwem.
Przegląd Schlingensiefa zamyka jeden z najbardziej prowokacyjnych projektów - reality show, w którym niepełnosprawni, schizofrenicy i upośledzeni biją się o miejsce w programie typu "idol". Zdaniem artysty ten projekt miał "zwrócić uwagę na problemy nieupośledzonych". Takie odwrócenie porządku to kwintesencja jego sztuki.
Ta twórczość powinna być w Polsce przyswojona, także dlatego, że pokazuje, iż sztuka Kozyry, Żmijewskiego czy Althamera nie jest wyskokiem ani żartem, ale należy do szerokiej fali budzenia się społeczeństw z długiego, spokojnego snu po upadku muru berlińskiego. Oto w najporządniejszym mieszczańskim czy pokomunistycznym społeczeństwie są oznaki totalitaryzmu, które wyłażą na wierzch - a to w stosunku do chorych, a to do cudzoziemców czy nawet w podejściu do sztuki, która jest wciąż mistyfikowana jako dostarczycielka pięknych obrazów. Oglądajcie Schlingensiefa, to oczyszczająca jatka.
"Christoph Schlingensief i jego filmy"
21-24 lutego CSW Łaźnia w Gdańsku
24-26 lutego CSW Znaki Czasu w Toruniu
28 lutego - 3 marca CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie
kuratorka Jolanta Woszczenko