http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Meblościanka czy designerski fotel? Projekty dla domu w latach 50.

Marta Pietrasik
2012-02-20, ostatnia aktualizacja 2012-02-21 20:20
Prof. Roman Modzelewski ze studentami PWSSP w Łodzi
Prof. Roman Modzelewski ze studentami PWSSP w Łodzi
archiwum Wery Modzelewskij

- Dzisiejszej nocy prawie nie spałem z wrażenia. Tworzywo, jakie zastosowałem do foteli, przeszło moje najśmielsze oczekiwania co do wytrzymałości. Dzisiaj już wiem: można z niego robić stoły, biurka, szafy. Z czego? Z odpadków, za grosze - mówił w 1958 roku Roman Modzelewski, nieżyjący już awangardowy artysta. Nowatorskie fotele kontra modna wówczas meblościanka. Co wygrało starcie?

Fotel zaprojektowany przez Romana Modzelewskiego w 1958 roku
Fot. Ligier Piotr
Fotel zaprojektowany przez Romana Modzelewskiego w 1958 roku
Mistrz eksperymentu, pasjonat żeglarstwa, projektant i znakomity pedagog. To zaledwie kilka z długiej listy określeń opisujących Romana Modzelewskiego. Retrospektywę dzieł nieżyjącego artysty prezentuje Akademia Sztuk Pięknych w Łodzi. Ekspozycja nie jest jednak klasycznym przeglądem prac Modzelewskiego (1912-1997). Została podzielona na dwie części. Pierwszą stanowią prace uczniów Modzelewskiego inspirujących się twórczością mistrza lub powstałych na zajęciach z profesorem. W uczelnianej galerii Kobro zobaczymy między innymi projekty Aleksandra Hałata, Marii Zielińskiej, Tadeusza Wolańskiego, Bogusława Balickiego, Andrzeja Gieragi i Henryka Strumiłły. Drugą część ekspozycji odnajdziemy w galerii Odnowa (dawnej galerii Blok), gdzie prezentowane są obrazy i meble, które wyszły spod ręki Modzelewskiego.

Zwiedzanie gigantycznej wystawy warto rozpocząć od części przedstawiającej twórczość artysty. Galeria Odnowa przenosi widzów w świat awangardowych wizji i projektów Modzelewskiego. Najważniejszym punktem wystawy są czarne, białe i czerwone fotele oraz żółte krzesło z lat 50. Łupinowe siedziska foteli z włókna szklanego i żywicy epoksydowej Modzelewski osadził na metalowych nogach. - W latach 50. mąż zaczął eksperymentować z tworzywami sztucznymi. Były to czasy, w których ludzie wyrzucali piękne stare meble, w ich miejsce wstawiali, niestety, meblościanki, a nie oryginalne projekty męża. Jego prace wyprzedziły czas - mówi Wera Modzelewska, żona artysty. Co Modzelewski sądził o projektach, można przeczytać w jednym z archiwalnych wydań "Ekspressu Ilustrowanego" z 1958 roku: "Przyznam się, że dzisiejszej nocy prawie nie spałem z wrażenia. Tworzywo, jakie zastosowałem do foteli, przeszło moje najśmielsze oczekiwania co do wytrzymałości. Dzisiaj już wiem: można z niego robić stoły, biurka, szafy. Z czego? Z odpadków, za grosze. Człowiek się podnieca jak maniak. Ale to przecież tylko zabawa. Moje projekty plastyczne i techniczne na nic się nikomu nie przydadzą. Ani mnie, ani społeczeństwu. To praca w próżnię. (...) Projekt fotela zdobył II nagrodę na Ogólnopolskiej Wystawie Architektury Wnętrz w Warszawie. Upłynął już ponad rok. Przemysł, spółdzielczość - nikt się nie zainteresował". Meble zamawiali niemal wyłącznie przyjaciele artysty, między innymi Mieczysław Voit, Stanisław Fijałkowski i Mieczysław Szadkowski. Modzelewski nie ustał w eksperymentach z tajemniczą materią. W 1967 roku zbudował z tworzywa sztucznego pięciometrowy jacht morski. Żeglarstwo fascynowało go od dziecka. Artysta urodził się na Litwie Kowieńskiej, lecz gimnazjum kończył w Suwałkach. - Mąż zakochał się wówczas w Wigrach, Jeziorze Trockim i Czarnej Hańczy - wspomina Modzelewska. Jacht dostał imię "Biała" i został zwodowany w 1968 roku w Mikołajkach. - Nikt nie wierzył, że to własnoręczna robota. Mąż wykonał go z żywicy epoksydowej, maty szklanej i tkaniny szklanej, której resztki dostawaliśmy z wojska. Gdyby nie fascynacja metaloplastyką, manualne zdolności i śmiałe pomysły, mąż nie zdołałby stworzyć jachtu - opowiada żona artysty. W następnych latach Modzelewski zaprojektował i zbudował jachty "Amulet" i "Talizman".

Przełomowy w życiu projektanta był rok 1945, kiedy Modzelewski przyjechał do Łodzi i poznał Władysława Strzemińskiego, bezkompromisowego i śmiałego w poglądach malarza, twórcę unizmu. - W tym okresie w Łodzi szukało schronienia wielu artystów. Uciekali ze zrujnowanej Warszawy, w tym mój mąż i Felicjan Kowalski, jego profesor z warszawskiej akademii. Przed wojną mąż nie miał pojęcia, że istnieje ktoś taki jak Strzemiński. W akademii uczono go tradycyjnego malarstwa: rysował martwe natury, pejzaże, sceny batalistyczne. Do tej pory trzymam te akwarele [na wystawie pokazywany jest pejzaż miejski - przyp. red.]. Kiedy poznał Strzemińskiego, przewartościował swoją wiedzę o sztuce. Zaczął tworzyć odważne i awangardowe projekty.

Z inicjatywy artystów, którzy osiedlili się w Łodzi, w 1945 roku powstała Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych, podobnie jak uniwersytet, politechnika i szkoła ekonomiczna. Urząd rektora uczelni Modzelewski obejmował czterokrotnie (w latach 1952-1963). Pracował z wybitnymi pedagogami i artystami, między innymi z Antonim Starczewskim, Stefanem Krygierem, Jerzym Nowosielskim i Teresą Tyszkiewicz. Spod skrzydeł projektanta wyszli znakomici twórcy, tacy jak Zofia Rostad.

Jakim Modzelewski był człowiekiem? - Był pracowity, pomagał w domu, jak potrafił najlepiej. Zrobił meble kuchenne, obudował bojler i urządził pracownię. Większy kłopot był z gotowaniem, tego nie potrafił. Marzył o prawdziwym domu i na jego życzenie nie pracowałam. Nie mieliśmy samochodu, bo uważał, że będzie problematyczny w utrzymaniu. Raz postanowiliśmy kupić dużego fiata. Zebraliśmy pieniądze, ale z dnia na dzień zdrożał o 40 procent. Chciałam pożyczyć brakującą sumę, ale mąż powiedział, że trzeba żyć za tyle, ile się ma. Skromnie - opowiada Modzelewska.

Wystawa

"Pracownia profesora Romana Modzelewskiego", galeria Kobro i galeria Odnowa, ASP, ulica Wojska Polskiego 121. Czynna do 1 marca (pon.-pt. w godz. 10-15). Finisaż wystawy odbędzie się 28 lutego o godz. 13

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':