http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Eva & Adele w krainie uśmiechu

Dorota Jarecka
2012-02-17, ostatnia aktualizacja 2012-02-16 17:37

Eva&Adele w MOCAK-u
Eva&Adele w MOCAK-u
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Jedna byłaby wcieleniem kobiecości, gdyby nie łysina, druga byłaby męska, gdyby nie suknia i wysokie obcasy. Wystawa znanych niemieckich performerek w Krakowie

Eva&Adele w MOCAK-u
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Eva&Adele w MOCAK-u
Eva&Adele w MOCAK-u
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Eva&Adele w MOCAK-u
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
"Artysta = dzieło sztuki", MOCAK Kraków, kuratorki Delfina Piekarska, Maria Anna Potocka, od 17 lutego do 29 kwietnia

MOCAK, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie mieszczące się na tyłach tzw. Fabryki Schindlera w zaadaptowanych budynkach pofabrycznych, wchodzi ostatnio w sferę społeczną w sposób zaczepny, czego przykładem jest zaproszenie artystycznego duetu performerek z Berlina Eva & Adele. Ich prawdziwych nazwisk nie znamy, działają razem od końca lat 80., w Muzeum wystawiają zdjęcia i filmy ze swoich wystąpień, stroje, w których prezentowały się publicznie oraz pierwsze wspólne dzieło - film wideo nakręcony w 1989 r. To był właśnie początek ich współpracy, od tego czasu się już nie rozstają. Po raz pierwszy pojawiły się publicznie w 1991 r. na otwarciu wystawy "Metropolis" w Berlinie. Ubrane w białe stroje odegrały tam ceremonię ślubną. Od tej pory widać je na każdym ważnym wernisażu: ekstrawagancko ubrane, przystrojone biżuterią, z głowami ogolonymi do skóry.

Wydarzeniem jest już samo ich pojawienie się - w atrakcyjnym, "przegiętym" stroju. Jeśli się zgodzą, można im zrobić zdjęcie albo z nimi zapozować - wtedy poproszą o przesłanie im fotografii. Ale to, co robią, nie kończy się na rozrywce, prowokuje też do myślenia nad istotnym problemem. Jest nim kwestia tożsamości płci, bo ich pojawienie się kwestionuje istniejące podziały, są bowiem zarazem męskie i kobiece. Adele byłaby wcieleniem kobiecości, gdyby nie łysina, Eva byłaby męska, gdyby nie suknia i wysokie obcasy. Reprezentują "gender bending" - nie przypasowują się do gotowej recepty na płeć, tylko dobierają płeć do siebie, próbują i sprawdzają, która im najbardziej odpowiada, a gdyby właściwej nie było w dotychczasowym asortymencie, mogą ją dla siebie stworzyć. Eva & Adele to dowód na to, że jak pisała amerykańska filozofka Judith Butler, płeć nie jest nam dana z góry, ale jest "performatywna", stwarzana przez nasze zachowania.

Od początku budziły zdumienie. Nikt nie wiedział, czy zaliczyć je do widzów, czy do artystów, do sztuki czy do kiczu? Wreszcie przyszła sława, dzisiaj wystawiają swoje prace w słynnych galeriach, artykuły o nich ukazują się w "New York Timesie" i "Guardianie". Zostały zaakceptowane przez świat sztuki, ale czy to znaczy, że zjawisko, jakie reprezentują, zostało społecznie zaakceptowane? W świecie sztuki funkcjonują jako nieszkodliwe i zabawne dziwadła, ale niechby tylko spróbowały wyjść np. na krakowską ulicę.

W katalogu wystawy czytam tekst Anny Grodzkiej, posłanki z Ruchu Palikota, która została wybrana do Sejmu jako osoba transpłciowa. Pisze: "Codzienność osób transpłciowych wygląda inaczej - zazwyczaj unikają konfrontacji z częstokroć nieżyczliwym otoczeniem. Po zmianie dokumentów zmieniają środowisko, pracę, miejsce zamieszkania, chcą zniknąć z dotychczasowego życia, "urodzić się na nowo". Tylko ci najbardziej zdeterminowani próbują zwrócić na siebie uwagę, oswoić problem, który ich dotyczy - problem nieakceptowania własnej płci".

Czytając te słowa, zaczynam lepiej rozumieć, co oznacza uśmiech nieschodzący z ich twarzy. Grodzka podkreśla podwójnie negatywne emocje osób transpłciowych. Po pierwsze, nie akceptują one siebie, ślad dawnej płci pozostaje przecież nawet po operacji. Po drugie - czują się nieakceptowane społecznie. Uśmiechając się, Eva & Adele mocno i dobitnie akceptują siebie. Ich uśmiech jest jednak nie tylko "za" ale i "przeciw". To wojowniczy uśmiech prowokacja skierowany przeciw potencjalnej agresji.

Czy nie z tego samego powodu maska ruchu Anonymous, ludzi protestujących przeciw ACTA, też jest uśmiechnięta? Została pożyczona od postaci angielskiego buntownika Guya Fawkesa, który w 1605 r. przeprowadził zamach na króla, za co został podany torturom, a potem, wedle ówczesnego zwyczaju, był wleczony końmi po ziemi i poćwiartowany. A jednak - jak pokazuje kariera jego maski - dalej się uśmiecha. Uśmiech stał się symbolem oporu. Niebywałym sukcesem Evy & Adele jest to, że przez ponad dwadzieścia lat działalności udało im się ukrywać pod maską promiennego uśmiechu i przybranych imion. Jednak nie jestem pewna, czy mimo to są zjawiskiem głęboko optymistycznym i nadzwyczajnie wesołym.

Uporczywie się uśmiechając, reprezentują to, co Zbigniew Libera uchwycił kiedyś w serii inscenizowanych fotografii "Pozytywy". Zdjęcia te pokazywały znane z mediów wydarzenia, jak śmierć Che Guevary, pobojowisko II wojny światowej czy forsowanie przez Wehrmacht polskiej granicy, jako wydarzenia pozytywne, budzące entuzjazm i radość świadków. Jednak my wiemy przecież, że to tylko medialna maska, że pod afirmacją i optymizmem kryją się czysta negatywność, zło i przemoc. Patrząc na uśmiechnięte twarze słynnych perfomerek, uśmiecham się, ale w głębi duszy czuję co innego. Ile jeszcze negatywnych emocji musi wygasnąć, by Eva & Adele mogły wreszcie przestać się uśmiechać?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':