http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

''Świat nie przedstawiony'' w CSW. Fotografia a sprawa polska

Dorota Jarecka
2012-02-08, ostatnia aktualizacja 2012-02-07 17:55

Po pierwsze, nie było żadnego dwudziestolecia. Po drugie, nie męczcie już nas tą transformacją. Co zrozumiałam na otwartej w piątek wystawie fotografii "Świat nie przedstawiony" w warszawskim CSW

Dziewczynka w klasycznej pozie na bałtyckiej plaży, zdjęcie Rineke Dijkstry
Rineke Dijkstra/Marian Goodman Gallery New York/CSW
Dziewczynka w klasycznej pozie na bałtyckiej plaży, zdjęcie Rineke Dijkstry
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
"Świat nie przedstawiony" to Polska ostatnich dwóch dekad z hakiem widziana przez najwybitniejszych fotografów polskich i nie-polskich. Obok naszych znakomitych fotoreporterów i artystów posługujących się fotografią dokumentalną, Chrisa Niedenthala, Anny Beaty Bohdziewicz, Wojciecha Wilczyka, Konrada Pustoły, Julisza Sokołowskiego, Witolda Krassowskiego, Wojciecha Wieteski, mamy tu "polskie" prace takich autorów, jak: Allan Sekula, Mark Power, Carl De Keyzer, Rineke Dijkstra, Zoe Leonard. Zderzenia są czasem szokujące.

Zastanawiam się np., co robi znakomite zdjęcie dziewczynki w zielonkawym kostiumie kąpielowym na bałtyckiej plaży z serii wykonanej w Polsce w latach 90. przez holenderską artystkę Rineke Dijkstra obok zdjęć z podkrakowskich noclegowni Andrzeja Kramarza i Weroniki Łodzińskiej? Z jednej strony jest jakaś niezwykła metafizyka tego portretu dziecka, które stoi w antycznym kontrapoście na tle stalowoszarego morza w biednym ubraniu. Z drugiej - reportaż społeczny, który pokazuje świat biedny i marginalny, ale jednak miły i ciepły. Każdy z mieszkańców urządza na tym kawałku przestrzeni swój własny bezpieczny kącik. Fotografowie ten świat przybliżają, czynią ludzkim. Dijkstra odwrotnie - pokazuje dzieciństwo, stereotypowo kojarzone z bezpieczeństwem jako wyobcowane, groźne, niemal sieroce.

Jedno zdjęcie Dijkstry niesie ze sobą dziesiątki skojarzeń, ale wyzwala też myślenie krytyczne. Podziwiam jej kompozycję, a jednocześnie zastanawiam się, na ile wzrok zachodniej fotografki został skażony widzeniem postkolonialnym? W tej fotografii, podobnie jak w pozostałych z serii (niestety, nie udało się ich pożyczyć), ujawnia się jej odczucie Polski jako odległej prowincji. Wędrówka na wschód jest dla artystki także wędrówką w czasie, przecież tak samo w latach 20. i 30. przedstawicieli różnych klas społecznych fotografował np. August Sander. Dzieci w tanich kostiumach siłą rzeczy reprezentują pewną klasę, kastę - biedniejszego, wschodnioeuropejskiego kuzyna. A jednocześnie to prawdziwy portret, spojrzenie w twarz, oko w oko. Świetne, niepokojące.

Zderzenia tego zdjęcia z reportażem, nawet o ambicjach artystycznych, osłabia, niestety, działanie reportażu. Z Rineke Dijkstra nie może konkurować ani duet Kramarz/Łodzińska, ani Maciej Pisuk z jego skądinąd poruszającymi zdjęciami z nadwiślańskich obozowisk bezdomnych. To fotografia, która się nie broni w jednym egzemplarzu, która działa tylko w kontekście, np. artykułu w gazecie.

Patrzę na zdjęcia umieszczone w sąsiedztwie cyklu Rineke Dijkstry pod takim kątem: co może z nią konkurować? I dochodzę do wniosku, że tym, co bym w tej akurat przestrzeni zostawiła, to fotografie Wojciecha Wilczyka z początku lat 90. pokazujące fasady małych firm i sklepików dekorowane przez ich właścicieli. Wiem tylko, że to jest Śląsk, że jeszcze nie ma wokół billboardów i blaszaków Lidla i że to są pierwsze lata reformy Balcerowicza. To mi wystarczy. Działa czysta wizualność.

Artysta czy reporter?

Zadaję sobie pytanie: czy to znaczy, że we współczesnej fotografii, która pokazuje rzeczywistość, są dwa przeciwstawne bieguny - jeden to fotografia jako sztuka, drugi to fotografia jako reportaż. Chciałabym, żeby tak było, bo wtedy wszystko byłoby proste. Ale nie jest.

Są na wystawie przykłady reportażu, który jest również sztuką. Weźmy Chrisa Niedentala i jego zdjęcia ze strajków na Wybrzeżu w 1988 r. albo pokaz slajdów Brytyjczyka Allana Sekuly pt. "Fish Story". Albo projekt Piotra Janowskiego wykonany w Beskidzie Niskim w 2002 r., kiedy to fotoreporter "Gazety" rozdał dzieciom aparaty i zebrał efekty ich pracy. Zdjęcia dzieci były rewelacyjne. W CSW pokazano je w różnych formatach i rozmiarach rozrzucone po ścianie "a la Tillmans".

No właśnie, a Tillmans, który miał niedawno wielką wystawę w Zachęcie? Artysta czy reporter? Nie wiem i szczerze mówiąc, nie bardzo chce mi się w to wgłębiać. Świat sztuki, przyznając mu w 2000 r. Nagrodę Turnera, uznał, że raczej to pierwsze, ale dla mnie liczy się obraz, jego siła, przekaz. Reportaż może być dziełem sztuki. Nie każdy, ale się zdarza. Spójrzmy na zdjęcia Wojciecha Wieteski czy Witolda Krassowskiego z lat 90. Krassowski pokazuje świat w sposób nieoczywisty, jesteśmy zawsze w środku: wewnątrz wiejskiej zabawy, wewnątrz mszy, w środku demonstracji. Dwie kobiety w takich samych ubraniach stanęły naprzeciwko siebie, jakby odbijały się w lustrze. Przypadkowy gest? Czy też gest umocowany gdzieś głębiej w psychice bliźniaczek?

Gatunek sam dla siebie stanowi "Fotodziennik" Anny Beaty Bohdziewicz, prekursorski wobec fotograficznego bloga. Tu zatrzymałam się najdłużej, "Fotodziennik" pokazano w postaci slajdów. Na ekranie migają strajki, kolejki, Kuroń, Jaruzelski i protest przeciw zaostrzeniu ustawy o aborcji. Imponuje konsekwencja tego projektu. Jestem przekonana, że najpierw powstaje wypowiedź, a potem gatunek, nie odwrotnie.

Monopol na transformację

Ta wystawa stawia pytanie o to, czy reportaż jest sztuką, i bardzo dobrze. Miesza tak różne wypowiedzi fotograficzne, że prowadzi do konfuzji. To też jest OK, choć wolałabym bardziej klarowną tezę. Problemem wystawy jest co innego - że CHCE CHCIAŁ złapać dwie sroki za ogon. Pierwsza to fotografia i jej wewnętrzne problemy. Druga to polityka. To za dużo jak na jeden raz. Nie da się analizować medium fotografii, a przy okazji opowiadać o tym, jak wyglądała Polska w okresie "transformacji ustrojowej".

Czytam: "Wystawa jest próbą stworzenia innego niż dotychczas obrazu rzeczywistości Polski po 1989 roku". Innego niż co? Niespecjalnie to widać. Odwrotnie: dominuje powszechnie przyjęte widzenie tego, czym jest i powinna być historia, jest to bowiem historia przede wszystkim mężczyzn: strajków, bezrobocia, blokersów. Czy inna, np. kobieca czy imigrancka historia nie zaistniała w polskiej fotografii? Nie wierzę.

Tu dygresja o Polsce i transformacji. Obecna wystawa jest podsumowaniem i to bardzo potrzebnym, przez ostatnie lata wydarzyło się w fotografii naprawdę dużo, pojawiło się wiele nowych zjawisk, artyści zaczęli używać tego medium w taki sposób, że zatarły się gatunki. To fascynujące. Mam jednak propozycję - oderwijmy te spory od Polski, mam wrażenie że hasłami: "Polska transformacja" i "Dwudziestolecie" posłużono się tu wyłącznie z powodów rytualnych. Niedawno chorwacki filozof Boris Buden pisał, że hasło "transformacji" pozwala społeczeństwom postkomunistycznym wierzyć, że są jeszcze na etapie dziecka, że dopiero dojrzewają do demokracji, czekając na moment, w którym prawdziwa historia się zacznie. Ten moment nie nadejdzie nigdy. Podobną funkcję spełnia u nas pojęcie "dwudziestolecia". To jakaś historyczna obsesja, myślimy, że skoro minęły już dwie dekady wolności, musi co najmniej wybuchnąć wojna. Tymczasem nie dzieje się nic specjalnego, żadna epoka się nie kończy, życie toczy się dalej.

Wystawa w CSW sama to zresztą pokazuje. Po pierwsze, nie było żadnego dwudziestolecia. Zajrzyjmy do "Fotodziennika" Bohdziewicz, ani w 2009 r., ani nawet w 2010 r. nie następuje tam żaden przełom czy cezura. Jak mówi Chris Niedenthal, "codzienność jest najciekawsza". Rozumiem to tak: nawet kiedy fotografował strajkujących robotników, nie była to historia, tylko codzienność. Tylko tak można się wydostać spod władzy mitu.

Po drugie, czy Polska ma jakiś monopol na transformację? Kiedy patrzę na upadającą stocznię w Gdańsku na zdjęciach Michała Szlagi, myślę, że to mogłyby być Chiny, Estonia albo jakiś port w północnej Anglii. Dzieci z Beskidu z projektu Janowskiego mogłyby mieszkać na Ukrainie.

Czy nie przejmujemy się za bardzo sobą?

"Świat nie przedstawiony. Dokumenty polskiej transformacji po 1989 roku". CSW Warszawa kurator Adam Mazur, współpraca Beata Łyżwa-Sokół, do 15 kwietnia

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':