5 lutego w National Gallery w Londynie zakończy się rekordowo oblegana wystawa "Leonardo da Vinci. Malarz dworu w Mediolanie", na której "Dama z gronostajem", obraz ze zbiorów Fundacji Książąt Czartoryskich, grał rolę magnesu - był na reklamujących ją plakatach.
Od 2009 r. "Dama" była wystawiana kolejno w Budapeszcie,
Warszawie, Madrycie, Berlinie i Londynie. Teraz wraca do Krakowa. - Zrobimy wszystko, by jak najszybciej udostępnić obraz publiczności - powiedział "Gazecie" Marek Świca, wicedyrektor Muzeum Narodowego w
Krakowie, które sprawuje pieczę nad kolekcją Czartoryskich. - Chcemy go wystawić w drugiej połowie marca, najpierw przejdzie kilkutygodniowe badania.
Obraz będzie początkowo wystawiony w tzw. Arsenale, części Muzeum Czartoryskich, które jest jednym z oddziałów MN. A po kilku miesiącach w kamienicy Szołayskich przy pl. Szczepańskim, gdzie mieści się w tej chwili Muzeum Wyspiańskiego (też oddział MN).
Pałac Czartoryskich, docelowe miejsce wystawienia kolekcji, w której skład wchodzi nie tylko "Dama", ale także inne arcydzieło - "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta, ciągle jest w remoncie. Skończyła się pierwsza faza, m.in. dziedziniec budynku został przykryty dachem. Jednak na dokończenie prac brakuje ok. 25 mln zł, zakończą się nie wcześniej niż za półtora roku.
- Kamienica Szołayskich musi zostać przygotowana na przyjęcie znakomitych dzieł i dużej ilości widzów - mówi Świca. - Otworzymy reprezentacyjne, główne wejście do budynku od pl. Szczepańskiego, urządzimy kawiarnię i sklep z pamiątkami. Muzeum złożyło wniosek do ministra kultury o pieniądze na adaptację kamienicy Szołayskich, potrzebne jest ok. 1,5 mln zł.
Tymczasem szum wokół Leonarda na świecie nie ustaje. "The Art Newspaper" opublikowało wiadomość, którą na konferencji w Londynie ujawnili konserwatorzy z Muzeum Prado w Madrycie. W zbiorach muzeum odkryto bardzo wczesną kopię najsłynniejszego obrazu Leonarda, "Mony Lisy". Została wykonana w jego pracowni, najprawdopodobniej pod jego okiem.
Jak to się stało, że dotąd obraz uznawano za o wiele późniejszą, XVII-wieczną kopię? Po prostu tło obrazu było pokryte czarną farbą. Dopiero kiedy konserwatorzy ją zdjęli, ich oczom ukazał się piękny, subtelnie malowany pejzaż, prawie taki sam jak na oryginalnym obrazie. Malarstwo takiej jakości mogło powstać tylko na początku XVI wieku w pracowni Leonarda.
Jak przekonują konserwatorzy, kopię namalował jeden z jego asystentów w tym samym czasie, kiedy Leonardo pracował nad swoim arcydziełem, dlatego możemy na niej zobaczyć, jak wyglądał portret Giocondy w jednej z ostatnich faz tworzenia. To jak podróż w czasie - w hiszpańskiej kopii widać "Monę Lisę" ze szczegółami, które znikły w oryginale albo są ledwo widoczne, jak przejrzysta woalka czy oparcie krzesła.
Czarne tło na madryckiej kopii zostało położone w połowie XVIII w. "Dama z gronostajem" ma także czarne tło, położone prawdopodobnie na polecenie Izabeli Czartoryskiej pół wieku później, ok. 1800 r. Oryginalnie miała tło pejzażowe. Trudno nie postawić pytania: czy polski obraz nie zyskałby na jakości, gdyby konserwatorzy odważyli się zdjąć dziewiętnastowieczne przemalunki? Ukazałby się, być może zniszczony, ale jednak Leonardowski pejzaż.
Hiszpańska kopia "Mony Lisy" w połowie lutego zostanie zaprezentowana w Prado, a wiosną dołączy do wystawy Leonarda w Luwrze i będzie pokazana obok "Mony Lisy". W centrum wystawy znajdzie się "Św. Anna Samotrzeć" ze zbiorów Luwru - obraz, wokół którego wybuchł pod koniec zeszłego roku skandal, kiedy to francuscy konserwatorzy zaprotestowali przeciwko dokonanej m.in. przez angielskich specjalistów zbyt inwazyjnej ich zdaniem konserwacji, która radykalnie rozjaśniła obraz.