Tym wszystkim, dla których Matejko oznacza "Hołd pruski" czy "Bitwę pod Grunwaldem", ten obraz może się wydać stosunkowo niewielki - ma wymiary 132 na 101 cm. 23-letni Matejko pracował nad nim niedługo po skończeniu studiów i zaprezentował je po raz pierwszy w 1861 r. "Tygodnik Ilustrowany" pisał: "Młody krakowianin rysuje i maluje wybornie, grupuje efektownie, a wykończeniem starannem niepospolicie się odznacza; wszelako pojąć nie możemy, dlaczego artysta tak oszczędnym jest w płótnie".
W 1883 r. obraz po raz pierwszy był prezentowany na Wawelu, a w poniedziałek po raz drugi. Stało się tak za sprawą krakowskiego Salonu Dzieł Sztuki "Connaisseur", który specjalizuje się w odnajdywaniu polskich dzieł sztuki uchodzących za zaginione. Jak to się stało? Okoliczności odnalezienia obrazu owiewa tajemnica, co zastrzegli jego anonimowi właściciele. Wiadomo tylko, że obraz przebywał ostatnio za oceanem. Z Polski zniknął prawdopodobnie w czasie II wojny światowej lub tuż przed nią.
Obraz przedstawiający scenę z 1574 r. - kiedy to przed oblicze króla wniesiono śmiertelnie rannego kasztelana przemyskiego, który został ugodzony czekanem w głowę w czasie sprzeczki między Samuelem Zborowskim a Janem Tęczyńskim - trafi na stałe do któregoś z krakowskich muzeów, jeśli uda się go odkupić. Do tego jednak trzeba znaleźć sponsorów. Na razie dzieło Matejki będzie prezentowane w Komnatach Królewskich do 22 stycznia.
Źródło: Gazeta Wyborcza