http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czym warto straszyć dzieci

Joanna Derkaczew
2012-01-16, ostatnia aktualizacja 2012-01-16 13:33

Autorzy nowych spektakli dla dzieci posługują się listą "grzechów głównych", która znacznie różni się od wersji katechetycznej. Dowód? "Opowieści zimowe" według Andersena w Teatrze Polskim w Bydgoszczy

Spektakl dla dzieci ''Opowieści zimowe'' w Teatrze Polskim w Bydgoszczy
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Spektakl dla dzieci ''Opowieści zimowe'' w Teatrze Polskim w Bydgoszczy
SERWISY
Resztki pięknego, czarno-białego świata przetrwały w programach niektórych partii politycznych. Ale w wielu produkcjach teatralnych dla dzieci dawno już nie ma po nich śladu. Nowe pokolenie młodych widzów i czytelników częściej słyszy "to skomplikowane" niż "to jest ładne i dobre, a to brzydkie i złe".

Potwory w książkach i spektaklach dla maluchów od dawna nie są godne potępienia. Czarownice mają skomplikowane motywacje psychologiczne. Krzywdzą, bo same zostały skrzywdzone. Straszą, bo same się boją. Z kolei klasyczni bohaterowie bez skazy przestali być irytująco perfekcyjni. Kto upiera się przy własnej doskonałości, ten zwykle okazuje się zablokowanym nieszczęśnikiem z ukrytym narcyzmem. Najlepszy przykład - Książę z kolejnych części "Shreka".

Literatura coraz poważniej traktuje podszepty pedagogów i psychologów. Przyjmuje ich założenie, że ludzie wychowywani "na strachu" nie należą do szczęśliwych ani moralnych. Stara się nie mnożyć w maluchach lęków. Nie piętnuje już tzw. niezdrowej ciekawości, nie propaguje strategii życiowej "bądź grzeczny, siedź cicho, nie wychylaj się, bo stanie się coś złego". Ale nawet sztuka oświecona i odpowiedzialna ma swoich bohaterów negatywnych.

Autorzy nowoczesnych spektakli dla dzieci posługują się własną listą "grzechów głównych". Znacznie różni się ona od wersji katechetycznej. Zamiast pychy, chciwości, nieczystości, gniewu czy lenistwa można na niej znaleźć: niedojrzałość, pesymizm, rezygnację, obrażalstwo, tchórzostwo.

"Opowieści zimowe" według Hansa Christiana Andersena" w reżyserii Igi Gańczarczyk uczą, jak odróżniać rzeczy ważne od błahych iluzji. Reżyserka, która współpracowała jako dramaturg m.in. z Krystianem Lupą ("Factory 2" z Starego Teatru w Krakowie), wykorzystała w spektaklu trzy przeplatające się historie - o Choince, Królowej Śniegu i Śniegowym Bałwanie.

W przedstawieniu nie ma niechęci do konkretnych bohaterów. Złośliwy Troll (Mateusz Łasowski), który skonstruował lustro odbijające jedynie najgorsze aspekty rzeczywistości, obrywa wprawdzie śniegowymi kulkami od pozostałych aktorów. Zaraz jednak staje się inną postacią - Bałwankiem, niepoprawnym entuzjastą zdolnym do bezkrytycznego zachwytu. Okrutna Królowa Śniegu nie pojawia się na scenie w ogóle. W jej imieniu przemawiają kolejni bohaterowie. Chowają się w kloszu z olbrzymich, połączonych modułowo płatków, na które rzutowane są obrazy ich zamarłych w zachwycie twarzy. Bo Królowa Śniegu to nie osoba, ale ulotna złuda, do której się na ślepo dąży - motywuje, ale też odbiera właściwy osąd sytuacji. Niczego nie można od niej dostać, nie sposób jej zdobyć ani przebłagać. Dlatego Kaj (Grzegorz Twaróg), któremu okruch zwierciadła wpadł do oka, tylko w Królowej nie widzi niczego rozczarowującego.

Przed ciągłym oczekiwaniem na "coś ekstra" przestrzega też historia Choinki (Anita Sokołowska). W scenie rozpoczynającej spektakl małe drzewko odgrywa niepokojącą pantomimę: gesty kojarzone z dziecięcymi zabawami wykonuje z niewolniczą precyzją. Jakby za błędne okazanie radości groziła straszna kara. Choinka nie umie cieszyć się swoim dzieciństwem w lesie. Marudzi, czeka, zazdrości wszystkim dookoła, podejrzewa, że coś ją niesprawiedliwie omija. Gdy skończy się jej rola świątecznej dekoracji, spłonie w kominku, zeschła i pocięta na kawałeczki.



Spektakl nie zawsze jest dla dzieci czytelny fabularnie. Chwilami rozjeżdża się w zbyt długich przerywnikach muzycznych. Ale fantastycznie uczy zachwytu, odwagi i zaufania. Artyści cały czas zarażają się wzajemnie pasją opowiadania. Działają razem, z wdzięcznością i zaangażowaniem śledzą poczynania kolegów na scenie. Od patrzenia na podniebną, śniegową machinę (skonstruowaną przez LATALA design) można popaść w czystą, dziecięcą szajbę. Podwieszone na ruchomym stelażu olbrzymie płatki zostały spięte w pąki. Aktorzy jednym pociągnięciem linki mogą je rozchylać lub zamykać. Całość faluje, zmienia się, żyje jak dziwna, ceramiczna roślina z przyszłości. Zaskakująca prosta konstrukcja, baśniowy efekt.

Teatr przygotowuje dzieci do życia, w którym nie będą słyszeć zbyt wielu zakazów. Owszem, dostaną instrukcje obsługi i regulaminy, ale nikt im nie powie: "nie rób tego, bo to przyniesie złe skutki tobie i innym". Będą za to ciągle zachęcane, by "pozwolić sobie na więcej", dążyć do zdobywania rzeczy nowszych i lepszych. Twórcy zaczynają więc przestrzegać maluchy przed sytuacją beznadziejnego błądzenia po świecie nieuregulowanego jarmarku. A zamiast "czarnym ludem" czy smokami straszą marnowaniem życia na rzeczy nieistotne.

Teatr Polski w Bydgoszczy, "Opowieści zimowe" wg Hansa Christiana Andersena, scenariusz i reżyseria Iga Gańczarczyk. Premiera 13 stycznia 2012.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':