http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kobieta z inicjatywą ma przechlapane

Rozmawiała Joanna Derkaczew
2011-12-23, ostatnia aktualizacja 2011-12-23 14:35

''Halka'' w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Reżyseruje Natalia Korczakowska, dyryguje Marc Minkowski
''Halka'' w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Reżyseruje Natalia Korczakowska, dyryguje Marc Minkowski
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Rozmowa z Natalią Korczakowską*, reżyserką "Halki" w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej

Natalia Korczakowska
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Natalia Korczakowska
SERWISY
Joanna Derkaczew: Czy można kogoś wmanewrować w samobójstwo?

Natalia Korczakowska: Łatwo. Coraz łatwiej.

Twoi bohaterowie chętnie korzystają z tej możliwości. Wystawiałaś "Spowiedź Stawrogina", w której bohater doprowadził do śmierci dziewczynę. W "Solaris" według Lema żona psychologa Kelvina wielokrotnie usiłuje się unicestwić - dla niego i przez niego. A teraz panicz Janusz, dla którego samobójstwo Halki to najwygodniejsze rozwiązanie. Kogo widzisz w tych postaciach?

- Dzieci wysokiej kultury. Współczesnych racjonalistów. Nie interesuje mnie perwersja i okrucieństwo jako takie. Przyglądając się im, badam raczej cywilizację, która staje się tak wyrafinowana, że aż nieludzka. Stawrogin, Kelvin czy Janusz to ludzie subtelni, najlepsze produkty swojej epoki. Gdy myślę o nich, przychodzi mi na myśl "The Perfect Human", film duńskiego dokumentalisty Joergena Letha, mistrza Larsa von Triera. Leth próbował się przyjrzeć, jakim gatunkiem jest współczesny człowiek. Wziął eleganckiego mężczyznę w garniturze i kobietę w modnej sukni. Wrzucił ich w sterylną, białą przestrzeń. Pokazał, jak współczesny człowiek chodzi. Jak się kładzie, jak upada, z jaką precyzją układa specjalnymi narzędziami jedzenie na talerzu. Jaką ma delikatną skórę...

Ale to sprawa estetyczna - co to ma wspólnego z okrucieństwem Janusza? Albo z zapisanym w "Halce" konfliktem wieś - dwór?

- A na czym w praktyce opierają się konflikty społeczne? Na tym, że niektórych stać, by utrzymać pewien "status estetyczny" - wypielęgnowaną cerę, zadbane, wiecznie młode ciało, odpowiednie ubrania - a innych nie. I tyle. Ci "estetycznie niedopasowani" nigdy nie zajmą pewnych stanowisk, nie zostaną zaakceptowani w uprzywilejowanych środowiskach. Ci "doskonali" będą umacniać się w przekonaniu, że racja jest po ich stronie, przyznawać sobie prawo do wyznaczania zasad nie tylko w sprawach mody, ale i moralności. Nie trzeba jechać do Trzeciego Świata, żeby zobaczyć tę rosnącą przepaść.

Zresztą to nie tylko podstawa rozpadu społecznego, ale też często powód najpoważniejszych osobistych dramatów. Byłam kiedyś zakochana w człowieku, który imponował mi siłą charakteru niespotykaną w moim niezmanierowanym, warszawskim środowisku. Ale okazało się, że nie ma żadnej wspólnej przestrzeni, w której moglibyśmy razem żyć. Różnice między naszymi światami były nie do przeskoczenia. Czułam się, jakbyśmy przenieśli się do czasów "klas społecznych" i "mezaliansów".

Janusz to ty?

- Powiedzmy, że znam i jego perspektywę, i Halki. Dramat polega na tym, że oni są wykształceni w różnych mitach. On jest racjonalny. Jemu gorąca miłość do dzikiej dziewczyny nie przeszkadza, by sobie ułożyć stabilne życie z drugą kobietą z "odpowiednich sfer". Wie, że Halce nie byłoby dobrze w jego świecie. Wyobraża więc sobie jakiś wygodny podwójny układ, pełen hipokryzji. To facet z kultury wysokiej, w której je się potrawy równo pokrojone w kosteczki, dress code jest świętością, a relacja równa się kalkulacja. I z jego punktu widzenia Halka się puściła.

A Halka?

- W pewnym sensie jest czysta i niewinna, bo wszystko, co fizyczne, to właśnie konsekwencja absolutnego zawierzenia drugiemu człowiekowi. Wierzy w miłość absolutną, wychowała się w romantycznym micie prostej moralności. Jest instynktowna, ale silna. Do tej pory pokazywano ją jako zapłakaną bidulę w kierpcach. Mnie zależało na tym, by nie była ofiarą od początku, przecież w libretcie tak nie jest. U mnie to dziewczyna z gór, która przychodzi po swoje. Pragnie tego faceta na śmierć i życie. I rzuca mu to pożądanie w twarz. Przybywa do niego seksowna, oszałamiająca, w męskim kożuchu. Śpiewa pod oknem, jakby to był kod erotyczny ich związku.

Kobieta z inicjatywą...

- Czyli kobieta, która ma przechlapane. Sama tego doświadczam na co dzień. Zwłaszcza w pracy, gdy okazuje się, że moje przygotowanie merytoryczne nic nie znaczy wobec faktu, że jestem drobną blondynką. Inteligentna kobieta z własną opinią to kuriozum. Najlepsze, co mogę wywalczyć w większości teatrów, to by traktowano mnie bezpłciowo. Na szczęście pracując nad "Halką", przekonałam się, że są jednak mężczyźni, którzy potrafią patrzeć na kobietę jak na człowieka.

Co takiego? Przepraszam, ale trudno mi uwierzyć, że można jeszcze wypowiedzieć takie zdanie w XXI wieku...

- Tak? Ale przecież te wszystkie zmiany dopiero co się dokonały. Wydaje nam się, że kobiety uzyskały samodzielność epoki temu, bo inaczej mierzymy dziś czas. A przecież to wszystko jest świeże, nieutrwalone. Mężczyźni zresztą już podnoszą larum, że teraz oni są dyskryminowani. Że samo istnienie kobiet myślących, niezależnych jakoś ich krzywdzi, upośledza i obraża. Żyjemy w sytuacji pod wieloma względami schizofrenicznej. Schizofrenia to według klasycznej definicji Kępińskiego "zaburzenie metabolizmu informacyjnego". I dokładnie to się nam przydarza. Wiadomości zwrotne, jakie otrzymujemy z otoczenia, nie pomagają nam żyć, ale nas zatruwają. Nasz organizm nie jest dopasowany ewolucyjnie do świata. Normy społeczne nie nadążają za naszym indywidualnym rozwojem.

Masz dość? Chciałabyś wypisać się z tej kultury?

- Męczy mnie świat wykalkulowany, wymyślony, snobistyczny. Odziedziczyłam właśnie dom poza Warszawą. Zielony, drewniany domek. 20 minut drogi samochodem. Kusi mnie, by zrobić sobie z niego azyl.

*Natalia Korczakowska - Absolwentka klasy skrzypiec w PWSM w Warszawie i reżyserii w warszawskiej Akademii Teatralnej, była asystentką René Pollescha i Oskarasa Koršunovasa. Swoje najważniejsze przedstawienia zrealizowała u Grzegorza Jarzyny w TR Warszawa oraz w teatrach Polskim i Współczesnym we Wrocławiu, Dramatycznym w Jeleniej Górze i Dramatycznym w Wałbrzychu. W tym roku zadebiutowała jako reżyserka operowa w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej inscenizacją "Jakoba Lenza" Wolfganga Rihma.

Halka

Łzawy melodramat czy ostry dramat społeczny? "Halkę" Stanisława Moniuszki, operę z librettem Włodzimierza Wolskiego z 1848 r., wystawiano dotąd najczęściej jako harlekinową historię o mezaliansie. Kolejni reżyserzy koncentrowali się na krzywdzie wiejskiej dziewczyny, wykorzystanej i porzuconej przez panicza. Motyw zdrady, pasji i dręczących Janusza wyrzutów sumienia kulminował się w scenie, gdy Halka pojawia się na dworze Stolnika i przerywa zaręczyny ukochanego ze Stolnikówną.

Tło społeczne opery najczęściej pomijano lub wykorzystywano tylko do kolorowej stylizacji. Nawet współautor legendarnego filmu z 1937 r. (reż. J. Gardan), patron polskiego teatru politycznego Leon Schiller, nie wybijał faktu, że wieś, z której pochodzą Halka i zakochany w niej Jontek, to własność Janusza. Gniew Jontka i samobójstwo Halki w ostatniej scenie rozgrywały się tylko na planie uczuć, a nie konfliktów społecznych.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':