''Moralności pani Dulskiej'' w Teatrze Współczesnym
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Nie lękajcie się, mieszczuchy i filistrzy. Teatr przypomniał sobie o was. Już niczego wam nie zarzuci, ale z czułością i troską pochyli się nad waszymi marzeniami o wygodnym życiu
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
''Moralności pani Dulskiej'' w Teatrze Współczesnym
Fot. WOJCIECH DUSZENKO
Anna Seniuk w ''Moralności pani Dulskiej'', Teatr Ateneum, 1999
Odpowiednia liczba drzwi na scenie, kanapa - gdzie trzeba, tańce - bez przesady. Dla ambitnych - kilka metaforycznych przerywników. W tym wszystkim: pani Dulska (Monika Krzywkowska), na którą nie patrzy się z potępieniem, ale z braterską wyrozumiałością.
Oto teatr nowej klasy mieszczańskiej. Teatr lekkopółśredni, jeśli chodzi o "unowocześnienia". Teatr gwarantujący godziwą rozrywkę i satysfakcję z tego, że ktoś wreszcie pochylił się nad naszymi codziennymi dylematami.
Odkąd nawet sztuka mainstreamowa stała się krytyczna i prowokacyjna, straszni mieszczanie mogli użalić się nad sobą jedynie przy familijnych serialach. Ze sceny słyszeli zwykle wezwania do ekspiacji, pokuty, przewartościowania dotychczasowego stylu życia. Mieli otworzyć się na "obcego", pracować nad tolerancją, zaś własnym kołtuństwem - szczerze pogardzać.
Najwidoczniej jednak w czasach kryzysu teatr nie może już sobie pozwolić na to, by nieustannie usuwać widzom ziemię spod nóg. Postanowił o steranego, ale nadal wypłacalnego kołtuna zawalczyć. W końcu teatralnych kas nie napełnią "oburzeni" studenci (bilety zniżkowe) i prawdziwi koneserzy sztuki (wejściówki lub zaproszenia).
Spektakl "Moralność pani Dulskiej" w reżyserii Agnieszki Glińskiej nadaje się więc idealnie na manifest wszystkich, którzy poczuli się ostatnio zaniepokojeni - czy to prognozami ekonomicznymi, czy to exposé premiera i perspektywą zaciskania pasa. Przyglądając się dzielnej pani domu z trudem zarządzającej rodzinną instytucją i szukającej oszczędności, mogą wreszcie zobaczyć nie karykaturę, ale siebie.
Monika Krzywkowska nie gra irytującej burżujki w stylu Hiacynty z "Co ludzie powiedzą". To bohaterka naszych czasów, której sióstr szukać należy raczej w najlepszych odcinkach "Gotowych na wszystko" czy ambitnej produkcji "Mildred Pierce" z Kate Winslet.
Młodsza i bardziej schludna, niż to zazwyczaj bywa w inscenizacjach Zapolskiej, staje się godna sympatii i podziwu. Nie ona budzi śmiech, ale pretensjonalna Lokatorka (Monika Kwiatkowska), która trując się w imię wyższych uczuć, wywołała tylko niepotrzebne komplikacje. Zwiewny chód niedoszłej samobójczyni, jej szepty, pozy i dramatyczne figury na fotelu drażnią bardziej niż trzeźwe odpowiedzi Dulskiej. Służąca Hanka (Natalia Rybicka), którą Zbyszko Dulski (Marcin Januszkiewicz) wpędza w kłopoty, nie wydaje się ukrzywdzonym dzieckiem. To wyrachowana smarkula, czasem tylko zmieniająca się w zjawę wielkiej dziewczyny, jak z młodopolskiego obrazka. Obrazka na tyle sztampowego i odrealnionego, że człowiek twardo stąpający po ziemi nie musi się z nim liczyć.
Bo Dulska z Teatru Współczesnego nie ma może wyszukanego gustu, ale za to ma rację. Czasy są niepewne, więc trzeba ograniczać zarówno wydatki, jak i poziom życiowego dramatyzmu. Na ulicę faktycznie lepiej nie wychodzić, bo tam jak nie 10 kwietnia, to 11 listopada. Pranie brudów w domu wypada taniej, nikt nie zaprzeczy.
Scenografia przedstawia niby tradycyjny mieszczański salon z czasów Zapolskiej. Patrząc jednak na zaradność gospodyni, można przypuszczać, że przeżyła cały XX wiek, a i w XXI radziła sobie niezgorzej. Jeździła pewnie z rąbanką za okupacji, kombinowała cielęcinę spod lady w stanie wojennym. Dziś sprawnie zarządza domowym budżetem. Worki bielizny, które nieustannie wnosi na scenę, segreguje i w których przebiera, wcale nie rażą. Podobnymi czynnościami zajmują się dziś nieustannie na ekranach ikony telewizji, jak autorka bestsellerowych poradników Anthea Turner ("Perfekcyjna pani domu").
Agnieszka Glińska nie tylko wysyła do zatroskanych mieszczan pocieszycielski komunikat. Dba także, by forma przedstawienia była dla nich do zaakceptowania. Wplata w spektakl mnóstwo uprzyjemniaczy i uzdatniaczy, jak taneczne przerywniki czy sygnalizowane wyraźnie projekcjami i zmianą światła sceny metafizyczne. Wszystko jasne. Powstało perfekcyjnie zrealizowane przedstawienie, lekkie, łatwe i konformistyczne.
Lustro, które Agnieszka Glińska stawia na scenie, nie jest już narzędziem krytyki. Reżyserka nie gromi za jego pomocą: "Przyjrzyjcie się sobie burżuje, w pysk wam mówię litość moję".
Teatr Współczesny zawsze był sceną wielkomiejskiej inteligencji. Jego "mieszczańskość" była jednak raczej synonimem "wyższych sfer". Prezentował wartości i styl życia, do którego człowiek kulturalny powinien aspirować. Chciał wychowywać napływowych plebejuszy i dawać azyl warszawiakom zasiedziałym. Kierując swój przekaz do "nowej klasy mieszczańskiej", już jej nie dokształca, nie nobilituje, ale po prostu pociesza. Tak, drodzy straszni mieszczanie, zostawcie już te egzystencjalne dylematy. Świata, w którym żyjecie, nie stać na moralne wątpliwości. Bądźcie więc spokojni. Macie rację.
"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej. Reżyseria Agnieszka Glińska, scenografia - Agnieszka Zawadowska, muzyka - Jan Duszyński, choreografia - Weronika Pełczyńska. Teatr Współczesny w Warszawie. Premiera 19 listopada
Dulskie swoich czasów
1930: Groza na cały regulator
"Moralność Pani Dulskiej" w reżyserii Bolesława Newolina wchodzi na ekrany jako pierwszy polski film dźwiękowy (z muzyką Ludomira Różyckiego i scenografią Wincentego Drabika). Panią Anielę Dulską gra Marta Flantz - jedna z trzech kobiet, którym w dwudziestoleciu międzywojennym udało się zaistnieć jako reżyserkom filmowym (była współscenarzystką i współreżyserką przeboju według Tadeusza Dołęgi-Mostowicza "Prokurator Alicja Horn" i samodzielnej produkcji "Kochaj tylko mnie"). Jej silna osobowość odbiła się na postaci Dulskiej. Pisano o niej: "budzi prawdziwą grozę natężeniem filisterstwa i kołtunerii". Nigdy później wizerunek tej strasznej mieszczanki nie był już tak wyostrzony. Wynikało to jednak częściowo z konwencji filmu, który był dość luźną i melodramatyczną adaptacją tekstu Zapolskiej. Akcja utworu przeniesiona została na warszawską Starówkę, w czasy zaboru rosyjskiego. Wiejska dziewczyna Hanka (która sądząc po stroju, pochodzi z regionu łowickiego), aby ratować gospodarstwo swych opiekunów, wyrusza do miasta. Gdy Dulska proponuje jej pieniądze na usunięcie ciąży, odmawia, próbuje rzucić się pod tramwaj. Na widok karmiącej matki postanawia żyć, ale dziecko, które rodzi, umiera.
1980: Stracone marzenia młodości
W serialu Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego ("Z biegiem lat, z biegiem dni", wersja teatralna - 1978) Anna Polony gra rozczarowaną marzycielkę. Życie małżeńskie odebrało jej niewinność i idealizm, zawód miłosny wpędził w zgorzknienie i złośliwe wyrachowanie. Tego ślicznego, pogodnego dziewczęcia, które stopniowo zmienia się w jędzę, po prostu żal.
1992: Pani Karwowska
W tej najbardziej znanej, telewizyjnej wersji "Moralności..." (spektakl w reżyserii Tomasza Zygadły trafił do "Złotej setki" Teatru Telewizji) Anna Seniuk gra pocieszną kurę domową z ambicjami. Posługuje się tą samą drapieżnością i brawurą, z jaką prezentowała Magdę Karwowską w serialu "Czterdziestolatek".
2007: Nuda w piekle tabloidów
"Dulscy z o.o." (Teatr Polski w Warszawie, reż. Marta Ogrodzieńska). Próba ostrej krytyki stylu życia promowanego przez kolorowe media. Spektakl przeładowany gadżetami charakterystycznymi dla warszawskich nowobogackich. Dulska (Grażyna Barszczewska) prowadzi w domu nie tylko rządy żelaznej ręki, ale i działalność gospodarczą. Z telefonem w ręku załatwia kolejne zlecenia lub pozbawia posady ciężarne pracownice biura. Przez ten telefon załatwiła rozpuszczonemu synkowi (Zbyszko - Tomasz Borkowski) maturę, zamówiła przezroczyste meble i sprzęt odtwarzający na okrągło fortissimo "Eine kleine Nachtmusik". Jej córki Hesia (Katarzyna Glinka) i Mela (Iza Kala) paradują w mundurkach najlepszych prywatnych szkół, mąż (Bogdan Potocki) odbywa spacery zdrowotne na steperze, a kuzynka Juliasiewiczowa (Izabela Kuna) zamiast na findesieclową kokietę zrobiona jest na dziewczynę z okładki. Wszystkich czeka oczywiście potępienie w oparach mrocznej metafory. Najstraszniejsze w Dulskiej z o.o. jest jednak to, że kierując się wskazówkami tabloidów, prowadzi życie tak sztampowe i nudne.
2009: Widmo buntu znad Nowej Huty
"Moralność Pani Dulskiej, czyli w poszukiwaniu zagubionego czakramu" (reż. Bartosz Szydłowski). Pani Dulska to już nie tyle osoba, ile stan umysłu, a także sieć instytucji. Bartosz Szydłowski oskarża o "dulszczyznę" legendarne krakowskie sceny (np. Piwnicę pod Baranami), argumentując, że prawdziwe życie i odwaga jest dziś po stronie takich "partyzantów sztuki" jak prowadzony przez niego Teatr Łaźnia Nowa w Nowej Hucie.>