222 minuty projekcji, z dwóch płyt. Historia starotestamentowa - o Mojżeszu (posągowy Charlton Heston). To skądinąd bohater idealny - kino uwielbia opowiadać o Wybrańcach, a ten wszak rozmawia z samym Bogiem.
To drugie podejście Cecile'a B. De Mille'a do tematu - w 1923 r. miała premierę jego niema wersja "Dziesięciorga przykazań". W połowie lat 50. zdecydował się na powtórkę, tłumacząc, że film jest rażąco aktualny, gdyż jego zdaniem opowiada o walce wolności z wszelkimi formami totalitaryzmu. De Mille pojawia się zresztą na początku projekcji - wychodzi na scenę, jakby zza kurtyny w teatrze - objaśniając sens swego dzieła i wyliczając jego historyczne źródła.
Na realizację wersji dźwiękowej dostał od Paramountu czek in blanco - miało to kosztować 8 mln dol., kosztowało ostatecznie ponad 13, ale w samych Stanach zarobiło 80 mln. Scenariusz powstawał trzy lata, przygotowania do realizacji trwały dwa. O wyjściu Żydów z Egiptu po 430 latach niewoli pisze się, że to najbardziej tłumny fragment w dziejach kina - przed kamerami ustawiono 20 tys. statystów i 15 tys. zwierząt.
"Dziesięcioro przykazań" jest zrobione w tonacji umoralniająco-patetycznej. Koturnowość większości sytuacji może denerwować, ale nie sposób odmówić filmowi De Mille'a szlachetności. Jest on też niezwykle spójny plastycznie - wygląda jak malarstwo rezygnujące z trzeciego wymiaru.
Oglądamy zatem córkę faraona (Nina Foch), która znajduje dziecko płynące Nilem w koszyku. W dorastającym Mojżeszu zakochuje się stary faraon (sir Cedrick Hardwicke) i młoda Nefertiri (Anne Baxter), przyszła żona tego, który odziedziczy tron. Za rywala Mojżesz ma w tym względzie syna faraona - Ramzesa (demoniczny Yul Brynner). Gdy Mojżesz dowie się, że jest Żydem (przybrana matka ukrywała to przed nim), poświęci się misji ratowania swego będącego w niewoli narodu, mając przy boku pasterską córkę imieniem Sefora (Yvonne De Carlo).
Niektóre efekty specjalne mogą się dziś wydawać śmieszne - np. krzak gorejący, wykuwanie na tablicach dziesięciorga przykazań czy przejście przez Morze Czerwone. Trzeba jednak pamiętać, że niejaki Steven Spielberg powiedział o owym przejściu, że to "najlepsza w historii sekwencja z efektami specjalnymi". Co więcej, w jego "Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia" Richard Dreyfuss pozwala swym dzieciom, mimo później pory, oglądać w telewizji "Dziesięcioro przykazań", ale po przejściu przez Morze Czerwone zapędza je do łóżek.
Na mnie największe wrażenie robi fragment, w którym zło snuje się po Egipcie pod postacią mgły. To znak ostatniej z 10 plag egipskich - Mojżesz zapowiada je, by zmusić Ramzesa do wypuszczenia Żydów - śmierci wszystkich pierworodnych synów.
Źródło: Duży Format