Są dwa powody, żeby pisać o tym filmie, pomijając powód trzeci - że jest to film wielki. Po pierwsze, wreszcie ukazał się on na DVD w wersji z polskimi napisami, po drugie, Polański wreszcie został zwolniony z aresztu domowego w szwajcarskim Gstaad.
Fabułę przypomnę w największym skrócie. Jesteśmy w Los Angeles w roku 1937. Prywatny detektyw Jake Gittes (Jack Nicholson) zostaje wynajęty przez niejaką Evelyn Mulwray, by śledził jej męża. Gdy wykona zlecenie, okaże się, że wykorzystała go oszustka, co boleśnie uświadomi mu prawdziwa pani Mulwray (Faye Dunaway). Gittes, dbając o swoją reputację (był kiedyś gliną), stara się rzecz wyjaśnić.
W tym czarnym kryminale już pierwsze ujęcie jest znakomite - ktoś przegląda w nim zdjęcia, a z offu słyszymy męskie jęki. To klient Gittesa zapoznaje się z dowodami potwierdzającymi, że żona go zdradza. Gdy wiele minut później odwiedzimy dom tego faceta, przekonamy się, że jego małżonka ma na twarzy ślady po pobiciu (mąż jej przyłożył).
Wszyscy pamiętają scenę, w której Polański rozcina nożem nos Nicholsona, a ja także tę, w której Gittes po kryjomu wyrywa w archiwum kartki z księgi wieczystej, albo tę, w której Nicholson bije po twarzy Dunaway powtarzającą: - Ona jest moją córką, ona jest moją siostrą, ona jest moją córką... Co znaczy, oczywiście, że bohaterka ma dziecko ze swoim ojcem (John Huston).
Poza tym podziwiam sposób, w jaki wykorzystano tu motyw naciśnięcia klaksonu w kierownicy samochodu - za każdym razem znaczy on coś dramatycznie innego. A o co właściwie chodzi w filmowej intrydze z wodą, a właściwie jej brakiem (Robert Towne dostał za ten scenariusz Oscara), chyba nikt nie jest w stanie przekonująco wyjaśnić.
Źródło: Duży Format