Trzy znakomite filmy brytyjskiego Channel 4 składające się na jedną całość: niesłychanie okrutną i pesymistyczną. Rzecz dzieje się w ciągu 10 lat w hrabstwie Yorkshire. Filmowi Źli wznoszą zresztą toast: "Za północną Anglię, gdzie robimy to, co chcemy". Ta trylogia to ekranizacja powieści Davida Peace'a.
W każdej z części ktoś prowadzi jakieś śledztwo, ale idzie mu to jak po grudzie, a poza tym ma problemy z samym sobą. W części pierwszej (z r. 1974) młody dziennikarz Eddie Dunford (Andrew Garfield), który - po śmierci ojca wrócił z Londynu - zajmuje się serią porwań dziewczynek: właśnie zniknęła kolejna, 10-letnia Claire. Porywacz gwałci i torturuje ofiary, a po zabiciu przyszywa do ich skóry na plecach łabędzie skrzydła. Dunford zakochuje się w Pauli (Rebecca Hall), matce zaginionej wcześniej małej Jeanette. Jego najlepszym przyjacielem jest natomiast pracujący w tej samej redakcji Garry (Anthony Flanagan), który wszędzie wietrzy spisek, przeważnie polityczno-finansowy.
Teraz Garry podejrzewa o najgorsze okolicznego potentata budowlanego Johna Dawsona (Sean Bean). Na dodatek to, co robią Dunford i Garry, nie podoba się naczelnemu ich pisma.
W drugiej części (z r. 1980) mamy do czynienia z Rozpruwaczem z Yorkshire, seryjnie mordującym prostytutki. Miejscowi policjanci sobie nie radzą, więc przyjeżdża gliniarz z Manchesteru - Peter Hunter (Paddy Considine).
On i jego dwoje współpracowników mają przejrzeć wszystkie materiały sprawy i prowadzić niejako śledztwo równoległe. Wspiera ich, a właściwie patrzy im na ręce, dwóch lokalnych policjantów. Jednym z nich (ten agresywniejszy i bardziej niechętny) jest Bob Craven (Sean Harris).
Sztab z Manchesteru szybko odkrywa, że jednego z przypisywanych Rozpruwaczowi morderstw ten nie popełnił...
W trzeciej części (z r. 1983) znów jest zaginiona dziewczynka, której szuka nadinspektor Maurice Jobson (David Morrissey). Trop prowadzi go do wróżbitki (Saskia Reeves) twierdzącej, że ma kontakt z porwaną. Pojawia się też zapity adwokat John Piggott (Mark Addy), który próbuje pomóc rodzinie Michaela Myshkina (Daniel Mays), siedzącego w więzieniu, bo policja przed laty kazała mu się przyznać do porywania dziewczynek. Ojciec Piggotta był policjantem o fatalnej reputacji, John chce odkupić jego grzechy...
Jak widać, każda z części ma innych bohaterów, ale w tle zawsze występują te same, znaczące postaci, m.in. duchowny Martin Laws (Peter Mullan), stary policjant Bill Molloy (Warren Clarke) i romantyczny homoseksualista BJ (Robert Steehan).
Co jeszcze łączy elementy składowe trylogii? Rozpaczliwa atmosfera brudnej prowincji, którą przytłaczają nisko zawieszone ciężkie chmury. No i dosadność. W setkach kryminałów można obejrzeć sceny przesłuchań, podczas których, nie wiadomo dlaczego, podejrzani, tacy niby twardzi, szybciutko przyznają się do winy. Tu policjanci przesłuchują tak, że wierzy się, że podejrzany powie wszystko, a nawet jeszcze więcej.
Nastrój grozy wzmacniają w "Wilczym prawie" umiejętnie zastosowane formalne triki: deliryczne ujęcia podane na zwolnionych obrotach, przebarwione kadry, filmowanie z punktu widzenia jakiejś postaci będącej akurat w stanie amoku. Niepokojące są także sceny erotyczne, że nie wspomnę już o pokręconej ścieżce dźwiękowej.
Źródło: Duży Format