27 stycznia talibowie porwali dwóch afgańskich inżynierów z Kandaharu, którzy na zlecenie amerykańskiej armii mieli budować posterunek afgańskiej policji w dystrykcie Kogani, w prowincji Ghazni, gdzie stacjonuje polskie wojsko. Informację o tym, gdzie obaj zakładnicy są przetrzymywani, zdobył polski kontrwywiad wojskowy.
W akcji kierowanej przez dowództwo sił specjalnych NATO w Afganistanie udział wzięli komandosi polskiej jednostki GROM, kontrwywiad i funkcjonariusze afgańskiej służby bezpieczeństwa, NDS. Wspierały ich amerykańskie śmigłowce. Żołnierze weszli do wskazanej przez służby specjalne wioski nad ranem. W pierwszym przeszukiwanym domu nikogo nie znaleźli. W drugim kalacie, czyli obejściu, zastali pięciu mężczyzn i jednego zakładnika, poszukiwanego inżyniera. Drugi z porwanych, jak się dowiedzieliśmy, dzień wcześniej uciekł talibom. Dlatego ten, który pozostał w ich rękach, został dotkliwie pobity. Zaraz po uwolnieniu trafił do szpitala.
Czterech zatrzymanych okazało się członkami prężnie działającej w dystrykcie Kogani grupie talibów. Piąty mężczyzna to właściciel domu, który z nimi współpracował. Jak się dowiedzieliśmy, porwanie afgańskich inżynierów zlecił miejscowy watażka, który chciał, żeby ich potem zabito. Talibom chodziło o zastraszenie lokalnej ludności.
Źródło: Gazeta Wyborcza