Napieralski ocenił wówczas, że ujawnienie na polecenie Ziobry prezesowi
PiS akt mafii paliwowej było przestępstwem.
''Sprawa jest prosta: zabrać immunitet, postawić pana ministra przed sądem, osądzić i ukarać'' - mówił Napieralski w przeddzień rozpatrywania przez Sejm wniosku prokuratury o uchylenie immunitetu Ziobrze. Prokuratura postawiła byłemu ministrowi zarzut nadużycia władzy, ale ostatecznie sprawę umorzyła, a sąd potwierdził, że nie popełnił przestępstwa. Wtedy Ziobro odwinął się pozwem o naruszenie dóbr osobistych. Domagał się przeprosin i wpłaty 30 tys. zł na stowarzyszenie Katon. Sąd oddalił wczoraj jego pozew.
- Nie można wymagać, by poseł, który zna fakty, które mogą być traktowane jako przestępstwo, wstrzymywał się z ich oceną - to sedno wyroku sędziego Jacka Tyszki. - To by tłumiło debatę publiczną, a osoby niegodne mogłyby latami, w oczekiwaniu na prawomocne rozstrzygnięcie, zachowywać się nagannie - tłumaczył.
Według sądu Napieralski korzystał z prawa do krytyki i działał w publicznym interesie, bo sprawa udostępnienia akt śledztwa Jarosławowi Kaczyńskiemu odbiła się szerokim echem. Wyrok nie jest prawomocny, stron sporu na jego ogłoszeniu nie było.