Wacław Radziwinowicz: Wiceszef opozycyjnej partii Batkiwszczyna Ołeksandr Turczynow publicznie oskarżył władze Ukrainy o chęć "fizycznego zniszczenia" Julii Tymoszenko. Czy można mu wierzyć? Myrosław Popowycz: To poważny polityk, on nie rzuca słów na wiatr. Poza tym to człowiek uczciwy - baptysta, głęboko wierzący. Ja mu ufam, kiedy opowiada, że Tymoszenko dali w więzieniu jakąś tabletkę na infekcję, po której straciła przytomność na dwie godziny. Kobieta, z którą Tymoszenko dzieli celę, długo waliła w drzwi, wzywając pomocy, ale nikt nie przychodził, choć strażnicy musieli widzieć, co się dzieje. Przecież w celi jest kamera i stale pali się światło, żeby obraz, który strażnicy obserwują na monitorach, był czytelny.
Nie reagowali, bo... - Nie chciałbym w to wierzyć, ale podejrzewam, że ludzie rządzący dziś Ukrainą zmierzają do fizycznego usunięcia Tymoszenko. Niestety, dla naszego kraju to nie byłaby rzecz nowa. Przypomnijmy sobie tragiczną śmierć opozycyjnego dziennikarza Georgija Gongadzego zamordowanego w 2000 r. na polecenie ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmy [tak zeznał morderca Gongadzego Ołeksij Pukacz, były generał MSW, którego proces trwa w Kijowie. Pukacz został złapany dopiero w 2009 r. i wskazał miejsce, gdzie ukrył odciętą głowę dziennikarza. Proces Kuczmy w sprawie zlecenia zabójstwa został w 2011 r. umorzony po kilku miesiącach]. W czasie śledztwa w sprawie tej zbrodni okazało się, że w naszym MSW działała specjalna grupa morderców, która miała likwidować ludzi niewygodnych dla władzy.
Historia z dziwną tabletką dla przywódczyni opozycji przypomina próbę otrucia jesienią 2004 r. Wiktora Juszczenki, wtedy opozycyjnego kandydata na prezydenta i konkurenta rządzącego dziś Ukrainą Wiktora Janukowycza. - Dla mnie nie jest to oczywiste. Otrucie Juszczenki było przeprowadzoną na zimno operacją specjalną w stylu dawnego KGB. To przypominało raczej późniejszą śmierć byłego oficera rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandra Litwinienki, otrutego radioaktywnym polonem w Londynie [Litwinienko oskarżał Władimira Putina o zlecenie zamachów na
domy mieszkalne w Rosji w 1999 r., za które oficjalnie obarczono Czeczenów, co było jednym z pretekstów do kolejnej pacyfikacji republiki].
Sprawa Tymoszenko, jej idiotyczne oskarżenie o to, że podpisała nie taki jak należy kontrakt na dostawę gazu z Rosji, obłędny siedmioletni wyrok, trzymanie ciężko chorej kobiety w więzieniu, odmowa dopuszczenia do niej niezależnej komisji lekarskiej - to wszystko z rozsądną, zimną kalkulacją nie ma nic wspólnego. Nasze władze popełniają głupstwo za głupstwem, szkodzą krajowi i same sobie, bo kierują się emocjami i wpadły w panikę.
Dlaczego Janukowycz i jego ludzie mieliby stracić rozsądek? - Sytuacja na Ukrainie jest bardzo napięta:
kryzys gospodarczy się pogłębia, rząd nie ma z czego płacić ludziom poborów. Popularność prezydenta Janukowycza i ludzi z jego Partii Regionów dramatycznie spada. W każdej chwili może dojść do wybuchu społecznego, jesienne
wybory parlamentarne powinny się skończyć klęską obozu władzy.
W tej sytuacji Janukowycz ze strachu może zdecydować się na szaleńczy krok, czyli likwidację groźnej dla niego przywódczyni opozycji. On ma słabą psychikę, źle znosi napięcie. Przypomnijmy sobie, jak w 2004 r. w czasie kampanii prezydenckiej student rzucił w niego jajkiem, a Janukowycz ze strachu zemdlał. Emocje go przepełniają, a on sobie z nimi nie radzi.
Janukowycz ma barwną przeszłość kryminalną, jako młody człowiek w 1968 i 1970 r. został skazany za chuligaństwo, m.in. kradzieże futrzanych czapek. Pojęcie dintojry jako skutecznej metody radzenia sobie z kłopotami nie jest mu obce. - Rolę odgrywają tu nie tylko lata spędzone w więzieniu. Nasi dzisiejsi nowobogaccy, a Janukowycz jest jednym z nich, "sprzątali" konkurentów, załatwiając swoje ciemne interesy. Tak samo jak kryminaliści czy czekiści, a wielu z nich wywodzi się z dawnych służb specjalnych, wierzą w skuteczność zasady: "Nie ma człowieka, nie ma problemu".
*Prof. Myrosław Popowycz jest filozofem i jednym z najbardziej szanowanych obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej. Podczas wyborów prezydenckich w 2010 r. był członkiem honorowego komitetu poparcia Julii Tymoszenko