"Dziewczyna z tatuażem" Davida Finchera od piątku w kinach. Nie zawiedzie fanów książkowego "Millennium"
Z tym filmem wiele osób będzie miało problem. Przeczytały przecież całą trylogię Stiega Larssona, widziały jej szwedzką ekranizację. Czymże zatem może ich skusić wersja amerykańska?
Tylko dla porządku przypomnę, że w "Dziewczynie z tatuażem" Davida Finchera, adaptacji pierwszego tomu "Millennium", dziennikarz Mikael Blomkvist (Daniel Craig), który właśnie przegrał sprawę w sądzie pozwany o zniesławienie przez pewnego biznesmena, szuka siostrzenicy 82-letniego Henrika Vangera (Christopher Plummer), emerytowanego szefa jednego z największych szwedzkich koncernów. A może raczej jej mordercy, gdyż Vanger sądzi, że Harriet 40 lat wcześniej zgładził ktoś z rodziny. W poszukiwaniach pomaga Blomkvistowi obdarzona fotograficzną pamięcią hakerka Lisbeth Salander (Rooney Mara).
Wiedząc już, "kto zabił", możemy skupić się tylko na jednym - na tym, jak ponad 600-stronicową powieść zamieniono na prawie 160-minutową ekranizację. Szybko staje się jasne, że scenarzysta Steven Zaillian ("Lista Schindlera", "Gangi Nowego Jorku") i reżyser Fincher postawili na dwie sprawy.
Pierwszą z nich jest prostota. Dlatego wszelkie niezbędne dla rozwoju akcji informacje podawane są tu najprościej, jak się da, a przy tym płynnie. Przeważnie w krótkich scenach, czasem w dialogu z offu, a zaraz potem ten przekaz uzupełnia ekranowe dzianie się. Wiele informacji dociera do nas z ekranu telewizora, który oglądają bohaterowie, albo z ekranu komputera, którego używają. Książkowa intryga została nieco uproszczona, ale nie ma mowy o jej zubożeniu, chociaż jedna ze zmian z pewnością wpłynęła na znaczne obniżenie budżetu filmu.
Druga podstawowa cecha "Dziewczyny z tatuażem" to równoległość wątków Blomkvista i Salander. Poznajemy ich życie zawodowe i prywatne. Blomkvist romansuje z naczelną pisma "Millennium" Eriką Berger (Robin Wright). Salander ma kłopoty: ponieważ przyjazny jej kurator miał wylew, przydzielają jej nowego - podłego Bjurmana (Yorick van Wageningen). Gdy Mikael i Lisbeth połączą swe siły w śledztwie, i tak każde z nich pracuje raczej osobno. Nigdy nie jadą razem samochodem. Ona, wieczna singielka, porusza się wyłącznie na motorze.
Poza tym "Dziewczyna z tatuażem" to film zimny. Nie tylko dlatego, że kręcono go w zimnej i śnieżnej Szwecji. Kadry są przeważnie szarawe, częściej coś dzieje się w ciemności niż w słońcu. Zimno bije też od ludzi, w których środowisko wkraczają bohaterowie. Obracamy się wśród bogatych, cynicznych sukinsynów niewstydzących się własnej podłości. Ale jest w nich i w ich domostwach także pewna elegancja. Nawet rozmowa Blomkvista z mordercą, gdy w końcu do niej dochodzi, ma w sobie jej pierwiastek. Ten chłód i elegancja przypomniały mi "Autora widmo" (2010) Romana Polańskiego. Zresztą Fincher w wywiadach o "Dziewczynie z tatuażem" powołuje się na koneksje z kinem Polańskiego i Hitchcocka.
Nie jest to film dla grzecznych dzieci. Mamy tu pokazany realistycznie okrutny gwałt, a jednocześnie - rozbierane sceny erotyczne, byśmy mogli poczuć różnicę, tak jak czuje ją Lisbeth uczestnicząca w obu tych sytuacjach.
Reżyser postarał się, by "Dziewczyna z tatuażem" była filmem dynamicznym, bez przestojów. Dynamizuje ją sam charakter śledztwa polegającego po części na oglądaniu zdjęć z przeszłości, łączeniu ich w ciągi, kojarzeniu faktów. Każda taka czynność to gwałtowny montażowy skok. Film, i to od samej czołówki, dynamizuje też drapieżna muzyka Trenta Reznora i Atticusa Rossa.
Craig jako Blomkvist nie daje pretekstu, by kojarzyć go z Bondem. Ma siwawy zarost, nosi okulary, Fincher kazał mu też trochę przytyć. Poza tym nie jest tak dynamiczny jak 007 - częściej siedzi, niż biega, raczej myśli, niż bije.
Salander jest łagodniejsza niż w wykonaniu Noomi Rapace z filmu szwedzkiego. Tamta była ostrą punkówą. Ta też jest ostra, ale w bladości jej twarzy jest coś z romantycznego wampira. "Dziewczyna z tatuażem" to film o boleśnie samotnej dziewczynie złaknionej uczucia. Lisbeth jako specjalistka od researchu pakuje się z butami w cudze życiorysy, ale własnego strzeże pilnie. Długo nie wiemy, skąd właściwie wynika jej - orzeczona przez wymiar sprawiedliwości - aspołeczność.
Salander kibicujemy bardziej niż Blomkvistowi, gdyż nią powodują emocje. Blomkvistem kieruje ciekawość i pragnienie odkucia się na biznesmenie, z którym przegrał w sądzie (Vanger obiecuje mu jako część wynagrodzenia papiery na tamtego). "Dziewczyna z tatuażem" to opowieść o tej dwójce, a tylko przy okazji - o zagadce kryminalnej. Patrząc na sugestywną Marę, podejrzewam, że film Finchera wywoła kolejną modę na czarne skórzane kurtki (tak jak pół wieku temu "Dziki" z Marlonem Brando) i przekłuwanie sobie twarzy w różnych miejscach. Ja niczego sobie przekłuwał nie będę, za to uroczy wydał mi się wątek kota, który towarzyszy Blomkvistowi w północnej Szwecji.
"Dziewczyna z tatuażem", reż. David Fincher, USA, 2011